wtorek, 30 września 2014

Krzyż pokutny celebryty

Powolutku, powolutku, ale będę kończył moje częste wizyty w Cieszynie. Może dlatego bardziej uważnie śledzę ciekawe miejsca po drodze.

Dziś zatrzymałem się na chwilę gdzieś w okolicach miejscowości Pruchna.

Przy drodze stoi krzyż pokutny.



Obok znalazłem następującą informację:

Jest to jeden z ostatnich na Śląsku Cieszyńskim świadków funkcjonowania starego prawa, nakazującego skazanym wystawiania na ich koszt lub ich wysiłkiem krzyża w miejscu dokonania zbrodni.
Napis na krzyżu w języku staroczeskim głosi:

Roku 1645 dnia 25 lutego 
został na tym miejscu 
przez lekkomyślnych towarzyszy 
syn Pana Jana Czerwenki 
obywatela Starego Cieszyna zamordowany


Pewnie Pan Czerwenka i jego tragicznie zmarły syn byli znamienitymi obywatelami miasta.


Tak się zastanawiam, czy dzisiejsi celebryci są w stanie pozostawić po sobie ślad, który trwa dłużej niż chwilę.


Jaki jest sens takiego krzyża pokutnego?

Ano taki, że dziś po 369 latach możemy westchnąć do Boga w intencji Pana Czerwenki, jego syna oraz towarzyszy - morderców (którzy odbyli pokutę): 

Niech odpoczywają w pokoju!


Pozdrawiam

poniedziałek, 29 września 2014

Auto - autoportret

Pochwalę się jeszcze kilkoma zdjęciami z imprezy, o której już opowiadałem.







Pozdrawiam

niedziela, 28 września 2014

Wg prawa i sprawiedliwości

Nie, dzisiejszy wpis nie będzie o polityce. Polityka generalnie jest nudnawa - ciągle to samo.

Więc o czym dziś?

Zawsze byłem ten porządny i "postępowałem według prawa i sprawiedliwości". Miałem szczęście wychowywać się w dobrej rodzinie. Od dziecka byłem ministrantem, potem należałem do Ruchu Światło-Życie. Nawet na studiach nie rozrabiałem. W tym czasie ożeniłem się i do dziś jestem mojej żonie wierny. Gdy kilka lat temu zostałem Szafarzem to w ogóle moja "porządność" została postawiona na świeczniku.

Gdy więc dziś Jezus mówi do mnie:

"Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy."

Ja bez wahania odpowiadam:

"Idę, Panie."



Nigdy nie przeżyłem jakiegoś spektakularnego nawrócenia. Owszem - tak sobie tłumaczę - moje życie z Bogiem nie jest tylko kwestią tego, co wyniosłem z rodzinnego domu, w jakich środowiskach się obracałem, ale również moim świadomym wyborem, który staram się codziennie ponawiać.

Czasem może trochę zazdroszczę tym, którzy nawrócili się radykalnie. Trochę, ale ogólnie bardzo się cieszę, gdy "celnicy i nierządnice wchodzą przed [nami] do królestwa niebieskiego". Niech wchodzą!

Oby tylko Bóg w swoim miłosierdziu i mnie temu, który mówi "idę Panie", dał siły i wytrwałości, bym faktycznie szedł, a nie tylko mówił. Bym spełniał wolę Ojca. Bym, choćby na samym końcu, ale też wszedł do królestwa niebieskiego.


Pozdrawiam

sobota, 27 września 2014

Utrata prawa (jazdy)

Kilka dni temu usłyszałem w radiu informację, iż skoczek narciarski Anders Jacobsen stracił prawo jazdy, gdyż przekroczył na drodze w Norwegii dozwoloną prędkość o ... 14 km/h. Zamiast grzecznie jechać 50 km/h, miał na liczniku 64 km/h.

Norwegia! A jak jest w Polsce?

Na autostradzie A1, którą miałem przyjemność w tym tygodniu znowu pokonywać, jak już wspominałem zwężono 15 km odcinek do jednego pasa ruchu. Po jakimś czasie, przywrócono, choć nieco zawężone, dwa pasy KLIK. Bardzo się z tego powodu wtedy ucieszyłem, gdyż - moim zdaniem - nie było konieczności przerabiania autostrady na wąską drogę tylko po to, by poboczem, rozszerzonym do szerokości chyba kilkunastu metrów, mogły poruszać się ciężarówki budowy.

No i niby jest dobrze: dwa pasy ruchu z jednej strony, dwa pasy w przeciwnym kierunku za pasem zieleni. 

Rozumiem, że w związku z lekkim zawężeniem jezdni nie można jeździć 140 km/h, ale tu ambitni drogowcy postawili znaki z ograniczeniem 60 km/h.



