Po południu, tak ok. 14, czyli o dość nietypowej porze, pod sewillskimi grzybami, zebrało się mnóstwo ludzi. Na scenie swoje głosy, dźwięki i wdzięki prezentowali muzycy Flamenco.
Jednak to, co mnie najbardziej zachwyciło, działo się na widowni.
Stanąłem za rzędami krzeseł, patrzyłem na scenę, słuchałem muzyków i patrzyłem na tancerzy. Podobało mi się.
Dopiero po chwili zauważyłam, że do tańca przyłączają sie osoby z widowni.
Stałem, jak zauroczony.
Nic dziwnego, że:
![]() |
| I ❤️ Sevilla |
Ole!


