Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2026

Poległ na Płycie Czerniakowskiej

Rezerwując dziś rano dowolny hotel w Warszawie, nie miałem świadomości, że będę mieszkał blisko miejsca, gdzie poległ we wrześniu 1944 roku mój wujek - Antoś, brat Babci.

Niewiele o nim wiem, ale fakt, że zginął na Płycie Czerniakowskiej, gdy wraz z żołnierzami 3 Dywizji Piechoty 1 Armii Wojska Polskiego przeprawiał się przez Wisłę, by wesprzeć Powstańców Warszawskich, jest mi znany.

Dziś w tym miejscu znajduje się pamiątkowa płyta.

Płyta Czerniakowska

Może to i lepiej, że treść tablicy jest nieczytelna na zdjęciu, gdyż zawiera kłamliwą propagandę czasów jeszcze stalinowskich. Aż dziw, że nikt tego do dziś nie zmienił. Wszak to uwłacza godności poległych tu polskich żołnierzy.

Gdzieś tam zza Wisły nie mogli bezczynnie patrzeć, jak Warszawa się wykrwawia.

Wisła

Nic na to już teraz nie poradzimy. Chociaż mogłem się za Wujka pomodlić w pobliskim kościele, gdzie do dziś o bohaterach Warszawy się pamięta.

Kościół Matki Bożej Częstochowskiej na czerniakowskim Powiślu


Boże przyjmij tego żołnierza do Królestwa Niebieskiego




Pozdrowienia z Warszawy 






niedziela, 26 lipca 2026

Koncert Promenadowy na Halembie

Chyba jeszcze czegoś takiego na Halembie nie było.


Właśnie wróciłem z Koncertu Promenadowego, choć u nas promenady nie ma 😁

Grała Orkiestra Kopalni Halemba. Ładnie grała. Nawet jak czasem trochę zafałszowali, to i tak ma to swój urok. Urok orkietry dętej.


Ludzi może i nie było zbyt wielu, bo wydarzenie nie zostało specjalnie rozreklamowane. Choć kto usłyszał muzykę z okolicznych bloków, to dochodził w trakcie koncertu.


Spotkałem kilku znajomych, a przede wszystkim własną Wnuczkę.



Ale nam się to dziś na Halembie udało!






sobota, 25 lipca 2026

Moje auta

Dziś św. Krzysztofa, więc tak sobie myślę o moich autach.

Prawo jazdy zrobiłem później niż koledzy z klasy, dopiero w roku 1992, bo w domu rodzinnym nie mieliśmy ani auta, ani pieniędzy, by mieć na nie jakieś widoki.

Gdy sam zacząłem pracować, w roku 1995, kupiłem pierwszego używanego Malucha.


Niezmiennie twierdzę, że to był moment przełomowy. Nawet jeśli dziś jeżdżę dość luksusowym SUV-em, nigdy nie doświadczyłem aż takiej różnicy cywilizacyjnej, przesiadając się z autobusu komunikacji miejskiej do własnego FIAT-a 126p.

Już rok później skorzystałem z okazji i na dogodnych warunkach kupiłem ledwie dwuletnie Cinquecento. To, to już było nowoczesne auto.

W roku 1999 poszedłem na całość. Kupiłem (oczywiście na kredyt, jak wszystkie potem auta) nowiutkie, prosto z salonu Daewoo Matiz.

Daewoo Matiz

Gdy okazało się, że młodszy z naszych synów już na tyle podrósł, że pod jego nogami nie mieściła się torba, trzeba było rozejrzeć się za czymś większym. I tak w roku 2006 kupiłem używany Renault Megane Combi. Teraz nasza rodzinka mieściła się już wraz z bagażami bez kłopotu i zawsze zostawało jeszcze miejsce.

Dobrze jeździło mi się Renault. Dlatego w roku 2010 kupiłem nowy Renault Megane Grandtour. Na drugi dzień po odebraniu go z salonu pojechaliśmy na wczasy do Chorwacji.

Renault Megan Grandtour - w drodze na Chorwację w 2010

I ostatnie auto, które kupiłem, to Nissan Qashqai, którym wyjechałem z salonu w roku 2019.

Nissan Qashqai 

Nie wiem ile w tym czasie zrobiłem w sumie kilometrów. Ale nie jeżdżę mało, choć nie jestem zawodowym kierowcą. W ostanim roku licznik przeskoczył o ok. 25 tys. km. Szacuję, że od czasu Malucha przejechałem ok. 0,75 mln km.