U nas na A4, gdzie podczas prac remontowych, po dwa pasy ruchu wtłoczono na tą samą stronę zieleńca, oddzielając je jedynie pachołkami, można jechać 80 km/h. A tu szeroka, bezpieczna droga, na której - moim zdaniem - ograniczenie szybkości do 110 lub 120 km/h byłoby zupełnie wystarczające, mamy:



Myślicie, że ktokolwiek przestrzega tego znaku?

Nie chcę bronić polskich kierowców, którzy notorycznie łamią przepisy.



Niestety, niebagatelny wkład w nieprzestrzeganie prawa w Polsce mają ci, którzy bzdurne prawo - nie tylko na drodze - stanowią.



Pozdrawiam

czwartek, 25 września 2014

Piernika kandego

Jak jada w delegacyjo s roboty, zawsze pakuja się dopiyro rano, przed samym wyjazdym.

Baba mie porzond przezywo, że czegoś zapomna i musza Wom pedzieć, że mo recht. Roz nawet skuli tego, że na gibko wciepuja do saka potrzebne klamoty na łostatni driker, zapomnioł żech szaketa. Ale i tak wybiyrom się zawsze dopiyro rano.

Wczoraj boło tak samo. Tym razym mom jednak wszyjsko.

Zanim żech wyloz z chałpy, pomyśloł żech, że wezna sie jeszcze jakoś ksionżka do poczytanio. Poprzednio żech prawie skończoł KLIK i trza boło siyngnonć po nowo.

No i wciep żech do taszy cosik takego:


Zaczon żech to sztudyrować przed kwilom i już mi sie podobo. Cołko je napisano po polsku, ale godki Ślonzokow autor podowo w nij po ślonsku. Nojbardzij mi sie serce raduje, jak kajsik słysza, abo - jak tu - czytom take ausdruki abo powiedzynia, kerych już downo żech niy słyszoł, a za bajtla pamiyntom, że ftoś tak godoł. I tukej już na 10 stronie łojciec Karola Godule sie do siebie rzeknoł:

"Piernika kandego!" 

Ale piyknie - jak jo downo tego niy słyszoł!

Już mi sie ta ksionżka podobo.

Trza jednak prziznać, że Autor po polsku tyż piyknie i łobrazowo poradzi. Pora stroniczek dalij znod żech taki konsek:

"... zbaraniała koza poczuła lód w sercu."

Normalnie poezyjo!

Ida dalij czytać.

Łostońcie z Bogiym!

środa, 24 września 2014

Kolacja z Królem Sudanu

Dziś znowu jestem w Brześciu Kujawskim. Jak zwykle śpimy w Stadninie Koni Arabskich.


Piszę te słowa z pokoju na piętrze po lewej, czyli, jak widać na poniższym zdjęciu, pode mną śpią konie, bo otwarte wrota to stajnia.


Poprzednim razem, gdy zajadaliśmy się wyśmienitą wątróbką, którą podają w tutejszej restauracji, przy stoliku obok nas zajęło miejsce bardzo ciekawe towarzystwo: czarny afrykańczyk, śniady człowiek wschodu lub południa i dwóch innych panów. Rozmawiali po angielsku, trochę po niemiecku i częściowo po polsku. Jak my, rozmawiając, jedli kolację. Na pierwszy rzut oka, a właściwie ucha, było słychać, że to ludzie zainteresowani końmi.

Gdy na drugi dzień zapytaliśmy kelnerkę, kto to był, otrzymaliśmy odpowiedź, że ... syn króla Sudanu.

Być może Pani się coś pomyliło, bo ostatni król Sudanu już dawno jest na drugim świecie. Może chodziło o innych afrykański kraj. A może po prostu nas wkręciła. Nieważne.

Fakt faktem, że konie są tu piękne i z pewnością pasjonaci z całego świata mają tu z czego wybierać.



Pozdrawiam



wtorek, 23 września 2014

Ale jazda!

No i stało się.

Syn - Kierowca
Tak, to moje auto, ale nie moje dłonie. 

Wczoraj starszy syn odebrał "Prawo jazdy", a dziś wybraliśmy się na pierwszą przejażdżkę.

Z garażu wyjechałem sam i stanąłem przed domem. Wyłączyłem silnik i przesiadłem się na miejsce pasażera. Bardzo dziwne to miejsce - czuję się tam jakoś nieswojo.

Łukasz wsiadł pierwszy raz za kierownicę naszej Meganki. Pozmieniał ustawienia fotela, lusterka. Podpowiedziałem mu, by na sucho spróbował jeszcze przełączać biegi.

Włączył silnik i ... powoli ruszyliśmy. 

Poczucie we mnie, że jest jakoś nieswojo, spotęgowało się.

