poniedziałek, 30 września 2013

Adoracja Anielska

Kto był na dzisiejszej Adoracji "Grupy Poniedziałek", ten wie, o co chodzi.

Ja tylko pozwolę sobie dorzucić zdjęcie z Bazyliki św. Piotra w Rzymie.



Pozdrawiam

niedziela, 29 września 2013

Po czym poznać katolika?

Świetną receptę dla mnie katolika daje dziś św. Paweł w liście do Tymoteusza.

Zdjęcie z roku 2000 z Bazyliki św. Pawła za Murami


Ty, o człowiecze Boży, podążaj za
  • sprawiedliwością, 
  • pobożnością, 
  • wiarą, 
  • miłością, 
  • wytrwałością, 
  • łagodnością. 
Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków.

Nic dodać, nic ująć.

Pozdrawiam

sobota, 28 września 2013

Posłowie niepełnosprawni

Pisałem o osobach niepełnosprawnych ponad rok temu w kontekście Paraolimpiady w Londynie.

Padły tam wtedy miedzy innymi takie słowa:

"Z czasem odkrywałem, że to nie jest tak, że tylko ja pomagam podopiecznym. Zauważyłem, że przy tych ludziach i od tych ludzi bardzo wiele się uczę. Zarażali nas, niby zdrowych, swoją autentyczną radością lub niesamowitą wrażliwością. Ktoś inny dzielił się swoimi talentami w bardzo różnych dziedzinach lub na przykład ponadprzeciętną inteligencją, gdy wdawaliśmy się w długie rozmowy czy dyskusje. Doszedłem wtedy do wniosku, że każdy człowiek otrzymał od Boga różne dary, talenty, wartości, a jednocześnie wszyscy jesteśmy w różnych kwestiach bardziej lub mniej niepełnosprawni. Ktoś nie ma nóg, za to potrafi wspaniale wsłuchiwać się w drugiego człowieka. Inny jest wysokim, wysportowanym atletą, a psychicznie nie potrafi sobie poradzić z najmniejszą porażką w swoim życiu. Człowiek nie potrafi zliczyć do pięciu, za to jest mistrzem świata w uśmiechu. I tak musi być. Dzięki temu jesteśmy sobie wszyscy potrzebni. Gdy każdy jest inny w swoich plusach i minusach, możemy wzajemnie się ubogacać."


Tak, wszyscy jesteśmy w różnych kwestiach bardziej lub mniej niepełnosprawni. Mnie osobiście to też dotyczy. Mam różne ograniczenia, problemy, niedoskonałości.


Również nasi Posłowie bywają niepełnosprawni, co można było zauważyć w tych dniach w Sejmie. Współczuję im.

Foto: Krzysztof Białoskórski sejm.gov.pl

Współczuję Panu Palikotowi, niepełnosprawnemu w swoim pojmowaniu świata innych, który musi wyjść z sali posiedzeń, bo jego niepełnosprawność nie pozwala mu słuchać słów prawdy.

Współczuję Pani Marszałek Kopacz, niepełnosprawnej w rozumieniu słów "zabijanie dzieci".

Współczuję Pani Grodzkiej, niepełnosprawnej w akceptacji swojej płciowości.

Współczuję Pani Nowickiej, która w swojej niepełnosprawności doceniania poczętego życia jest w stanie czerpać korzyści z przemysłu aborcyjnego.

Współczuję wszystkim niepełnosprawnym Posłom, którzy nie pozwalają innym niepełnosprawnym ludziom się urodzić.

Pozdrawiam

czwartek, 26 września 2013

Uwaga oszuści!

Przed chwilą zadzwonił telefon. Gdy podniosłem słuchawkę usłyszałem miły głos:
- Dzień dobry, czy rozmawiam z Panem Andrzejem Cichoniem?
- Tak, słucham.
- Nazywam się ... (nie zapamiętałem), dzwonię z firmy Telekomunikacja (tu coś niewyraźnego). Chciałam Pana poinformować, że będzie Pan miał obniżony abonament do 25 zł. Czy w ostatnich 2 latach nie była zmieniana umowa telefoniczna?
- Przepraszam, z jakiej firmy Pani dzwoni, bo nie dosłyszałem?
- pi, pi, pi

Ponieważ telefon stacjonarny mam również z T-Mobile, podpadło mi, że Pani dzwoni z jakieś telekomunikacji. 