Święty Krzysztofie - prowadź  




piątek, 5 czerwca 2026

W końcu Dubrownik

Pierwszy raz pojechaliśmy na Chorwację w 2007. Jeszcze nasi synowie byli mali.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wracaliśmy potem nad dalmackie wybrzeże niemal co roku. Zaczęliśmy od Zadaru, ale byliśmy też w wielu innych pięknych miejscach. Tak się jednak złożyło, że nigdy nie dotarliśmy aż do Dubrownika. 

Dubrownik na wiele lat pozostał marzeniem. Ostatni raz dojechałem na Chorwację 11 lat temu.

I dziś po południu, już bez wielogodzinnej jazdy autem, wylądowaliśmy z Żoną w Dubrowniku.




Marzenia same się nie spełniają. Marzenia warto spełniać.



Pozdrowienia z przepięknego Dubrownika 





środa, 13 maja 2026

Karpacz - 50 lat później

Wziąłem na czwartek i piątek urlop i przyjechałem do... Karpacza (po służbowej konferencji we Wrocławiu).

 

Ze Śnieżką w tle

Byłem tu wcześniej jakieś... 50 lat temu - z rodzicami na wczasach. 

Przeszedłem sobie pod wieczór przez miasto, ale szczerze mówiąc nic nie pamietam. Pewnie z jednej strony, przez te pół wieku wiele się tu zmieniło, ale z drugiej strony, część budynków i charakterystycznych miejsc musiała pozostać ta sama. Jednak w moim umyśle wszystko się już zatarło.

I dalej się zmienia

Podjechałem i potem przespacerowałem się pod Świątynię Wang. Poza sezonem, po 19.00 - ani żywej duszy. Ale tu jednak sobie samą bryłę i architekturę drewnianego kościoła z murowaną dzwonnicą przypomniałem. Może dlatego, że później oglądałem ją na fotografiach?

Świątynia Wang

Gdzieś też od dzieciństwa w mojej wyobraźni bardzo się utrwaliła Śnieżka, górująca nad okolicą. Pamiętam, że byliśmy wtedy na szczycie - to było jedno z tych dziecięcych przeżyć, które mocno i pozytywnie, jako wielkie osiągnięcie - wyczyn, wryło się w moją pamięć. Do dziś pamiętam jej wysokość 1602 m n.p.m.

Mam szczęście, że dość przypadkowe miejsce z bookingu, gdzie śpię, ma taki widok z okna mojego pokoju (jeśli trochę przybliżyć - tak 10x).

Śnieżka

Ale mi ta Śnieżka działa na wyobraźnię! 

Kocham takie miejsca



Pozdrowienia z Karpacza




środa, 25 lutego 2026

Ołowiane dzieci - moja historia

Dopiero teraz zacząłem oglądać.


Historia jest mi znana od lat. Bo to kawałek też mojego życia.

Wychowałem się 20 km od Huty Szopienice. W roku 1974 miałem 5 lat. Jestem równieśnikiem pacjentów Dochtōrki Pani Jolanty Wadowskiej-Król.

Nie, nie chorowałem na ołowicę. Ale huta ołowiu to nie był jedyny zakład w naszej okolicy. U nas na Halembie były i kopalnia, i elektrownia. Wokół pracowały: huta,  koksownia i wiele innych zakładów przemysłu ciężkiego. W latach 70 nikt się żadnymi normami środowiska nie przejmował. Ekologia to w PRL-u był temat zakazany. Wtedy liczyło się wykonanie planu (to był taki sposób zarządzania w socjalizmie), a właściwie jego przekroczenie o ileś tam procent. 

Ani my dzieci (co oczywiste), ani nasi rodzice i dziadkowie nie zdawaliśmy sobie sprawy z zagrożeń środowiskowych. Bawiliśmy na dworze w piskownicy w czarnym piasku. Jeśli do naszej piskownicy pod blokiem raz na kilka lat dowieziono nowy piasek, był on żółty tylko przez krótki czas. Graliśmy w piłkę pomiędzy piaskownicą a hasiokym (śmietnikiem) w tumanach kurzu. Mieszkałem bezpośrednio nad rzeką Kłodnicą, która była jednym wielkim śmierdzącym ściekiem, w której płynęła gęsta, czarna, smołowata ciecz. Nigdy - do dzisiaj (!) nie dało się w niej zamoczyć nóg.