Najpierw zrobiliśmy kilka rundek po lokalnych uliczkach w okolicach naszego domu. Powoli jechaliśmy - zresztą tu się szybko nie da. Czasem trochę szarpnęło, ale to normalne, trzeba się przyzwyczaić do silnika, sprzęgła, biegów. Na chwilę zatrzymaliśmy się, bo syn chciał poprawić ustawienie fotela. Po kilku minutach wyjechaliśmy na ulicę Halembską i skierowaliśmy się w stronę Bielszowic. Tu już nie ma żartów - to normalna miejska droga, z dużą ilością samochodów. Trochę się obawiałem, jak będzie na przejeździe kolejowym ze STOP-em i ruszaniem pod górkę, ale Łukasz poradził sobie nieźle. W Bielszowicach skręciliśmy w stronę Wirku. Pod "Plazą" czekała na nas kolejna przeszkoda - rondo i to bardzo obciążone ruchem. Wjechał jednak na nie nad wyraz szybko i bez komplikacji skręciliśmy w stronę Halemby. Ulicą Bielszowicką wróciliśmy do Bielszowic i dalej pojechaliśmy w stronę Zabrza. Tym sposobem Łukasz pierwszy raz pojechał do swojej dziewczyny sam, siedząc za kierownicą.

Ja zaś wróciłem - z pewną ulgą - na swoje zwyczajne miejsce i pojechałem do domu.


Dziwne poczucie, że syn staje się coraz starszy i coraz samodzielniejszy jest chyba naturalną koleją rzeczy. 

Ustępowanie dziecku swojego miejsca, gdy nauczyłem go jeździć na rowerze, gdy nie byłem już w stanie dotrzymać mu kroku na nartach, gdy mnie przerósł wzrostem, gdy to nie on mnie, a ja jego pytam o radę w sprawach komputerowych i w wielu innych rzeczach, musi mieć miejsce.

Dobry ojciec bierze to na klatę. :)


Pozdrawiam 

poniedziałek, 22 września 2014

Jesteśmy Mistrzami Świata !

Ponieważ mój blog nie uzurpuje sobie prawa do bycia newsem, mogę nawet teraz, nieco już po czasie, pozwolić sobie na wyrażenie swojej radości.

Bardzo lubię siatkówkę. Duuuuużo bardziej niż piłkę nożną - taki jestem facet nietypowy.

Mecz w Spodku Polska - Brazylia oglądaliśmy całą rodziną już w roku 2011. Choć wtedy przegraliśmy, zabawa i tak była przednia.

Liga Światowa - rok 2011

Wczoraj wygraliśmy i jesteśmy Mistrzami Świata:
  1. Jesteśmy Mistrzami Świata w organizowaniu takiej imprezy
  2. Jesteśmy Mistrzami Świata, jako publiczność siatkówki
  3. No i jesteśmy Mistrzami Świata, bo wygraliśmy mecz finałowy!

Pozdrawiam





niedziela, 21 września 2014

Wszystko absolutnie dobre

Bóg jest dobry!

Niby taki slogan, który znam jeszcze z lekcji religii. Oczywistość. Nie ma innej opcji. 

Jednak patrząc na to, co dzieje się wokół, czasem człowiek zaczyna wątpić. Nie, może to za duże słowo. Przecież wiadomo, że Bóg jest dobry.

To co złe, nie pochodzi od Boga: wojny, głód, zadawany ból. Czasem człowiek woła do Boga, gdzie jesteś, gdy dzieją się okrutne rzeczy? A przecież to nie Boga nie było, tylko człowiek się od niego oddala i wstrzyna wojny, zabija, nie dzieli się dobrami, rani innych swoim egoizmem.

Czasem jednak są i takie sytuacje, gdzie człowiek absolutnie nic nie zawinił (przynajmniej poza grzechem pierworodnym), czy wtedy Bóg zsyła zło? Katastrofy naturalne, trzęsienia ziemi, powodzie, ale i w skali mikro: choroby, niepełnosprawne dzieci, przedwczesna śmierć. 

A może Bóg jest dobry, ale się specjalnie nami nie zajmuje. Sprawił, że wszystko działa zgodnie z prawami fizyki i po prostu wielkie katastrofy i małe tragedie się zdarzają.

Uknuliśmy sobie nawet takie stwierdzenie "dopust Boży". Trochę to tak brzmi, jakby ten niby dobry Bóg czasem przymykał oko na zło, żeby się trochę nami pobawić, zobaczyć, sprawdzić, doświadczyć ...


Trzeba jednak w głowie sobie te kwestie dobrze poukładać.

Bóg jest dobry! Absolutnie dobry! Z jego ręki wychodzi samo dobro i kocha mnie do szaleństwa. Mnie i każdego z nas ukochał tak bardzo, że posłał Swojego Syna, by nas zbawił przez śmierć i zmartwychwstanie.

Katedra we Włocławku


W każdej chwili mojego życia (czy tego doświadczam, czy nie, czy zdaję sobie z tego sprawę, czy nie) jest ze mną i obdarza mnie samym dobrem i tylko dobrem. ON nie potrafi inaczej.


