czwartek, 27 lutego 2014

Wyślij pączka do Afryki

Z pewnością wielu z Was słyszało o pewnym zwariowanym zakonniku, który nie chciał w ostatnich tygodniach zostawić swojej Misji i ewakuować się, pomimo śmiertelnego zagrożenia, z Republiki Centralnej Afryki.

Dziś "Tłusty Czwartek". Tak się składa, że ten zakonnik nazywa się Benedykt Pączka.

Benedykt Pączka OFMCap

Jeśli więc ktoś ma w dzisiejszym dniu za dużo kalorii do przerobienia: 


... może wziąć udział w ciekawej akcji:

http://tamtamitu.kapucyni.pl/

Zachęcam:           KLIK

Pozdrawiam

środa, 26 lutego 2014

ZIP z NFZ

Jakiś się taki ostatnio dociekliwy zrobiłem. Nie wiem, czy mi to nie zaszkodzi.

Załatwiłem sobie wgląd na moje konto w ZUS-ie. KLIK

Dowiadywałem się (bez powodzenia) w Ministerstwie o losy OFE. KLIK

Na dodatek zapragnąłem sprawdzić, jak dba o moje zdrowie NFZ. 

Istnieje możliwość uzyskania dostępu do swoich danych (bardzo wrażliwych) poprzez tzw. ZIP, czyli Zintegrowany Informator Pacjenta. Ponieważ dane tu pokazywane są związane ze zdrowiem, są one silnie strzeżone. Aby dostać się na swoje konto, trzeba z odpowiednim druczkiem zgłosić się osobiście w siedzibie tej szacownej instytucji. Byłem wczoraj.

Zdjęcie z internetu


Instytucja jest tak szacowna, że do głównego budynku chyba w ogóle nie wpuszczają. Obsługa klienta, pardon - pacjenta odbywa się w takim niskim baraczku przy parkingu. Nawiasem mówiąc przed wjazdem na parking stoi wielki znak "Zakaz ruchu" i trzeba się naczytać, żeby dostrzec, że nie dotyczy między innymi interesantów.

W baraczku bez kolejki i szybko zostałem obsłużony. Dostałem super tajny szyfr do zalogowania.

Już w domu zacząłem procedurę uruchomienia swojego loginu. Bardzo dobrze, że dane tak wrażliwe są silnie strzeżone. Hasło musiałem od razu zmienić i zanim dostałem się dalej musiałem logować się około 20 razy (raz się pomyliłem w haśle). Fort Knox - wysiada.

W końcu po długich bojach dostałem się na swoje konto. Mogłem potwierdzić sobie samemu, że jestem ubezpieczony. Chciałem potem zerknąć na historię mojego leczenia: gdzie, co, za ile? Niestety dostałem jedynie następujący komunikat:


No coż. Może innym razem.


Pozdrawiam

wtorek, 25 lutego 2014

List Ministra ws. OFE

Kilkanaście dni temu posłałem do Ministra Finansów list w sprawie OFE.

Chciałem się dowiedzieć, zgodnie z obowiązującym prawem, ile kosztowały opinie ekspertów, za które zapłaciło Ministerstwo, a które dowodziły, iż Państwo Polskie może znacjonalizować moje oszczędności w OFE.
Nie muszę chyba dodawać, że zarówno praca Ministerstwa, jak i zapłata za w/w ekspertyzy jest realizowana z naszych podatków.

Moje pismo wyglądało tak (klikając na dokument powinien się powiększyć):


Dziś dostałem odpowiedź:


Wnioski proszę sobie wyciągnąć samemu.


Pozdrawiam

P.S. Na moim blogu brzydkich słów nie używam

poniedziałek, 24 lutego 2014

Dzień z perełkami

Czasem dzień bywa trudny - jak dziś.

Ale nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, trzeba umieć dostrzegać perełki - wartościowe chwile, które codziennie się zdarzają.

Wieeeeelka perła :)


Dziś też takie były:

W pracy mimo, iż czasem cieżko pcha się ten swój wózek pod górę, była jedna bardzo dobra wiadomość.

W parafii zaczynają się dziać sprawy, w których trochę zamieszałem: klik - cieszę się!

W domu wygrałem w szachy z Jackiem (on musi poszukać innej perełki, bo dziś ja byłem zwycięzcą).


Pozdrawiam 

niedziela, 23 lutego 2014

Tajemnice alkowy

Nasza sypialnia (a właściwie jej okno):






















Wszystkie zdjęcia zrobiono dziś rano.


Pozdrawiam

Radykalizm Boga

Nie ma chyba piękniejszego zaproszenia skierowanego do człowieka niż to zapisane w dzisiejszym pierwszym czytaniu:

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!