Wyświetlił mi się jednak warszawski numer i blokując chwilowo wyświetlanie mojego, oddzwoniłem, by usłyszeć:
- Nie ma takiego numeru, nie ma takiego numeru, ...

Proszę uważać na oszustów, bo znam przykłady, gdy ktoś płaci teraz abonament podwójnie, bo niby zgodził się przez telefon na obniżenie ceny, a w rezultacie "podpisał" dodatkową umowę, a trochę trwa, zanim sytuację się odkręci.


Przed chwilą w Telexpressie pokazywali starszą panią, która od 2 lat spłaca rzekomy dług za wysyłanie sms-ów w jakiejś złodziejskiej loterii.

Kilka tygodni temu głośna była sprawa emeryta, któremu dług za "chwilówkę" za chyba 700 zł urósł w ciagu kliku miesięcy do 100 tys. zł.


Czy tego typu oszustwa są w naszym kraju legalne? 

Jeśli tak, to po co nam takie prawo?

Jeśli nie, to gdzie są organy państwa (policja, prokuratura, prawnicy, sztaby różnych urzędników, rzeczników praw, itp.)?


Po to właśnie płacę podatki, by stanowione prawo oraz organy państwa chroniły uczciwych obywateli.


Pozdrawiam

środa, 25 września 2013

Autostrady (bardzo) płatne

Trochę solidnych dróg w ostatnich latach udało nam się w kraju wybudować. Wiem, bo trochę po Polsce jeżdżę.

Oczywiście poza kosztami inwestycyjnymi, które należało ponieść, dziś głównie my kierowcy musimy na eksploatację między innymi autostrad płacić. To zrozumiałe. Niemieckie autobahny, choć darmowe, też nie są utrzymywane bezkosztowo. Płaci za to podatnik.

U nas, poza systemem viatoll dla ciężarówek, na i przy nowych autostradach pobudowano bramki do poboru opłat. Może ja się na tym nie znam, ale wydaje mi się, że prosty, łatwy w obsłudze, a przede wszystkim duuuuuużo tańszy byłby pomysł, z powodzeniem stosowany u naszych południowych sąsiadów i nie tylko, czyli winietki na szybę. 

Dlaczego u nas musi być "manualny system poboru opłat"? Kto podjął decyzję, by za grube setki milionów na odcinku Bielany Wrocławskie - Sośnica wybudować 12 takich punktów na zjazdach z kilometrami dodatkowych dróg dojazdowych, a czasem być może nawet dodatkowym wiaduktem? Do tego dochodzą zasieki na samej autostradzie pod Wrocławiem i pod Gliwicami, gdzie bardzo często zdarzają się korki, które skutecznie niwelują człowiekowi zysk czasowy wynikający z poruszania się nowoczesną drogą. 

Ilu ludzi pracujących w - moim zdaniem - nieludzkich warunkach (mała budka z okienkiem, wśród ciągłego hałasu silników i oparów spalin, nawet jeśli mają prawidłową wentylację czy klimatyzację) musiała GDDKiA zatrudnić? 

I znowu my kierowcy musimy to wszystko utrzymywać. Może lepiej byłoby za te pieniądze połatać dziurawe inne drogi?

Dlaczego mi się o tym przypomniało właśnie teraz? Proszę sobie wyobrazić, że wczoraj zjeżdżając z autostrady w kierunku Kędzierzyna-Koźla poza rachunkiem za przejazd na kwotę 2,80 otrzymałem od miłej pani z okienka (której współczuję) folderek z informacją, iż ... autostrada będzie płatna od 1 czerwca 2012. 