Ja dopiero w latach 90 odkryłem, że wróble są kolorowe. Zawsze były po prostu czarne - jak się potem okazało, na skutek środowiska w jakim żyły. 

Mimo wszystko dzieciństwo miałem szczęśliwe. Choć byłem dość wątłym i chorowitym chłopcem, nikt tego nie wiązał z fatalnym stanem środowiska naturalnego.


Poprawiło się u nas dopiero w latach 90 z dwóch powodów: Po pierwsze, znaczna część przemysłu ciężkiego upadła wraz z upadkiem socjalizmu. Po drugie, pojwiła się kwestia ekologii i normy emisji szkodliwych czynników.

Zresztą sam znaczną część swojego zaangażowania zawodowego, gdy po studiach zacząłem pracę w roku 1994, poświeciłem ochronie środowiska.

Dużo się w tej materii udało. Jednak nie wszystko. Za swoją osobistą porażkę uznaję fakt, że rzeka Kłodnica do dziś nie prowadzi czystych wód. Co prawda pluskają się w niej już od wielu lat dzikie kaczki, ale jej wody w dalszym ciągu są silnie zanieczyszczone. 

Niestety do dziś żadne jednostki państwowe za to odpowiedzialne zupełnie się tym nie przejmują. Nie ma kontroli, nie ma badań, nie ma reakcji. Coś o tym wiem, bo wielokrotnie próbowałem interweniować i zawsze odbijałem się od betonowego muru nieruchawej biurokracji. 

A może ten mur jest wyłożony ołowiem?





sobota, 14 lutego 2026

Zakochany

Tak się zdarzyło, że właśnie w 14 dniu lutego po raz pierwszy zobaczyłem Ziemię Świętą.

14 lutego 2015 23:29 - lądowanie w Tel Awiwie

Zakochałem się po uszy.


Dokładnie rok temu miałem wielką przyjemność uczestniczyć w odpustowej Eucharystii ku czci św. Cyryla i Metodego przy grobie tego pierwszego w Rzymie, w kościele św. Klemensa.


Tu moje zakochanie jest wielowymiarowe. Kocham Liturgię z Eucharystią na czele. Kocham Kościół, który ją sprawuje. Kocham śpiew kościelny od gregorianki zaczynając, poprzez na przykład powyższe pieśni w językach starosłowiańskich, aż do współczesnych kanonów z Taizé. Trzeba tu jeszcze dodać wszelką inną muzykę, która pomaga budować wiarę: od Mesjasza Haendla, poprzez Pasję Bacha, po Requiem Mozarta z setkami innych wspaniałych utworów.

Jako, że św. Walenty - patron zakochanych zajmuje kartkę w kalendarzu wraz z Cyrylem i Metodym - patronami Europy, muszę też wyrazić moje zakochanie względem Starego Kontynentu. 




Cieszy mnie to miejsce na Ziemi, z jego historią, kulturą, religią, wartościami, które tu się ukształtowały. Lubię tu żyć. Lubię zwiedzać jego miasta i regiony. 


I właśnie również rok temu 14 lutego miałem okazję podziwiać jeden z największych zbiorów dzieł europejskich - Muzea Watykańskie.

14 lutego 2025 - podziwiam dzieła Rafaela

Jak ja lubię podziwiać obrazy, rzeźby, freski, mozaiki, witraże. Mogę łazić po galeriach, katedrach, kościołach, wystawach całymi godzinami. Nigdy mi się nie znudzi.


Zakochany jestem też w wielu ludziach. Od mojej wspaniałej Żony zaczynając.



Podobno zakochanie mija. Może i tak. Ale trzeba je w sobie pielęgnować, wtedy może trwać wiecznie - czego sobie i Wam życzę.

 



środa, 21 stycznia 2026

Babcia, Babcia i Babcia

Moja Babcia zmarła w wieku 97 lat w dniu moich urodzin.

Moja Mama została babcią dokładnie 30 lat temu (i dwa dni), właśnie wtedy, gdy ja zostałem ojcem.

Moja Żona stała się babcią ponad 4 lata temu, dokładnie w tym samym dniu, co ja zostałem dziadkiem.