Katedra we Florencji


Gdyby ktoś myślał, że to tylko taka "poezja", to zaraz w następnym zdaniu mamy konkret:

Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. (...) 
Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy (...), 
ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.

 Święty Paweł też zwraca się do chrześcijan uderzając w wysokie tony:

Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga 
i że Duch Boży mieszka w was?

Jezus zaś w dzisiejszej Ewangelii mówi tak:

Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, 
którzy was prześladują; 
tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; 

Czy to jest możliwe?

Jak wytłumaczyć rodzicom i najbliższym tych, którzy właśnie zginęli na Ukainie, że mają kochać morderców? Jak wytłumaczyć to tym, którzy starcili rodziny i domy w Republice Środkowej Afryki? Jak wytłumaczyć wygnanym z Syrii? Jak - w wielu miejscach na ziemi?

Gdzie jest Bóg - ktoś zawoła - gdy dzieją się takie rzeczy?

On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, 
i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Bóg jest cierpliwy. Kocha do szaleństwa każdego człowieka: również tych złych i niesprawiedliwych. Jezus ciągle ma nadzieję, że przyjmiemy Jego zaproszenie:

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.


Pozdrawiam

sobota, 22 lutego 2014

Za Ukrainę

Nigdy nie byłem na Ukrainie. Nie znam osobiście żadnego Ukraińca.

Na Górnym Śląsku jest jednak wiele osób, które pochodzą, jak to się u nas mówi, "zza Buga". Tak jak rozumiem Niemców, którzy czasem odwiedzają Śląsk, jako ziemie ich ojców, tak samo rozumiem licznych Polaków, którzy mają wielki sentyment do Lwowa czy Żytomierza.

Dziś jednak wobec tego, co dzieje się u naszych sąsiadów, nie można przechodzić obojętnie. 

zdj. Jakub Szymczuk

Nie jestem politologiem i nie umiem analizować tych wydarzeń, dlaczego do nich doszło i co z nich wyniknie.

Nie jestem politykiem i nie wiem jakie rozwiązania powinno się dla Ukrainy promować. Jestem jednak dumny z tego, że minister Sikorski czynnie zaangażował się w negocjacje.


Jestem jednak osobą wierzącą, więc wczoraj wieczorem poszedłem na Mszę Świętą, by modlić się za Ukrainę. Zwróciłem uwagę na słowa Prefacji, które nasz wikary wyśpiewał:

Abyśmy Tobie składali dziękczynienie i Ciebie wysławiali, 
Boże wszechmocny i wierny, za przedziwne dzieło odkupienia w Chrystusie, naszym Zbawicielu. 
Poznajemy Twoją miłość ojcowską, gdy kruszysz twarde ludzkie serca 
i w świecie rozdartym przez walki i niezgodę 
czynisz człowieka gotowym do pojednania. 
Ty mocą Ducha działasz w głębiach serca, 
aby nieprzyjaciele szukali zgody, 
przeciwnicy podali sobie rękę
i ludy doszły do jedności. 
Twój dar, Ojcze, sprawia, że szczere szukanie pokoju gasi spory, 
miłość zwycięża nienawiść,
a pragnienie zemsty ustaje przez przebaczenie.

To nie był przypadek, że ksiądz wybrał akurat tę wersję modlitwy.

Pozdrawiam

środa, 19 lutego 2014

List Jacka

Jacek w dniu wczorajszym pisał w szkole wypracowanie.

Zwykle po takiej pracy nauczycielka zwraca mu uwagę na fatalną jakość jego charakteru pisma. Mówiąc wprost Jacek bazgrze, jak kura pazurem.

Praca klasowa była w formie listu do Ani z Zielonego Wzgórza. Nie wiem co nasz syn przekazał bohaterce w treści pisma, ale po podpisie dodał:

P.S. Przepraszam za pismo, ale jadę w pociagu i trochę trzęsie.



Wrócił ze szkoły do domu bardzo zadowlony:
- Tym razem Pani nie będzie mi mogła zwrócić uwagi na gryzmoły.


Pozdrawiam

wtorek, 18 lutego 2014

Podróże Posłów

Znalazłem dziś informację KLIK, w której dziennikarz ubolewa nad tym, iż Posłowie jeżdżą po świecie za nasze, podatników pieniądze. Niby oburzenie słuszne, bo średnio każda podróż kosztowała ponad 10 tys. zł, a było tych podróży aż 270.

Tak się zastanawiam: Posłów, jeśli dobrze pamiętam, jest 460. To oznacza, że połowa z nich nie była przez cały rok w żadnej zagranicznej podróży (przy założeniu, że kilku bardziej ruchliwych było gdzieś dwa razy).