Więc dlaczego czasem wydaje mi się, że tak nie jest?

Bo jestem głupi. Bo Boża mądrość, to coś zupełnie innego niż mój "mały rozumek". Pięknie i dobitnie przemawia dziś Bóg w słowach Księgi Izajasza:

Bo myśli moje nie są myślami waszymi 
ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. 
Bo jak niebiosa górują nad ziemią, 
tak drogi moje nad waszymi drogami 
i myśli moje nad myślami waszymi.

Bóg jest dobry! Amen!


Pozdrawiam

sobota, 20 września 2014

Oczami Jezusa

Kilka miesięcy temu, gdy ostatni raz przed śmiercią odwiedziłem mojego kolegę - Szafarza KLIK, wraz z żoną pożyczyli mi książkę "Oczami Jezusa".


Napisał ją Carver Alan Ames, jako wynik jego mistycznych objawień, które - jak twierdzi - miały miejsce w latach 1996 - 1997.

Szczerze mówiąc bardzo sceptycznie podchodzę do tego typu "nowinek". Pewnie sam bym raczej po tę pozycję nie sięgnął. Jednak z tej racji, że otrzymałem ją od człowieka będącego na łożu śmierci, czułem się w jakiś sposób zobowiązany, by ją przeczytać.


Książka na prawie 600 stronach pokazuje wędrówkę Jezusa z Apostołami do Jerozolimy przed Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Jak w tytule, jest to codzienne opisywanie zdarzeń oczami Jezusa - tu On jest Narratorem. Poza sytuacjami, Jezus przedstawia również Swoje myśli o Apostołach, ludziach, których spotyka i uzdrawia oraz o ludzkości, do której został posłany.

Na okładce można znaleźć zdanie: "Polecam tę książkę każdemu, kto chce poznać Jezusa bardziej osobiście i lepiej Go naśladować". Tak, ja chcę.

Jednak podczas czytania miałem szereg wątpliwości. Książka wydała mi się takim trochę baśniowym, a przynajmniej apokryficznym opisem. Niektóre fragmenty były - jak dla mnie - zbyt cukierkowate. W innych miejscach moje wyobrażenie o Jezusie lub moja wrażliwość duchowa były dość odległe od czytanych rozdziałów.

Nie wiem, pewnie coś tam dobrego (mam taką nadzieję) we mnie z tej książki zostanie, jednak dziś na kolana mnie nie powaliła.


Kolejny raz przekonuję się że jedyna książka, która powala mnie na kolana i którą czytam bez najmniejszych wątpliwości, że jest Słowem Bożym jest

BIBLIA


Pozdrawiam


Szkoda Sikorskiego

Nasza nowa Pani Premier podała wczoraj skład tworzonego rządu RP.

Podobno jest to rząd pogodzeniu różnorodnych frakcji w PO. Nie wiem, nie znam się na frakcjach w PO, ale mnie interesuje, by był to dobry rząd dla Polski.

Nie będę tu komentował innych ministrów, którzy odeszli, doszli lub pozostali na swoich stanowiskach. 

Chcę jednak zwrócić uwagę na  ustępującego Ministra Spraw Zagranicznych.

Zdjęcie z internetu

Pana Radosława Sikorskiego, w zależności od upodobań politycznych, jedni lubią, inni nie specjalnie. Ci, którzy go bardzo nie lubią, nie pamiętają zapewne, że był w rządzie Jana Olszewskiego, Jerzego Buzka, Kazimierza Marcinkiewicza, a później w rządzie Jarosława Kaczyńskiego (!).

Pamiętam, że wkrótce po tym, jak złożył dymisję z funkcji Ministra Obrony Narodowej rządu Prawa i Sprawiedliwości w roku 2007, oglądałem wywiad z nim na BBC. Brytyjska Pani Redaktor podpytywała go o sytuację w Polsce, gdzie wtedy śp. Lech Kaczyński był Prezydentem, Jarosław Kaczyński Premierem, zaczęła kwitnąć tzw. IV RP i raczej ten układ nie miał w Zachodniej Europie dobrej prasy. Spodziewałem się, że Sikorski przyłączy się do jej narzekań, a on szybko przerwał i po prostu zachęcił dziennikarkę, by przyjechała do Polski, by zobaczyła, jak kraj się prężnie rozwija, jak sprawnie wykorzystuje swoją świeżą jeszcze obecność w Unii Europejskiej. Aż miło było słuchać. Nie było w tym nawet cienia frustracji, że chwilę temu na skutek konfliktu z Panem Macierewiczem musiał rozstać się z teką ministra.

Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego.