Wytwór AI 😲


Co za zbieg okoliczności!





sobota, 17 stycznia 2026

Moja 100 letnia książeczka

Najstarsza książeczka, którą mam w mojej biblioteczce ma 100 lat.


Została wydana w Lipsku w roku 1926. Jest to kieszonkowy słownik francusko-polski i polsko-francuski.


 

Nie wiem w jakich okolicznościach, ale jeden z braci mojej Babci - wujek Paweł, podczas II wojny światowej trafił do Francji. Stamtąd po wojnie wracając do Polski, przywiózł ze sobą tenże słownik. Pewnie z niego korzystał gdzieś nad Tamizą, Loarą lub w innych miejscach.


Ponieważ moja Mama w liceum uczyła się języka francuskiego, jej ten słownik podarował.


Od mojej Mamy trafił do mnie. Niekoniecznie dlatego, że też w liceum uczyłem się francuskiego. 

No to mam okazję obchodzić 💯 urodziny moje najstarszej książki.


Vive le livre !


 



wtorek, 6 stycznia 2026

Kuba Badach - Jazzy Christmas

Właśnie wróciliśmy z Elą z NOSPR-u.

To było piękne uwieńczenie okresu świątecznego jazzowym wykonaniem piosenek tego dobrego czasu.

Kuba Badach - Jazzy Christmas

Właściwie w podobnych okolicznościach 10 dni przed Bożym Narodzeniem wprowadzałem się w klimat Świąt.

Glenn Miller Orchestra - Swinging Christmas (15 grudnia 2025)

Oba koncerty były wspaniałe. W ogóle nie ma co mówić.

Natomiast dziś Kuba Badach w pewnym momencie wspominał, gdy po raz pierwszy śpiewał polską wersję Mary did you know u nas w Katowicach w ramach Betlejem w Spodku wraz z zespołem TGD.

Złapało mnie za gardło, bo byliśmy wtedy z Elą i na tym wydarzeniu.

Kuba Badach - Spodek, 29 grudnia 2015

Wszyscy byliśmy wtedy ponad 10 lat młodsi, ale i dziś pieśń Mario, czy już wiesz wybrzmiała przepięknie.

A ja się cieszyłem, że na widowni były przygaszone światła, bo łzy wzruszenia spływały mi gęsto po policzkach. Szczególnie, że wsłuchałem się w mądre słowa tekstu:


Mario czy już wiesz kim okaże się Twój syn, Twój mały chłopiec?
Mario czy Ty wiesz, że te stópki dwie po wodzie będą kroczyć?
Czy Ty wiesz, że ta mała dłoń powstrzyma wielki wiatr
Że dałaś życie Temu kto Tobie życie dał

I potem w ostatnią zwrotkę:

Mario czy Ty wiesz kim naprawdę jest maleńki Twój bohater
Mario czy Ty wiesz, że pewnego dnia On rządzić będzie światem
Czy Ty wiesz, że to właśnie On pokona grzech i śmierć
Dziecko śpiące w Twych ramionach na imię ma "Jam Jest"

Tak, bo Narodzony w Betlejem, to ten sam Bóg, który objawił Mojżeszowi swoje Imię przy krzewie gorejącym: JAM JEST


Piękny czas!




niedziela, 30 listopada 2025

Na co czekam?

Właściwie najpierw trzeba by siebie zapytać czy ja w ogóle jeszcze na coś czekam?

Kawał życia już przeżyłem. Wiele mi się w życiu, dzięki Bogu, udało. Ale też w moim wieku, wiele złudzeń już prysło - też dzięki Bogu.

Nie czekam na lepsze życie, bo kocham te, które mam. Nie czekam, aż Żona będzie mnie bardziej kochała, bo wiem, że kocha mnie całym sercem. Nie czekam, aż Synowie będą dorośli, bo już są - z pewnym przerażeniem nawet niedawno odkryłem, że za chwilę starszy skończy 30. Nie czekam, aż Wnuczka będzie starsza, bo cieszę się każdą chwilą jej dzieciństwa. Nie czekam na emeryturę, bo raczej wolę pracować w dobrym zdrowiu tak długo, jak będę potrafił (choć z utęsknieniem czekam, aż kilka problemów w pracy w końcu uda się jakoś przezwyciężyć).

A w sprawach wiary?