Druga myśl jest taka: Z dziesiątek tysięcy złotych podatków, które rocznie płacimy, statystycznie każdy z nas wydał na te podróże mniej niż 10 gr. Czy warto się więc tym zajmować?

Tak warto! Tyle, że dziennikarz zamiast pokazywać, gdzie kto i za ile pojechał, powinien zapytać jaki był sens tych podróży.

Ja w zeszłym roku służbowo z firmy, gdzie pracuję też podróżowałem za kwotę około 10 tys. zł i to po kraju. To moja praca, którą dla firmy zarobiłem w tym czasie ponad 200 tys. zł.

Wiem, nie wszystko da się wprost przeliczyć na pieniądze. Ale tu dziennikarz powinien zapytać o profity dla Polski z wyjazdu do Singapuru, Dubrownika czy Pekinu. Chętnie wydam nawet złotówkę z moich podatków na podróże posłów, jeśli one przyczynią się do 20 krotnego zysku naszego Państwa.

I jeszcze jedno, gdy 3 lata temu byłem służbowo w Rzymie, skorzystałem z okazji i przedłużyłem sobie o weekend pobyt w Wiecznym Mieście. Oczywiście dodatkowe dwa noclegi opłaciłem sobie już z prywatnych pieniędzy.

Nad Tybrem - rok 2011

Mam nadzieję, że nasi Posłowie też potrafią oddzielać sprawy służbowe od prywatnych. I to powinien sprawdzić dziennikarz zajmujący się wyjazdami naszych polityków.

Pozdrawiam


poniedziałek, 17 lutego 2014

Dzień kota

Jak żech dzisioj słyszoł w radyjoku, że kajś tam w Polsce majom ... hospicjum dlo kotow, toch sie pomyśloł, że nikerzy majom ptoka.

Kot z Chorwacyje

Niy tak downo jedna baba fest, ale to fest ksztołcono mi pedziała, że łona choby niy wiy co, niy ruszy sie, jak ij bez droga przeleci czorny kot. Nawet jak jedzie autym, to woli łobjechać poł miasta do łokoła, niż na przima, kaj ij kocur sie przespacyrowoł.

Bioły "kot" ze Floryncyje

Życza wom wszyjskim cobyście niy mieli kota na punkcie gupot.

Trzymcie sie!

niedziela, 16 lutego 2014

Dekalog - czy jeszcze obowiązuje?

Dzisiejszy świat z hasłami wolności, radości, młodości, szczęścia i komfortu życia, zakazów nie uznaje. Wszystko mi wolno. Róbta co chceta. Jak najmniej wysiłku, jak najwięcej zabawy.

Tylko ten Kościół Katolicki, jakiś taki nieruchawy. Biskupi i księża dalej nawołują, by przestrzegać przykazań: by nie zabijać nienarodzonych, by nie żyć ze sobą przed ślubem, by się nie rozwodzić.

Wielu z nas katolików myśli, że Boże Przykazania, z tymi wszystkimi "nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij" - nie to, nie tamto, uważa, że to jakiś zupełny przeżytek. Może to było i dobre w czasach Starego Testamentu. Z tymi Żydami to przecież Pan Bóg miał ciągłe kłopoty, więc musiał ich jakoś ustawić. 

Kadzielnica w Kielcach

Ale nas to nie dotyczy. Potem przyszedł przecież Pan Jezus, który głosił miłość i pokój. Jeśli tylko się kochamy, to jest wszystko o.k.

Przecież to proste. Czemu ci wszyscy biskupi i księża tego nie rozumieją. Pewnie chcą nam zrobić wodę z mózgu.

Całe szczęście mamy nowego Papieża, który rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Już tylko patrzeć, jak wprowadzi w Kościele "drugą szansę" dla tych, którym pierwsze małżeństwo się nie udało. Mamy też nadzieję, że w imię humanitaryzmu pobłogosławi pomysłom, by starszym pomagać w szpitalach "godnie odejść" - przecież to nieludzkie, by się męczyli (z eutanazją dzieci, to jednak belgijski parlament przesadził). Aha, całe szczęście Franciszek kocha i rozumie młodzież. Z pewnością za chwilę ogłosi, że przykazanie "nie cudzołóż" się przedawniło. Dziś przecież życie w czystości to jakieś kuriozum. Dobrze, że mamy takiego Papieża - teraz to dopiero nadchodzi "wiosna Kościoła" i ludzie zaczną do odświeżonego Kościoła wracać.


A jednak pokusa myślenia, jak powyżej jest tragiczną pomyłką.


Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi wyraźnie:

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Tak, Boże Przykazania się nie zdezaktualizowały. Przykazanie Milości Boga i bliźniego nie jest ich zniesieniem, ale właśnie wypełnieniem. Bóg dał nam przykazania również z miłości, by nam pokazać, jak kochać, jak żyć szczęśliwie.
Tak, właśnie wtedy człowieku, gdy z miłości do Boga i człowieka nie będziesz drugiego oszukiwał, zdradzał, okradał, zabijał, będziesz wtedy szczęśliwy i będziesz wtedy szczęściem obdarzał tych, którym wyświadczasz dobro.

Otwórz moje oczy,
abym podziwiał Twoje prawo.
Ps 119

Pozdrawiam

sobota, 15 lutego 2014

Cyryl i jego Metody na Walentego

Wszyscy wiedzą, że wczoraj były Walentynki, czyli dzień świętego Walentego.

Jeśli ktoś był wczoraj w kościele na Mszy Św., to najprawdopodobniej o św. Walentym nic nie usłyszał. Dlaczego? Nie, nie z tego powodu, że nie jest on świętym chrześcijańskim, a jedynie wytworem współczesnej kultury, a przede wszystkim komercji, która chce sprzedać kolejne czerwone serduszko. 
Nie, to nieprawda. Św. Walenty faktycznie był biskupem w starożytnym Kościele, w III wieku.

Św. Walenty od kilkunastu stuleci był patronem epileptyków, chorych nerwowo i umysłowo oraz ... zakochanych. :)

Jednak kalendarz liturgiczny jest za ciasny. W niebie jest duuuuużo więcej świętych niż 365 dni w roku.

Wczoraj więc było przede wszystkim Święto Świętych Cyryla i Metodego. 

św. Cyryl i Metody

To właśnie w znacznej mierze dzięki nim, my Słowianie, przyjęliśmy chrześcijaństwo. Oni też pierwsi "wynaleźli" alfabet, który pozwolił zapisywać teksty liturgiczne (i nie tylko liturgiczne) w naszych językach - tak powstała cyrylica. Do dziś ten system zapisu funkcjonuje np. w języku rosyjskim.

Soczi zapisane cyrylicą

Papież Jan Paweł II, który zawsze podkreślał, że Europa winna oddychać dwoma płucami - zarówno tradycją zachodnią, jak i wschodnią, już w 1980 roku ogłosił św. Cyryla i Metodego Patronami Europy.

* * *

Św. Walenty módl się, byśmy w naszej kochanej Europie nie zwariowali do reszty!

Św. Cyrylu i św. Metody módlcie się, by wartości wynikające z prawdy, dobra i piękna pozostawały na tym kontynencie oczywiste.


Pozdrawiam


czwartek, 13 lutego 2014

Zapracowany jak Justyna Kowalczyk

W pracy mam ostatnio "urwanie głowy" i za bardzo nie mam możliwości myśleć o niczym innym, jak o nadzorowanej budowie, spotkaniu z kontrahentem, wycenie milionowej oferty i kolejnym niemiłym piśmie klienta, który niewiele płaci, ale za to duuuuuuużo wymaga.

Jednak mimo to o 11:53 odebrałem sms od żony:
- Mamy złoto!
- We w czym? - odpowiedziałem próbując się na chwilę oderwać od bieżących obowiązków i przypominając sobie, że trwa olimpiada.
- No wiesz! - oburzyła się żona w kolejnym sms-ie, ale dodała - Justyna na 10 km. Marit 5
- Super! - się ucieszyłem (i jednocześnie zmartwiłem, że nie było mi dane przeżywac tych emocji)
- Ale płakała - potwierdziła zaraz żona, że przeżycia musiały być nieziemskie.
- Bo ją noga boli - zripostowałem, żeby jeszcze bardziej nie żałować, że w takich chwilach muszę być w pracy.

Foto: Reuters

GRATULACJE !!!


Pozdrawiam

środa, 12 lutego 2014

Chleb - cegłówka

Tym razem trochę rozchorowała się moja lepsza połowa.


Nie wychodzi z domu, więc ja wieczorem jadę do sklepu po drobne zakupy, które mam zapisane na karteczce, żebym czegoś nie zapomniał.

Wczoraj między innymi kupiłem w sklepie marki ... . Dobra, darujmy sobie reklamę. (W tym blogu nie ma lokowania produktów - ewentualne reklamy znajdują sie poza postami). Kupiłem chleb. 