Pozdrawiam

wtorek, 24 września 2013

Śmieszne nazwiska

Beczała - czy z takim nazwiskiem można dobrze śpiewać? Można! Właśnie usłyszałem w Wiadomościach, że Polak Piotr Beczała - tenor właśnie otwierał sezon na scenie Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

Jarosz - to bardzo dobre nazwisko, by zajmować się jedzeniem i to zawodowo. Często w Trójce występuje jako ekspert Pani dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.

Ślepcowa - oczywiście musi mieć dobre oko, bo to przecież świetna reprezentantka Rosji w biathlonie.

Cyl - nasza zawodniczka w tej samej dyscyplinie przynajmniej teoretycznie powinna być od niej o wiele skuteczniejsza przy tarczy.


Nic chyba jednak nie przebije poniższego:

Batko-Cnota z takim nazwiskiem Pani Bożena mogła w naszym mieście zostać tylko i wyłącznie ginekologiem.

:)

Pozdrawiam

P.S. Mam nadzieję, że w/w osoby mają do siebie odrobinę dystansu i nikt się na mnie nie pogniewa za powyższe skojarzenia

poniedziałek, 23 września 2013

Jestem byłym przestępcą

Kilka dni temu usłyszałem o sprawie Pana Michała Rusinka (tego od Wisławy Szymborskiej), którego okradziono w restauracji. Ponieważ lokal był wyposażony w monitoring, a nieudolna policja nie potrafiła złodzieja złapać, p. Rusinek opublikował w internecie film z kamery pokazujący osoby, które przywłaszczyły sobie jego pieniądze.

I się zaczęło: sam słyszałem, jak jakiś mądry prawnik tłumaczył telewidzom, że w świetle obowiązującego prawa nie można bez zgody zainteresowanego publikować publicznie jego wizerunku. Potem dopowiedział jeszcze policjant, że w ten sposób okradziony pokrzyżował organom daleko posunięte śledztwo, które z pewnością lokalnych Sherlock'ów już prawie doprowadziło do złoczyńców (czy coś w tym guście). Na koniec Pan Rusinek przyznał się do winy, że nie dysponuje pisemną zgodą złodziei na publikowanie ich twarzy w internecie.

Można się na powyższą sytuacją zdenerwować, można nią zgorszyć albo można się z niej uśmiać.

Mnie natomiast zjeżył się włos na głowie, a po plecach przeszły ciarki. Przecież ja też opublikowałem na swoim blogu setki zdjęć, a na nich tysiące osób. Od nikogo nie mam pisemnej zgody na taki proceder.

Nie jestem tylko pewien, czy zakaz publikacji dotyczy wszystkich ludzi czy tylko przestępców. A zresztą skąd mogę wiedzieć, czy wśród osób, które sfotografowałem nie ma jakichś złodziei, zboczeńców albo innych rzezimieszków.

Jak to dobrze, ze zepsuł mi się aparat. Dzięki temu jestem byłym przestępcą z szansą na resocjalizację, mam nadzieję.

Dziś wpis bez żadnego zdjęcia.

Pozdrawiam

niedziela, 22 września 2013

Głupi ksiądz

Czy macie w Waszych parafiach księdza, który potrafi stanąć przed wiernymi i na kazaniu powiedzieć, że nie rozumie, że jest chyba za głupi? Jak zrozumieć dzisiejszą Ewangelię, gdy Chrystus w przypowieści pochwala złodzieja i oszusta?

Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił.

Jakie roztropnie? Przecież go okradł, aby się na przyszłość przypodobać wierzycielom.

I dalej:

Zyskujcie sobie przyjaciół nie­godziwą mamoną ...

Przyjaciel za pieniądze?

O co tu chodzi? Ja też nie rozumiem. Też jestem głupi.


I jednocześnie ciągle brzmią mi w uszach przytaczane już tu przeze mnie słowa z książki Hołowni: "... Bóg dając nam Ewangelię, nie dołączył do niej markera pozwalającego podkreślać wygodne dla nas fragmenty".


Dobrze, że nasz ksiądz nie starał się na siłę wytłumaczyć, przerobić, dopowiedzieć, co Pan Jezus miał rzekomo na myśli. Bardzo cenię ludzi, którzy mają odwagę i pokorę powiedzieć: "nie wiem", "nie rozumiem".