Nie czekam, aż Kościół, szczególnie w Polsce, stanie się bardziej Chrystusowy. Niestety, będzie on coraz starszy, coraz bardziej mniejszościowy i oby nie był coraz bardziej zamknięty. Jego odrodzenia w kolejnych pokoleniach raczej nie doczekam.

W moim osobistym życiu nie czekam już na jakieś spektakularne nawrócenia. Raczej wierzę, że drogą, którą kroczę, Jezus doprowadzi mnie do Siebie.



Tak, na to czekam, by na końcu drogi mojego życia, Jezus wyszedł mi naprzeciw i w swoim miłosierdziu pozwolił wpaść w swoje ramiona.


Dobrego Adwentu



środa, 22 października 2025

Najlepszy prezent

Miałem wczoraj urodziny. Skończyłem 56 lat.

Najlepszy prezent sprawiła mi Wnuczka. Najpierw, że do nas przyszła i zaprosiła mnie do swojego różowego domku, który stoi pod naszymi schodami.

Ale największą radość sprawił mi zapis jej wieczornego dialogu z mamą:



Duma. Duma dziadka to niesamowite uczucie ❤️



Pozdrawiam





sobota, 11 października 2025

Przepraszam Sąsiadów

Ale mieliśmy ostatniej nocy jazdę!

Generalnie złapało mnie jakieś grypsko czy inne paskudztwo. Położyłem się spać z gorączką. Nagle Syn zapukał do naszej sypialni. Próbuję się obudzić. Coś gdzieś wyje - ale może to tylko efekt chorych zatok.

Nie. Jednak Syn twierdzi, że włączył nam się alarm i wyje na pół osiedla.

Wyskakuję z łóżka. Podbiegam do manipulatora. Wstukuję hasło - nic. Wstukuję jeszcze raz - dalej wyje. Inne hasło - nie pomaga. Biegnę na dół do stacyjki przy drzwiach - bez efektu. Wyje, jak oszalałe. Aplikacja w komórce - nie działa.



Dzwoni sąsiad, że nam alarm wyje.

Dzwonię, choć jest środek nocy, po pomoc do magika, który mi ten system zakładał i go obsługuje, ale wiem, że on jest w sanatorium i i tak niewiele pomoże. Nie odebrał. Probuję jeszcze raz. Odebrał. Pewnie go obudzilem. Mówi mi, że jak tak, to nic się nie da zrobić. Muszę wejść na strych, wyjąć bezpiecznik z centralki i odpiąć akumulator awaryjny. Po prostu trzeba cholerstwo pozbawić zasilania.

Wciągam na plecy jakiś polar i włążę na strych, gdzie trzeba się prawie czołgać. Dochodzę do centralki. Zakręcona śrubami. Wolam Syna, by mi śrubokręt przyniół. Otworzyłem szafkę. W środku pełno kabli, elektroniki i innych szpei. Na akumulatorze śruby, ale takie na klucze. Wolam znowu Syna, by mi klucze przyniósł. Wyje niemiłosiernie.

Syn leci po klucze, a ja się zastanawiam, jak może wyglądać bezpiecznik, który mam wyjąć. Nie wiem, jak to się stało, ale złapałem w palce jakąś plastikową część, szarpnąłem, wyciągnąłem i...


Nastała błoga cisza.


Przepraszam sąsiadów.



P.S. A wiecie, że tę noc miałem spędzić w hotelu na delegacji tylko mi wyjazd - dzięki Bogu - odwołali.



 

środa, 1 października 2025

Spanie na modlitwie

Moja Mama, teraz w starszym już wieku, często mi mówi, że podczas modlitwy zasypia. Żali się, że słuchając w radiu czy w tv mszy lub podczas różańca wpada w drzemkę.

Wtedy przypomina mi się św. Tereska od Dzieciatka Jezus. 

Bazylika w Lisieux - maj 2023


Chyba w jej dziennikach czy gdzieś wyczytałem, że żaliła się Jezusowi, iż zasypia na modlitwie w kaplicy. Jezus miał jej wtedy powiedzieć, że bardzo to lubi, bo wtedy może z nią pobyć w ciszy, bez jej ciągłego gadania 😁


Lubię gdy mistyka spotyka poczucie humoru Pana Boga.


Mówię Mamie, że spanie na modlitwie jest bardzo dobre.



św. Teresko - módl się za nami




środa, 24 września 2025

4. urodziny

Nie żebym się chwalił, ale nasza Wnuczka dziś kończy 4 latka.