Lubię czasem takie chleby ciemniejsze, z ziarnami i innymi przeszkadzaczami między zębami. Taki kupiłem. Żona (kocham ją za-żarcie), jak zwykle przygotowała mi do pracy kanapki. Gdy wyciągnąłem dzisiaj rano z lodówki moje zawiniątko stwierdziłem, że chyba przez pomyłkę w folii aluminiowej jest zapakowana cegła. Wielkość, kształt i ... waga idealnie pasowały. Znaczy się z tą wagą nie jestem pewien, czy była to dziurawka czy jednak cegła pełna. Raczej bliżej jednak pełnej.



Zjadłem rano w pracy to coś. W końcu sam sobie kupiłem.


Dziś pojechałem już do normalnej piekarni.


Pozdrawiam

wtorek, 11 lutego 2014

Co Poseł pedzieli?

Tak by pasowało, co bych trocha sam napisoł, co żech sie wczoraj łod Posła dowiedzioł.

Poseł ze swoim asystentem Grzegorzem Franki

No toż tak: 

Żodyn niy poradzi spokopić czamu Kaszuby mogom we szkole sztudyrowac po kaszebsku, a my Ślonzoki po naszymu niy mogymy. Ponoć nawet niy ma we Syjmie stenogramow, jak łoni to ftedy przeciśli.

We poprzednij kadyncyji Poseł Plura narychtowoł ustawa na tyn tymat, ale zanim sie coś zaczło, to sie Sejm skończoł. Terozki w tyj kadyncyji juz synek boł mondrzejszy i wciep to zaroz na starcie. Projekt ustawy trefioł do Komisyje łod myjszości, a tam jedna mondro baba wymyśloła, że zanim bydom sie ło to dalij wadzić, trza sie spytać Rzondu, co łon na to. I łod połtoryj roku Tusk ze swojom ferajnom niy poradzom nic z siebie wydusić: ani, że som za, ani przeciw, ani, że majom to w rzici (choć to wszyjscy wiedzom, ino rozchodzi sie ło to, żeby to mieć na piśmie).

To je tera drugi pomys, coby narychtować projekt łobywatelski i go do Syjmu wciepnoć KLIK. Trza skuli tego bez trzi miesionce zebrac co najmnij 100 tysioncow ludziow, kerzy bydom sie chcieli pod tym szkryfnoć. Inicjatywa, podug mie, warto poparcio. 
Musioł żech sie jednak spytać, czy to je prowda, że jak dugo momy III Rzeczpospolito, wszyjske, ale to blank wszyjske łobywatelke projekty ustaw nasz ukochany Sejm bez rozpatrywanio, po piyrszym czytaniu wyciepnoł na hasiok. Nawet wtedy, jak tych podpisow boł cołki milion (spomnioł żech ło tym TUKEJ). No niystety prziznali, że mom recht. Za to tyn chop, co siedzi na powyższyj fotce pod ekranym pedzieli, że tak boło tyż z łobywatelskim projektym ło świyncie 3 Kroli: nojpiyrw projekt ustawy łod zwykłych ludziow wyciepli, ale potym sie Posły zreflektowali i ze skutkym do dzisioj, narychtowali nowe prawo, że jednak momy wolne.
Niy za bardzo wierza, że tu tyż sie Posły zreflektujom, ale lepij łobstalować tako akcyjo, niż siedzieć w koncie i ślimtać.

Poseł Marek Plura

Musza pedzieć, że tyn wczorajszy tref dobrze mie niy nastrojoł.

Jedno rzecz ino, mie po duszy łechtała, że szło posuchać, pogodać i podyskutować po ślonsku. I żodyn sie niy łoglondoł, czy ftoś je posłym, dochotorym, artystom, inżynierym, hajerym czy kim tam te pora ludzi, kerzy przyiszli, boło.

Łokropnie sie jednak boja, że to wszysjko sie ino na godce kończy, a moje chopcy szkoły za kwila pokończom, a w nich ani po ślonsku, ani ło Ślonsku - ło historii, kulturze i tym co nasze, niy usłyszom, blank tak samo, jak my za komuny.

Łostońcie z Bogiym


poniedziałek, 10 lutego 2014

Spotkanie z Posłem

Wybrałem się dzisiaj na spotkanie z "moim" Posłem. 

Powodem lub pretekstem do takiej możliwości była dyskusja ło ślonskij godce pod tytułem: 

Śląska tożsamość. Język regionalny czy mniejszość etniczna?


Jak widać na zdjęciach, Posłem, który nas na Halembie odwiedził był Marek Plura.


Znam Marka z czasów, gdy jeszcze żadnemu z nas nawet się nie marzyło, że Polska będzie kiedyś wolna i demokratyczna. Już wtedy, prawie 30 lat temu, przyszły Poseł był niesamowitą osobowością. W jego dość kruchym ciele krył się nieprzeciętny intelekt.