Nasza wiara - myślę sobie - nie jest sprzeczna z rozumem. Jednakże wiara zakłada również stanięcie przed Tajemnicą. Nie wszystko da się zrozumieć, nie wszystko da się ogarnąć umysłem. Można i trzeba również trudne fragmenty Pisma Św. przemyśleć i przemodlić, ale nie miejmy złudzeń:

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami -
wyrocznia Pana.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje - nad waszymi drogami
i myśli moje - nad myślami waszymi. 

Wiedział już o tym Prorok Izajasz.

Pozdrawiam

sobota, 21 września 2013

Brat na Cidrach

Możno niy wszyscy wiedzom, że moj bracik je kapelonkym.

Łod poczontku tego miesionca przeciepli go z Łorny na Cidry. Tak to już ksiynżoszki majom, że co pora lot muszom sie kludzić na nowe śmieci.

Jakby tak ftoś niy wiedzioł kaj som Cidry i skuli czego tak sie nazywajom, to tuplikuje to w łostatnim Dziynniku Zachodniym Marek Szołtysek: klik.

W łostatnio środa na wieczor pojechali my z Jackym jego ujka nawiedzić skuli tego, że mioł gyburstag. Moja boła "pociongajonco i smarkato", toż łostała w doma z pełnom krzynkom taszyntuchow. Łukasz zaś trynowoł to, co łon tam trynuje i my pojechali ino we dwóch, prosto do kościoła. Nigdy wcześnij żech na Cidrach niy boł. Pora lot tymu zawsze my dojechali ino do Rojcy, bo kiejś tam boł moj bracik.

Kościoł w Cidrach majom wielgaśny, z dugimi łoknami i wieżami pod same niebo - taki neogotyk. 

Fotka ze farskij strony

Siedli my we ławkach, kere boły doś wygodne, bo i na klynczniku i pod tyłek mieli je czymś miyntkim wyściełane. Zygor piznoł sześ, a do łołtorza żodyn niy wyłazi. No ale za kwila ludziska (a boło ich doś sporo) zaczli stować i patrza, a idzie łod tyłu kościoła cołko asysta: nojpiyrw dwóch górnikow w strojach galowych z kadzidłym, potym ministranty i misiezdo szafarze, baby łobleczone w ślonskich keckach i na końcu sześciu ksiynżoszkow z mojim bratym rachujonc. Myśla sie: jeszcze go niy znajom, a już mu wyprawiyli take przyjyńcie.

Mszo boła jak na Sumie - festelnie uroczysto. Trza boło dować pozor, bo na Cidrach majom w kościele jeszcze stare przyzwyczajynia. Pamiyntom, że za bajtla u nos na Staryj Halymbie tyż tak boło, że na łofiaro nojprzod szli same chopy, a jak skończyli, to dopiyro baby. Ino nasza kuzynka (co tyż przijechała), sie niy zmiarkowała i poleciała razym ze swoim i wszyskimi chopami w piyrszyj zorcie.

Jak my już wszysjcy za kapelonka porzykali, to na koniec boły winszowania: nojpiyrw piyknie pedzieli, jego nowy farorz, potym roztomajte farske ferajny. Na koniec moj bracik piyknie podziynkowoł i nom wszyjskim łod Ponbóczka pobłogosławioł.

Aha, musza jeszcze spomnieć, że śpiywoł chór i jak my już mieli z kościoła wyłazić, zaintonowali w polskij wersji taki szlager, kery udało mi sie znjoś w łorginale:


Dyć nuca se to do terozka :)

Łostońcie z Bogiym

wtorek, 17 września 2013

Biskup Józef Życiński

Modliłem się dziś przy grobie Arcybiskupa Życińskiego - jednego z moich ulubionych.

RIP

Pozdrawiam

O biskupach

Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nie przebierający miary w piciu wina, nie skłonny do bicia, ale opanowany, nie kłótliwy, nie chciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży? Nie może być świeżo ochrzczony, ażeby wbiwszy się w pychę, nie wpadł w diabelskie potępienie. Powinien też mieć dobre świadectwo ze strony tych, którzy są z zewnątrz, żeby się nie naraził na wzgardę i sidła diabelskie.