To cudowne. To wielkie szczęście. To błogosławieństwo.


Choć jednocześnie trudno mi to pojąć, że taki chłopak, jak ja, jest dziadkiem 🤔


Tak, czy inaczej bardzo, bardzo się cieszę.


Niech Bóg błogosławi Lence. Niech ją prowadzi. Niech ją strzeże. 

Niech wzrasta w łasce u Boga i u ludzi.




wtorek, 16 września 2025

Zdjęcie z Żoną

Moja Żona nie lubi, by jej robić zdjęcia. 

Jednak ja, jako miłośnik fotografowania, zawsze znajdę jakiś sposób, by jednak moją Drugą Połówkę uwiecznić.

Wczoraj przy kolacji, udało się nawet zrobić wspólny małżeński portret.

Razem na wakacjach ❤️

Czasem wykorzystuję do przyłapania Żony na fotografii innych członków Rodziny. Na poniżym zdjęciu Wnuczka z Babcią.

Żona nad czapeczką Wnuczki

Lubię te nasze wspólne wyjazdy. Zawsze można zdjęcie mojej Ślubnej zrobić.



Pozdrowienia z Lesbos








poniedziałek, 28 lipca 2025

Polska - najlepszy kraj na świecie

Mam 55 lat. Urodziłem się w głębokim socjalizmie. Pamiętam propagandę sukcesu Gierka i potem długie lata kryzysu: puste sklepowe półki, podstawowe produkty na kartki, kolejki, których nienawidziłem. Przeżyłem strach i beznadzieję Stanu Wojennego.

Mój ojciec zarabiał na kopalni ok. 20$ miesięcznie. Głodu, dzięki Bogu, nie znam, ale bieda w domu była spora. Zagranicę, a tym bardziej Zachód, znałem jedynie z opowieści, które były o tyle fascynujące, co nierealne.

Gdy rozsypał się komunizm w 1989 roku, zaczynałem studia. Gdy je skończyłem, zarabiałem skromnie, ale razem z żoną byliśmy w stanie się samodzielnie utrzymać i dorobiliśmy się dwóch synów.

Gdy w roku 1997 pojechaliśmy na wycieczkę do Wiednia, kanapki zabraliśmy na drogę ze sobą, bo na samą kawę czy lody, trzeba było wydać majątek. Spaliśmy oczywiście na Morawach, w Republice Czeskiej...


Dziś, w roku 2025 piszę te słowa z wakacji na Teneryfie. Mieszkamy w hotelu ze śniadaniem. Właśnie wróciliśmy z kolacji, na którą wydałem niemal 3 miesięczne wypłaty mojego ojca, wspomniane powyżej. 

Moja dzisiejsza kolacja - pyszna teneryfska rybka 

Wokół w wielu miejscach słychać polski język. Nawet tu miejscowi potrafią powiedzieć "dzień dobry", gdy dowiedzą się, że jesteśmy Polakami. Znaczy, że nie tylko mnie się dziś tak dobrze powodzi.

Wiem, nie każdy miał i ma w życiu tyle szczęścia, co ja. Ale jakby na to nie patrzeć, jako Polska, przez ostatnie 30 lat staliśmy się jednym z najbogatszych państw świata. Jesteśmy zamożnym, zachodnim społeczeństwem. Udało nam się coś, o czym marzyli nasi przodkowie.


Może warto na chwilę się zatrzymać i się tym zwyczajnie ucieszyć. 

I sobie wzajemnie podziękować i pogratulować.



Pozdrowienia z Teneryfy





Etykiety

zdjęcia (3102) wiara (1299) podróże (1127) Pismo Św. (779) polityka (766) po ślonsku (460) historia (457) zabytki (455) rodzina (454) Kościół (450) Śląsk (450) humor (325) Halemba (320) człowiek (298) święci (267) muzyka (246) książka (242) praca (219) gospodarka (184) sprawy społeczne (181) muzeum (159) Ruda Śląska (158) Jan Paweł II (118) ogród (118) Grupa Poniedziałek (111) miłosierdzie (111) filozofia (107) środowisko (95) sport (92) Covid19 (89) wojna (89) dziennikarstwo (82) Papież Franciszek (75) film (75) biurokracja (58) dom (49) Szafarz (48) teatr (39) varia (39) św. Jacek (36) Papież Leon (10) makro (7)