Myślę, że nie trzeba nikogo przekonywać, że w świetle rosyjskiej agresji na Ukrainie, mamy do czynienia z największym kryzysem politycznym po czasach "zimnej wojny". W obecnej sytuacji geopolitycznej Polska ma do odegrania niebagatelną rolę. My musimy mieć Ministra Spraw Zagranicznych najlepszego z możliwych. 

Czy taki był min. Sikorski? Nie wiem. Miałem jednak poczucie, że jeśli trzeba było zadzwonić do Sekretarza Stanu USA, czy odbyć nieformalną rozmowę z ministrem z Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, on to robił. Miał odwagę stanąć twarzą w twarz z min. Ławrowem i powiedzieć mu, co o poczynaniach Rosji sądzi "wolny świat".

Obym się mylił, ale nie mam takiego wrażenia patrząc na nowego Ministra Spraw Zagranicznych Pana Grzegorza Schetynę.

I jeszcze jedno: Pani Premier stwierdziła, że objęcie funkcji Marszałka Sejmu, to dla Radosława Sikorskiego awans. Może i ma rację tyle, że mnie awanse poszczególnych kolegów i przyjaciół Pani Premier nie interesują, a jedynie to, byśmy mieli poszczególnych Ministrów, a dziś najbardziej Ministra Spraw Zagranicznych najlepszych, kompetentnych i działających profesjonalnie dla dobra Polski.


Pozdrawiam

P.S. Przepraszam, że znowu o polityce


środa, 17 września 2014

W drodze do Toronto

Nie, nie ja. A szkoda.

Właśnie nasi przyjaciele lecą do Kanady.

W tej chwili są - już sprawdzam - gdzieś pomiędzy Norwegią a Wyspami Owczymi.


Podróżują Dreamlinerem:
  • Wysokość - 11 582 m
  • Prędkość - 904 km/h

Przed chwilą minęli południk Greenwich.

Życzę im dobrej podróży, wielu pozytywnych wrażeń w Ameryce oraz szczęśliwego powrotu do domu.


Pozdrawiam

P.S. Samoloty można śledzić on-line na www.flightradar24.com

wtorek, 16 września 2014

Bóg Zazdrości

Od kilku lat jeżdżę w sprawach służbowych do Cieszyna.

Po drodze mijam różne ciekawostki, ale zwykle nie mam czasu się zatrzymać.

Najczęściej wybieram trasę, która prowadzi między innymi przez miejscowość Zazdrość. Jakby ktoś szukał gdzie to jest, to tak pomiędzy Zawiścią a Zawadą.

Już dużo wcześniej zauważyłem tam pewną figurę stojącą przy drodze. 

Przy drodze w Zazdrości

Dziś w końcu zatrzymałem się na chwilę, by jej się przyjrzeć z bliska.

Pan Bóg w Zazdrości

Rzadko się zdarza, by na przydrożnych pomnikach przedstawiano Trójcę Świętą. A pewnie jeszcze rzadziej, by była tak osobliwie pomalowana. 

Nie chcę nikogo urazić. Być może Zazdroszczanie, Zazdrośnicy - hmmm - w każdym bądź razie mieszkańcy Zazdrości są z tą figurą emocjonalnie związani. Widziałem, że kilka miesięcy temu statua była odnawiana. Nie wiem kto to wykonywał. Myślę, że starał się jak najlepiej.

Mnie jednak sposób pomalowania: kolory, a szczególnie nadany Ojcu i Synowi wyraz twarzy poprzez kreskę oczu jakoś nie przypadł do gustu. Moim zdaniem, wyszło raczej kiczowato. 

A szkoda, bo umiem sobie wyobrazić, że wprawny artysta mógłby z tego zrobić dzieło sztuki, a przede wszystkim obiekt religijnej refleksji.

Choć może innym się podoba?

De gustibus non est disputandum.



Pozdrawiam 

poniedziałek, 15 września 2014

Pani Premier życzę ...

... by rządziła jak najlepiej, ku pożytkowi nas obywateli RP.

Jak napisał pewien znajomy: zapewne będzie to rząd kontynuowania polskich reform. Oby miał rację!

Życzę Pani Premier z całego serca, by kontynuowała:
  • reformę samorządową - by ograniczać centralizm państwa, by jak najwięcej pieniędzy pozostawało w gminach, powiatach, samorządach wojewódzkich, by minimalizować biurokrację
  • reformę emerytalną - by wspierać drugi i trzeci filar, by ludzie mogli sami zatroszczyć się o swoją przyszłość bez patrzenia na bankrutujący ZUS (tu trzeba zacząć od oddania zagrabionych pieniędzy OFE i przeprosić w imieniu poprzedniego rządu)
  • reformę systemu zdrowia - z przywróceniem regionalnych kas chorych, by nie było konieczności - znowu - przetaczania wszystkich pieniędzy poprzez salony Warszawy, by wprowadzono konkurencję ubezpieczeń zdrowotnych, która potrafi - jak sądzę - wiele uzdrowić
  • reformę finansów publicznych - by zablokować spiralę niekończącego się zadłużania budżetu państwa, by pamiętać, że rząd nie ma własnych pieniędzy, a jedynie gospodaruje tymi, które wypracowali ciężką pracą obywatele płacący podatki
  • reformę polityczną - by rozmontować dzisiejszy system partyjniactwa, a przypomnieć sobie, co oznacza tworzenie obywatelskiej platformy, w której społeczeństwo ma rzeczywistych swoich reprezentantów we władzach, a nie nietykalną kastę rządzących oderwanych od zwykłych ludzi.
Ponieważ do wyborów parlamentarnych pozostał jedynie rok czasu, na tych życzeniach poprzestanę.