Gdy po latach stawał się osoba publiczną, cieszyłem się z jego sukcesów. Chyba najbardziej z tego, że pomimo swojej niepełnosprawniości, ożenił się, ma dzieci i jest z pewnością świetnym mężem i ojcem. Podziwiam go za to, że skończył studia.

Angażował się coraz bardziej w różne sprawy społeczne i muszę powiedzieć, że byłem bardzo dumny z faktu, że mogłem na niego głosować w wyborach parlamentarnych. 

Tak, byłem dumny, że mam swojego Posła. I to nie jakiegoś politykiera, ale niebanalnego Faceta, jakim jest Marek.


Po co dziś poszedłem na to spotkanie? Chciałem posłuchać, co ma do powiedzenia w kwestiach, które mnie też nurtują. Miałem też nadzieję na krótkie spotkanie w kuluarach.

Czy mi się to udało, opowiem innym razem.


Pozdrawiam






niedziela, 9 lutego 2014

Bez prądu i lodówki

W mieście, w którym mieszkam - w Rudzie Śląskiej, prąd elektryczny pojawił się już w 1889 roku - wcześniej niż w wielu stolicach europejskich. Hrabia Ballestrem dbał o swoich mieszkańców i wprowadzał bardzo wcześnie różne nowinki techniczne, które szły w parze z industrializacją Górnego Śląska.

Kościół MB Różańcowej w Rudzie 1 ufundowany przez hr. Ballestrema

Tak czy inaczej, jeszcze moja prababcia Maria (którą pamiętam z dzieciństwa) kawał swojego życia przeżyła bez prądu, bez elektrycznego światła i bez wielu urządzeń, które z tego wynalazku korzystają.

Dziś wydaje nam się, że bez prądu nie da się żyć. Trzeba sobie jednak uświadomić, że jesteśmy dopiero czwartym lub piątym pokoleniem, które z tego dobrodziejstwa korzysta. Wcześniej setki pokoleń naszych przodków żyły bez żarówek, bez lodówek, że nie wspomnę o internecie. :)

Warto zdać sobie z tego sprawę, gdy czyta się w dzisiejszej Ewangelii słowa Chrystusa:
„Wy jesteście solą ziemi. 
Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? 
Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzu­cenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. 
Nie może się ukryć miasto po­łożone na górze. 
Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, 
ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu."

Mamy być solą ziemi. Sama sól nie jest smaczna i jest nawet szkodliwa. Ale sól dodana do potrawy, nadaje jej smak.
Jako chrześcijanie nie możemy sami sobie smakować i zamykać się w torebce soli. Mamy nadawać smaku ziemi.
Sól z czasów "przedlodówkowych" kojarzyła się jeszcze jednoznacznie z konserwacją potraw. Powinniśmy więc żyć tak, by świat wokół nas zachowywał świeżość.

Mamy też być światłem. Nie światłem schowanym, ale świecącym dla innych. Światło też nie świeci samo dla siebie, ale "wszystkim, którzy są w domu". 
Nie chodzi o to, bym świecił i wszyscy mówili, jaka ładna lampa. Dzięki światłu wszyscy mają mówić, jak tu jest pięknie w tym pokoju.

"Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, 
aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, 
który jest w niebie."

Chwalili Ojca, a nie mnie !!!

Pozdrawiam

sobota, 8 lutego 2014

Nazwy polskie i niemieckie

Pora dniy tymu zrodzioła sie festelno haja, bo chachary zamalowały dwujynzyczne nazwy miejscowości, kere to tu, to tam zdarzajom sie u nos na Ślonsku.

Niy tak downo som żech sie nawet na kwila zatrzymoł autym, jak żech jechoł curik z Kyndzierzyna, coby sie tako fotka klipsnoć:

Goszyce - Goschütz

Nie poradza spokopić, jak coś takego może komuś zawodzać.

Dyć na tych ziymiach poraset lot rzondziyli Niymce i wiela z nich sam miyszkało. Jak kończoła sie wojna kupa snich Ruske (Poloki tyż w tym pomogali) wyciepli za Łodra. Byli jednak i tacy, co łostali. Bez cołko komuna musieli sie niy przyznować do tego, że czujom sie Niymcami. Moj jedyn ujek - Werner i jego brat Adolf łostali przi swoich mianach, jake im na krzcie dali. Moj inkszy ujek Józio - to żech sie dopiyro dowiedził niy tak downo - tak richtik u PonBóczka to sie nazywo Erwin.

Dyć ponoć już 25 lot miyszkomy w wolnyj Polsce, kaj zdałoby sie, że kożdy: Polok, Niymiec, Ślonzok, a tyż Cygon, Turek, Italioniec abo Afrykaniec i blank kożdy może sie czuć, jak u siebie w doma.