To nie ja. To św. Paweł.

Pozdrawiam

niedziela, 15 września 2013

Maraton Wrocławski - muzealny

Dziś rano zabrałem Łukasza (i nie tylko) do Wrocławia na turniej footballu amerykańskiego.

Nie będę jednak tkwił na boisku przez kilka godzin, wiec po odstawieniu go na miejsce, podjechałem z pewną miłą młodą osobą do centrum stolicy Dolnego Śląska.

Dziś po tym mieście nie jeździło się łatwo, bo odbywał się tam maraton biegowy. Podziwiam ludzi w różnym wieku, którzy są w stanie podejmować taki wysiłek. Tym bardziej dzisiaj, gdy pogoda nie zachęcała do wychodzenia z domu.

Po kilku krokach po wrocławskim rynku w strugach nieprzyjemnego deszczu, trzeba było odpalić plan awaryjny - zwiedzanie czegoś pod dachem.

Nigdy wcześniej nie miałem okazji zobaczyć Panoramy Racławickiej. Podjechaliśmy pod miejsce wskazane przez GPS. Po drodze z samochodu mogliśmy kilkakrotnie kibicowac maratończykom. Do najbliższego "seansu", na który udało nam się kupić bilety, pozostała nam jeszcze ponad godzinka. Na ten sam bilet można wejść też do pobliskiego Muzeum Narodowego, więc przed bitwą Kosynierów zobaczyliśmy jeszcze malarstwo europejskie zgromadzone we Wrocławiu i zahaczyliśmy o sztukę Śląska z czasów średniowiecza.

Potem była Panorama Racławicka. Przez tunel weszliśmy do rotundy i po chwili znaleźliśmy się w środku bitwy pod Racławicami. Kościuszko właśnie posyłał na Rosjan kolejny oddział Kosynierów. Ktoś zdobywał armatę, a tuż obok postrzelony koń wierzgał nogami padając na pole.
Styka z Kossakiem stworzyli niesamowite widowisko. Warto to zobaczyć. Cały "spektakl" trwa zaledwie pół godziny.

Po wyjściu uznaliśmy z młodą osobą, że trzeba wrócić do Muzeum Narodowego kontynuować przerwane wcześniej zwiedzanie. Tak więc sztukę Śląska rozszerzyliśmy sobie o kolejne wieki, aż niemalże do czasów współczesnych. Choć nie byliśmy w bojowych nastrojach, to daliśmy się (wzajemnie) namówić również na wystawę pt. Oręż europejski. Mam jednak wrażenie, że bardziej podobała nam się klasyczna sztuka: obrazy, rzeźby, a nawet szafy, niż przedmioty, którymi ludzie na przestrzeni wieków robili sobie krzywdę. Z ostatniej wystawy jakiegoś współczesnego "artysty" uciekliśmy co prędzej, żeby nie psuć sobie gustu.

Po maratonie muzealnym, mijając znów maratończyków podjechaliśmy na tereny stadionu olimpijskiego, gdzie znajdowała się meta biegu, a tuż obok na boisku rozgrywano turniej footballu amerykańskiego. Zdążyliśmy akurat na ostatni mecz. Bez większego zaangażowania w doping drużynom, poczekaliśmy aż Łukasz zakończy swoje obowiązki sędziowskie.

Wróciliśmy szczęśliwie do domu, ale muszę przyznać, że jestem tak zmęczony, jakbym faktycznie sam przebiegł te 42 km maratonu.

Pozdrawiam

P.S. Zdjęć nie ma, bo aparat odmówił współpracy. A szkoda, bo byłoby kilka bardzo interesujących.

sobota, 14 września 2013

Halemba - the best

Halemba, to najlepsze miejsce do mieszkania w całej Polsce.


Nie wierzycie?

Mam na to naukowe dowody.