No może jeszcze zwyczajnie po ludzku życzę dużo zdrowia, siły i wytrwałości. Niech dobry Bóg błogosławi Pani we wszelkich poczynaniach realizowanych dla dobra obywateli.


Pozdrawiam

niedziela, 14 września 2014

Potępić świat

Czasem dla nas katolików jest sprawą oczywistą, że musimy w pewnych okolicznościach wyrażać sprzeciw. 

Czujemy, że w wielu sytuacjach nie możemy dać sobie narzucić tego co proponuje świat:
  • gdy zabijane są dzieci nienarodzone i nie ma tu znaczenia, czy ci najmniejsi są zdrowi czy chorzy
  • gdy różne środowiska chcą deprawować nasze dzieci
  • gdy zaczyna się nam wmawiać, że najlepszą metodą "pomocy" cierpiącym, gdy są nam samym uciążliwi, jest eutanazja
  • gdy wojujący ateizm nienawidzi wszelkie przejawy publicznego wyznawania wiary
  • gdy ... 
Pewnie każdy jest w stanie powyższą listę w znaczny sposób rozszerzyć.

Mamy rację. Nie możemy sobie "dać w kaszę dmuchać". Jako katolicy nie jesteśmy i nie chcemy być obywatelami drugiej kategorii ani w Polsce, ani w Europie, ani na świecie.


Słuchając dzisiejszego fragmentu Ewangelii:

Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, 
aby świat potępił, ale po to, 
by świat został przez Niego zbawiony.

przyszła mi do głowy kwestia, o której muszę zawsze pamiętać, patrząc na krzyż.



Często można, a nawet trzeba przeciwstawiać się złu, które proponuje świat. Nigdy nie można jednak przy okazji potępiać człowieka, którego Jezus chce zbawić.

Moim zdaniem, np. pokazując okropieństwa aborcji, nie można na tym samym plakacie umieszczać polityka czy lekarza, który do śmierci nienarodzonych przykłada rękę, żeby się nie okazało, że zamiast pomóc mu do zbawienia, potępiamy go, wbrew misji Chrystusa.


Gdyby Bóg nie był dobry, mógłby szybko zniszczyć wszelkie zło na świecie. Mógł posłać Swojego Syna lub tylko Anioła, jako Niszczyciela wszelkiego zła. Jednak to, co czasem bywa naszą perspektywą, nie jest Bożym spojrzeniem.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, 
że Syna swego Jednorodzonego dał, 
aby każdy, kto w Niego wierzy, 
nie zginął, ale miał życie wieczne.


Pozdrawiam

sobota, 13 września 2014

Skok na bank

Cały tydzień spędzony w sprawach zawodowych poza domem, zakończyłem wczoraj wizytą w Warszawie na kolejnym ważnym spotkaniu.

W stolicy niewiele widziałem, bo ... udało mi się zaparkować bardzo blisko biurowca, gdzie byliśmy umówieni. Okazuje się jednak, że było to miejsce znaczące.

Reduta Bank Polski

Tu przed wojną odradzał się Skarb Państwa. Podczas wojny, po Powstaniu Warszawskim, jak cała Stolica, budynek był prawie całkowicie zniszczony.

Dziś, choć stoi tu zupełnie nowy i bardzo nowoczesny biurowiec, pamięć o przeszłości jest zachowywana.

Biurowiec Senator




Na tablicy nad wejściem widnieje napis:

Państwo Polskie
powołując do życia w roku 1924
Bank Polski
jako ostoję ładu pieniężnego w kraju
i jako wyraz duchowej łączności
z przedwiekową instytucją tejże nazwy,
wyraża wdzięczność tym licznym obywatelom,
którzy nie szczędzili ofiar
na Skarb Narodowy.








Pozdrawiam

czwartek, 11 września 2014

Wstyd przed ks. Popiełuszką

Dzisiejsze popołudnie spędziłem w sprawach zawodowych we Włocławku.

Ponieważ pomiędzy dwoma popołudniowymi spotkaniami miałem trochę czasu, pomimo nie najlepszej pogody, wybrałem się do Sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Jeszcze w maju wspominałem o nim podczas wcześniejszej wizyty w tym mieście.