Czy ta naszo Polska richtik mo w powożaniu wszystkich swoich łobywateli?

Łostońcie z Bogiym!

Walka z wiatrakami

Pojeździłem ostatnio znowu trochę po Polsce i coraz częściej można w pejzażu za oknem samochodu zauważyć farmy wiatrowe.

Czemu skupisko wiatraków nazwano farmą - nie wiem.

Nie mam nic przeciwko wytwarzaniu energii elektrycznej za pomocą siły wiatru. Nie mam też nic przeciwko stawianiu wiatraków np. na Nizinie Mazowieckiej, gdzie i tak krajobraz nie jest specjalnie ciekawy. Jestem natomiast zdecydowanie przeciwny, by psuć przepiękne widoki na Mazurach, Kaszubach, w Beskidach, Tatrach i innych ciekawych miejscach naszego kraju.

Wiatraki psujące krajobraz na Chorwacji

Spierając się o ekologię trzeba, moim zdaniem, brać pod uwagę również aspekty estetyczne związane z zachowaniem krajobrazu.

Od strony technicznej i ekonomicznej zarazem warto zapoznać się z podstawowymi danymi mówiącymi o skuteczności tych urządzeń w polskich warunkach:
  • produkcja prądu jest możliwa, gdy wiatr wieje z prędkością większą niż 3 - 4 m/s
  • z przyczyn bezpieczeństwa generatory przestają pracować przy wietrze wiekszym niż 25 m/s
  • chwilowa maksymalna moc wszystkich wiatraków w Polsce wynosiła w 2013 roku - 89,7% mocy zainstalowanej
  • chwilowa minimalna moc to zaledwie 0,2% mocy zainstalowanej (tak było 26 lipca 2013)
  • w skali roku (w roku 2012 i 2013) wykorzystanie zainstalowanej mocy wynosiło niecałe 23%.

Energia odnawialna nie może być jedynie przedmiotem rozważań ideologicznych różnego rodzaju ekologów, zielonych i partyjnych interesów. Podejmując decyzje trzeba twardo stąpać po ziemi.

Pozdrawiam

czwartek, 6 lutego 2014

ZUS

Ciekawość, to pierwszy stopień do ...

Po moim poprzednim wpisie KLIK, wybrałem się dziś do placówki ZUS.


Miła Pani sprawdziła mój dowód osobisty, poklikała w komputerze i teraz mogę zalogować się do mojego konta na portalu ZUS. Pięknie!

Z zaciekawieniem mogę sobie poobserwować ile pieniędzy, przeze mnie wypracowanych, co miesiąc, bardzo sumiennie przelewa do tej instytucji mój pracodawca. Aż miło patrzeć!

Szukam też tych pieniędzy, które Politycy zabrali z mojego konta w OFE. Szukam i szukam, ale znaleźć nie mogę. Trochę się nawet wystraszyłem, że się zgubiły.  Na szczęście uspokoił mnie osobiście rzecznik ZUS: KLIK
Trzeba po prostu chwilę poczekać - jakieś 1,5 roku!

Pozdrawiam

P.S. Ja nie jestem jakoś specjalnie pazerny na pieniądze. Za to bardzo mnie wkurza, gdy Państwo nie szanuje swoich obywateli.

Wróciliśmy

Wróciliśmy z tarczą.



Pozdrawiam

wtorek, 4 lutego 2014

W drogę

Czasem nie jest łatwo.

Jutro przed południem mam służbowe spotkanie na drugim końcu Polski.

Za ponad godzinę (a jest teraz ok. 20.00) ruszam. Muszę się jeszcze spakować. Zatrzymam się po północy w hotelu i rano będę jechał dalej.

Dziś chyba pełni nie ma :)


Potem kilka godzin negocjacji - oby owocnych i droga powrotna.

Życzcie mi powodzenia.

Pozdrawiam

poniedziałek, 3 lutego 2014

Śledzenie pieniędzy

Ponieważ niektórzy twierdzą, że wcale mi pieniędzy nie ukradli (KLIK), tylko przenieśli je w inne miejsce, postanowiłem spróbować to sprawdzić.

Skarbonka syna

Wszedłem na stronę ZUS, by zobaczyć, ile mam środków na moim indywidualnym koncie.

Niestety, niczego się nie dowiem, jeśli najpierw nie stawię się osobiście w placówce tej szacownej instytucji.

Już tu zaczynają się schody, bo czynne w godzinach, gdy jestem w pracy, by na ZUS zarabiać.

Pozdrawiam

niedziela, 2 lutego 2014

Ofiarowanie - Okiem Szafarza

"Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu".
Łk 2,22

Polichromia z kościoła MB Różańcowej w Halembie


Przynieśli Jezusa.