Właśnie przeczytałem, że badania przeprowadzone przez zespół prof. Janusza Czapińskiego w ramach projektu "Diagnoza społeczna 2013" pozwoliły stwierdzić, iż Ruda Śląska znajduje się na 4 (słownie: czwartym) miejscu wśród miast, w których żyje się najlepiej. Przed nami tylko Gdynia, Poznań i Gdańsk.

Natomiast wśród wszystkich dzielnic naszego miasta, co w przeciwieństwie do powyższego, nie jest zaskoczeniem, najprzyjaźniejszym miejscem jest oczywiście Halemba. Jestem pewien, że bez tych części, które zaniżają poziom, właśnie Halemba przeskoczyłaby nawet Poznań i całe Trójmiasto razem wzięte. :)

Pozdrawiam

czwartek, 12 września 2013

Drogi, drogi ...

We wtorek, jak prawie co tydzień, byłem w Cieszynie.

Dziś jeszcze jadę do Puław, bo jutro o 9.00 mam tam spotkanie.

W niedzielę z Łukaszem będzie nas można zobaczyć we Wrocławiu.

W najbliższy wtorek muszę się zameldować w Lublinie, w związku z czym kolejny raz do Cieszyna pojadę dopiero w czwartek.


Nie narzekam. Lubię jeździć, choć czasem bywa to męczące.

Pozdrawiam

wtorek, 10 września 2013

Zagrożenia duchowe

Obym się mylił, ale odnoszę czasem wrażenie, że temat zagrożeń duchowych bywa ostatnio zbyt wyeksponowany, również wśród ludzi żyjących bardzo serio swoją wiarą.

Z jednej strony nie chcę zagadnienia bagatelizować. Oczywiście różnego rodzaju zagrożenia duchowe w dzisiejszym świecie występują. Ich kaliber bywa bardzo różny. Od najtrudniejszych sytuacji, gdy w skrajnych, mam nadzieję, przypadkach, jakaś osoba jest opętana przez szatana. Do różnych głupawych po prostu zachowań, gdy człowiek wierzy w pecha po przejściu czarnego kota.

Myślę sobie, że zagrożenia duchowe są trochę analogiczne do zagrożeń cielesnych.

Nie da się żyć bez ocierania się o niebezpieczeństwa. Nie da się też żyć widząc ciągle wokół siebie zagrożenia, które powodują strach i odbierają radość życia.

Oczywiście, że podróż samochodem jest niebezpieczna. Sam dziś widziałem wypadek, po którym przodu samochodu po prostu nie było. Co stało się z kierowcą? Nie wiem, bo gdy dojechałem do feralnego skrzyżowania obstawionego przez policję i inne służby, ofiara już była odwieziona do szpitala.

Czy aby uniknąć zagrożeń nie powinienem więcej siadać za kierownicą? A może w ogóle nie wychodzić z domu? Absurd. 

Nie mogę też wsiadać do auta z ciągłym strachem, że coś może mi się stać, bo moge przegapić radość oglądania pięknych zmieniających się krajobrazów za oknem lub zaniedbać odwiedzenia przyjaciół do których mam ileś tam kilometrów.

Pewnie, że nie powinienem zagrożenia potęgować i np. jeździć w obszarze zabudowanym 150 km/h. Po to są tu przepisy drogowe, byśmy wszyscy byli w miarę bezpieczni.

Podobnie jest chyba w zagrożeniach duchowych. Nie da się ich uniknąć. Nie mogę wyrzucić telewizora, bo tam czasem pokazują różne niegodziwości. To nie telewizor czy internet jest problemem. Niebezpieczeństwo stwarzam sobie i innym sam, gdy wchodze np. na strony  pornograficzne. Mogę natomiast używać telewizora czy internetu w sposób maksymalnie bezpieczny, czyli zgodnie z "przepisami drogowymi", którymi w życiu duchowym są po prostu Boże Przykazania.


Muszę też pamietać, że jakiekolwiek nie byłyby potegi zła, to Jezus Chrystus poprzez Swoją śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie pokonał je raz na zawsze i żyjąc z Nim, absolutnie nic mi nie grozi. 