Faktycznie o okolicach tamy na Wiśle znajduje się kościół poświęcony ks. Jerzemu.


Pewnie dlatego, że budynek nie jest jeszcze skończony, ani z zewnątrz, ani ze środka nie prezentuje się zbyt elegancko.


Póki co jedynym ciekawszym ozdobnikiem jest witraż.


Spacerując tamą - mostem na drugi brzeg Wisły, w końcu dostrzegłem krzyż - pomnik poświęcony Błogosławionemu, który w tym miejscu zginął, zamordowany przez funkcjonariuszy PRL-u w roku 1984.


Wracając do Sanktuarium muszę stwierdzić, że inwestycja nie tylko jest niedokończona, ale wygląda tak, jakby kilka lat temu została przerwana - pewnie z przyczyn finansowych. Mam jednak takie wrażenie z pobieżnej obserwacji, że po prostu nie ma tu solidnego gospodarza. Poza brakiem pieniędzy widać wiele bałaganiarstwa, niechlujstwa, zaniedbań - ogólnie mówiąc dziadostwo.


Muszę powiedzieć, że jest mi bardzo wstyd, że tutejsi gospodarze: diecezja, parafia, ale także środowiska, którym ks. Jerzy Popiełuszko był i jest bliski (w tym oczywiście NSZZ Solidarność) nie potrafią zawalczyć o godne upamiętnienie swojego Patrona. Wielki wstyd!

Pozdrawiam

środa, 10 września 2014

Globalna wiocha

Usłyszałem wczoraj taką opinię:

Serwisy społecznościowe, facebook, również pisanie bloga
 jest powrotem do źródeł, 
do małych społeczności, do wiosek, 
gdzie wszyscy ludzie wzajemnie wszystko o sobie wiedzieli.

To już teraz wiem, dlaczego między innymi te zjawiska zwą się:

Globalna wioska

a nie globalne miasto :)

A może jednak używanie przeze mnie facebooka i pisanie bloga to ... wiocha?


Pozdrawiam

wtorek, 9 września 2014

Ojciec kierowcy

Jeszcze się nie chwaliłem, ale mój starszy syn właśnie zdał egzamin z prawa jazdy.

To oznacza, że on - jak sam do mnie zdzwonił tuż po egzaminie - stał się kierowcą.

A ja zostałem ojcem kierowcy. Wow!

Pewnie za kilka dni przyniesie z urzędu dokument i będzie mógł oficjalnie i samodzielnie zasiąść za kółkiem.

Łukasz za kierownicą - hmmm ...


No właśnie!

Nie, nie ma problemu, chętnie mu pożyczę swoje auto.

Pytanie tylko, jak zacząć? 

Żona mówi, że na początku, to powinienem z nim trochę pojeździć, żeby się wdrożył, żebym mu coś poradził, podpowiedział. Żeby młody kierowca miał okazję nabrać odrobinę doświadczenia.


Tak się zastanawiam: Gdy ja robiłem ponad 20 lata temu prawo jazdy, moi rodzice samochodu nie posiadali. Po zrobieniu uprawnień, jakiś czas nie jeździłem w ogóle. Potem zacząłem (w wielkim stresie) zasiadać od czasu do czasu za kierownicą samochodów służbowych, gdy zacząłem pracować. Za jakiś czas kupiłem pierwszego "Malucha" i wtedy dopiero zacząłem nabierać szlifów podczas codziennej jazdy do pracy, z żoną w week-endy na studia do Opola i gdy jechaliśmy na pierwsze wczasy tymże Fiatem 126P do Kudowy Zdroju (3 dni tam i 1 dzień z powrotem).

Nasz Maluch był żółtawy i posiadał dach :)


Nie ma wątpliwości, bardzo się cieszę, że syn ma prawo jazdy.

Muszę się jednak przyznać, że ojciec kierowcy ma sporo dylematów i nowych problemów do rozwiązania.

Jestem jednak pewny, że razem z Łukaszem damy sobie z nimi radę.


Pozdrawiam

P.S. Mam nadzieję, że za jakiś czas Łukasz da mi się od czasu do czasu przejechać naszym wspólnym autem :)

poniedziałek, 8 września 2014

niedziela, 7 września 2014

Richtig na kole

Klara jeszcze piyknie blyndzi, toż z tego korzystom. 

Za kwila bydzie ziomb i bydzie loło, to byda siedzioł w chałpie.

We łostani szwortek po robocie zrobiołch 11,24 km, wczoraj 10,57 km (za to fest pod gorka) i dzisiej 11,62 km.

Jo wiym, że to niy ma jakoś łogromniaście wiela, ale niy idzie tyz pedzieć, że sie niy ruszom i yno plaszcza sztyry litery.

