Kontynuując poprzedni wpis, chciałem jeszcze dodać, dlaczego dobrze mi się mieszka na Halembie.
Mam to szczęście, że posiadamy budynek na działce, która nie jest zbyt duża, ale w całości należy do nas. Nie było to łatwe, ale mniej więcej 25 lat temu zdecydowałem się na ten krok. Kupiliśmy od Miasta grunt, wzięliśmy kredyt, który spłacamy do dziś 😁 i wybudowaliśmy nasz dom.
W taki gorący dzień, jak dziś, można wyjść na taras, usiąść w cieniu pod naszą lipą i winoroślą i rozkoszować się okalającą nas zielenią.
Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia. Zielone łąki czy nieużytki, o których wspominałem poprzednio, dziś wyglądają tak:
I nie piszę tego z poczucia wyższości. Raczej współczuję mieszkańcom tej betonowej pustyni, która teraz nagrzewa się, jak patelnia na piecu.
Mam tu też żal do patodeweloperów, że w imię wiekszych zysków, pozwalają sobie na stwarzanie ludziom takich koszmarnych warunków życia. I że nie patrzą na to, że to jeden z kolejnych malutkich kamyczków, które pociagają za sobą deficyt wody w środowisku naturalnym, stepowienie terenów, a w konsekwencji globalne ocieplenie.
A mnie jednak dobrze, na swoim:
Pozdrowienia















