Sam będąc nadzwyczajnym szafarzem Komunii Św. też noszę Jezusa. To niesamowity przywilej, wielka łaska, ale też odpowiedzialność i wielka szkoła dla mnie.

Gdy czytam Ewangelię o ofiarowaniu Pana Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej, gdy myślę o spotkaniu mędrca Symeona i prorokini Anny, stają mi przed oczyma te osoby, które w swoich domach czekają na Chrystusa w Eucharystii. Oni też mają swoje historie życia. Jak Symeon są to ludzie "pobożni i prawi". Jak Anna często "podeszli w latach". Dziękuję Bogu za tych parafian. Uczę się od nich wiary. Czasem gdy udzielam Komunii Św. mam wrażenie, że te osoby, w ślad za Symeonem biorą Chrystusa "w objęcia i błogosławią Boga". Bywa i tak, że są bardzo chorzy, na granicy życia ziemskiego. Choć nic nie mówią, w oczach widać modlitwę: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie." Podczas moje trzyletniej posługi kilka osób już faktycznie odeszło (dziś, gdy piszę te słowa był pogrzeb kolejnej osoby), ale gdzieś tam zachowuję ich w swojej pamięci. Modlę się za nich, ale mam poczucie, że to przede wszystkim oni tam w niebie orędują, mam nadzieję, również za mną, a na pewno za całą naszą parafią.

Druga część mojej posługi to komunikowanie w naszym kościele. Najczęściej jest tak, że udzielam komunii na tych samych mszach, w tych samych miejscach (przynajmniej odkąd skończył się remont). Spotykam więc co niedzielę tych samych ludzi i cieszę się, że podobnie jak prorokini Anna, te osoby "nie rozstają się ze świątynią, służąc Bogu". To też dla mnie wielkie świadectwo naszych parafian i wielka radość, że możemy się co tydzień spotykać.

Tak jak Maryja z Józefem ofiarowali małego Jezusa Bogu, tak Jezus 33 lata później ofiarował samego Siebie Ojcu, przyjmując cierpienie i krzyż, aby nas zbawić. Po trzech dniach zmartwychwstał zwyciężając śmierć i dając nam nowe życie. Dzięki Jego ofierze krzyża i zmartwychwstaniu został obecny w Kościele, w szczególny sposób podczas sprawowania Eucharystii. Zawsze gdy komunikuję mam głębokie przeświadczenie, że Chrystus ofiarowuje się każdemu z nas. Podchodzą do Niego bardzo różni ludzie: starsi i młodsi, kobiety i mężczyźni, o różnych rysach twarzy, na których wyryte są ich przeżycia, zmagania, cierpienia, radości i tęsknoty. Jestem pewien, że On chce z każdym się spotkać. Każdemu chce ofiarować Siebie, by go zbawić, by dać mu siły do życia tu na ziemi, by kiedyś obdarzyć szczęściem wiecznym.

Po Mszy Św. wszyscy wracamy do domu, jak Święta Rodzina, o której pisze Ewangelista, że "wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret." I podobnie, jak "Dziecię", dzięki Eucharystii możemy "nabierać mocy, napełniając się mądrością", bo "łaska Boża spoczywa" na nas.

Pozdrawiam

P.S. Tekst opublikowany w dzisiejszym wydaniu gazetki parafialnej "Boże Narodzenie"

Prezenty dla Jacka

Jak już pisałem, Jacek ma dziś 13. urodziny.

Dostał ode mnie Metaxę:


A nie, pomyliłem. Podarowałem mu Mikasę:


Natomiast mama zrobiła dla niego wspaniały tort:


Pozdrawiam

Życzenia dla Jacka

Nasz Jacek ma dziś urodziny.

Tak wyglądał kilka lat temu

Gdy przed paroma dniami czytałem Pismo Św., zwróciłem uwagę na taki fragment z Pierwszej Księgi Kronik, który niech posłuży za życzenia:

A ty, synu mój, (...), znaj Boga twego ojca i służ Mu sercem doskonałym i duszą ochotną, 
bo Pan przenika wszystkie serca i zgłębia wszystkie tajniki myśli. 
Jeśli będziesz Go szukał, On pozwoli ci siebie znaleźć.


Pozdrawiam

sobota, 1 lutego 2014

Na kuligu

Grupa Poniedziałek na kuligu:


Jak widać na obrazku, pogoda słabo zimowa.

Ja niestety nie mogłem pojechać. Nie jestem pewien, czy nie pomyliłem zdjęcia. :)

Pozdrawiam

Etykiety

zdjęcia (937) wiara (542) podróże (403) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (261) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (178) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)