Jakby ftoś mi niy wierzoł, to moge sie sam poblikać.

video


To je końcówka, jak podjyżdżom do dom. Bez toż jada po leku, boch już zmachany. A jeszcze bardzij skuli tego, że musza dować pozor na moje kamerowanie. :)


Łostońcie z Bogiym

Bez przykazań łatwiej

Słyszałem kiedyś taki dowcip:

W zamierzchłych czasach Pan Bóg szukał jakiegoś narodu, chcąc mu wręczyć przykazania. Najpierw trafił do Persów:
- Słuchajcie mam dla Was przykazania.
- Jesteśmy teraz zajęci wielką wojną, nie mamy czasu.
Skierował się więc do Egipcjan, ale ci odpowiedzieli:
- Budujemy piramidy, przyjdź kiedy indziej.
W końcu Bóg zwrócił się do Żydów:
- Może wy zechcecie przyjąć moje przykazania?
- A ile ich jest? - zapytali Żydzi.
- Pięć - odpowiedział Pan Bóg.
- A za ile? - dociekali.
- Za darmo!
- To daj dziesięć.



Czy czasem nie myślimy, że życie byłoby łatwiejsze, gdyby tych przykazań było mniej? Jakby tak skreślić np. V i dopuścić aborcję, eutanazję, życie z pewnością byłoby łatwiejsze. Nie wiem, czy bez VI byłoby łatwiej, ale na pewno przyjemniej. Bez VII pewnie byłbym bogatszy, a bez VIII stałbym się o wiele "lepszym" w porównaniu z innymi.

Gdyby tak Bóg nie obciążył nas sumieniem, gdyby nie wszczepił w nas swojego prawa (Bożego - naturalnego), czy wtedy nie żyłoby się łatwiej? - takie myśli mogą przyjść do głowy.

A Bóg staje po stronie słabego:
- przez V chce ochronić życie, szczególnie najmniejszych, nienarodzonych, najstarszych
- przez VI wzmacnia wartość człowieka, który nigdy nie powinien być rzeczą w ręku drugiego
- przez VII broni okradanych
- przez VIII nie pozwala, by o nas kłamano.


Każdy z nas chce kochać. Jak to zrobić, by nie pozostać na poziomie abstrakcji?

Taką radę daje w dzisiejszym czytaniu św. Paweł:


Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością.
Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. 
Albowiem przykazania: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj” 
i wszystkie inne, streszczają się w tym nakazie: 
„Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. 
Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. 
Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.



Bóg dał nam (nie tylko Żydom) przykazania, po prostu po to, by kochać - i to tak naprawdę.

Mam wrażenie, że przy takim podejściu przykazania przestają być obciążeniem, a ich wypełnianie staje się codziennością kochania innych (mimo grzechów i upadków).


Pozdrawiam

sobota, 6 września 2014

Stare samochody

Wybrałem się na wycieczkę rowerową do Bielszowic. Ciężko było wyjechać na górkę na Kolanijo, ale dałem radę.

Przed Muzeum PRL-u odbywał się zjazd starych samochodów.

Nie jestem jakimś entuzjastą lub znawcą aut, ale miło było popatrzeć.

Przed Muzeum PRL-u


Maluchy, wielkie fiaty mnie nie ekscytują, ale poczciwego "ogórka" dawno nie widziałem.

Skoda Carosa 706 RTO


Za bajtla, właśnie takim, z trułom w środku, jeździłem do babci właśnie do Bielszowic. 

Pamiętam, jak siedziałem na rozkładanym foteliku pośrodku


Jednak muszę przyznać, że bardziej odpowiada mi wielki świat zachodu.

Austin Healey

Niby Mini, a w środku zmieścił się jeszcze mniejszy Mini.

Mini


Ta gwiazdka zawsze robi wrażenie.

Błyszcząca gwiazda


Szczególnie, gdy całość prezentuje się następująco.

Mercedes Benz

Nie byłbym zdziwiony, gdyby z następnego pojazdu wysiadła zza kierownicy siostra zakonna (ta od Louisa de Funnes).

Citroen

Najbardziej zachwycił mnie jednak angielski MG. Po prostu klasa!

MG

I to z każdej strony.

MG w wersji europejskiej


Można się było zapatrzeć.

Selfie

Pozdrawiam


Etykiety

zdjęcia (982) wiara (550) podróże (411) polityka (325) Pismo Św. (269) rodzina (269) Śląsk (214) humor (206) po ślonsku (187) historia (175) Kościół (157) praca (139) człowiek (135) sprawy społeczne (125) Halemba (122) zabytki (114) muzyka (84) gospodarka (77) książka (75) Ruda Śląska (71) Jan Paweł II (69) ogród (68) filozofia (67) Grupa Poniedziałek (66) sport (57) dziennikarstwo (44) miłosierdzie (40) biurokracja (39) film (33) święci (30) muzeum (27) środowisko (26) varia (24) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (16) św. Jacek (15)