Pozdrawiam

poniedziałek, 9 września 2013

3 x 0,5 mln zł

Kilkanaście dni temu zaskoczyła mnie informacja, iż na jednym ze skrzyżowań w naszym mieście będą budować (już budują) sygnalizację świetlną za prawie pół miliona złotych. Kwota wydawała mi się wysoka. Nawet sprawdziłem informacje o przetargu. Były dwie oferty - druga jeszcze droższa. Zajrzałem też do przedmiaru robót, by dowiedzieć się ile to wymaga pracy, ile setek metrów kabli, rur, itp. W końcu doszedłem do wniosku, że faktycznie tego typu inwestycja może być warta ok. 500 tys. zł.

Kilka dni później zauważyłem kolejną podobną wzmiankę o remoncie basenu w Kochłowicach, gdzie wartość prac też wynosi pół miliona złotych. Dziesięcioletni raptem basen niestety został nadszarpnięty na skutek szkód górniczych i teraz kopalnia na swój koszt musi obiekt naprawić. Tu nie miałem żadnych wątpliwości. Umiem sobie wyobrazić, że takie roboty mogą kosztować 500 tys. zł.

Natomiast, gdy usłyszałem w radiu i przeczytałem w gazecie, iż "Są pieniądze na ratowanie cennych śląskich zabytków" i te pieniądze to również pół miliona złotych, to nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać. Dotację tej wielkości wyasygnował łaskawie Samorząd Wojewódzki. 

Ludzie kochani, jeśli nie ma pieniędzy, to ja to rozumiem. Trzeba powiedzieć, że nie stać nas na zachowanie zabytków w naszej okolicy.

Natomiast mówienie i pisanie, że między innymi 20 tys. zł pójdzie na "kontynuację ratowania częściowo zrujnowanego budynku administracyjnego dawnej Huty Uthemanna w katowickiej dzielnicy Szopienice" jest - moim zdaniem - drwieniem z osób, które taki tekst czytają. Za 20 tys. to firma budowlana jest w stanie postawić toy-toya i niewielki baraczek. Może województwo za te pieniądze wynajmie (w przetargu oczywiście) Pana Janka i kupi mu 20 kg gipsu, żeby mógł przez 2 miesiące coś tam sobie poszpachlować.

Tak samo w skali całego województwa za 500 tys. zł to można chyba jedynie przed niektórymi ruinami zabytków trawę wykosić.

No tak, ale w świat poszła informacja: SĄ PIENIADZE NA RATOWANIE ...

Pytam się tylko, co robią dziennikarze, którzy bezkrytycznie puszczają w świat takiego newsa. Dlaczego nie zadają naszym politykom pytania o sens i o prawdziwość postawionej tezy, że pieniądze "są" wtedy, gdy faktycznie ich po prostu NIE MA.

"Cieszyńska Wenecja" też czeka na podratowanie

Pozdrawiam


niedziela, 8 września 2013

Ewengelia hejterów

Mój starszy syn po powrocie z porannej Mszy Św. stwierdził, że dziś jest Ewangelia hejterów:

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

 Trudne to słowa. Można by oczywiście tłumaczyć, co Pan Jezus miał na myśli albo ten fragment przemilczeć. Nie dalej, jak w ostatni piątek przeczytałem w książce Szymona Hołowni taki fragment: 

"... Bóg dając nam Ewangelię, nie dołączył do niej markera pozwalającego podkreślać wygodne dla nas fragmenty".

Każdy niech więc sam przetrawi sobie ten fragment Ewangelii.


Mnie natomiast fascynuje jeszcze kolejny akapit:

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: »Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć«.

Jako osoba wychowana w czasach realnego socjalizmu, kiedyś nie do końca rozumiałem o co chodzi. Po czasach Gierka zostało nam przecież wokół mnóstwo rozpoczętych, a nie zakończonych inwestycji, które potem niszczały przez całe lata (niektóre do dziś). I nikt z tego jakoś nie drwił.

Gdy wybudowałem własny dom, zrozumiałem.


Nie ma wiary, w wersji light. Nasza religia jest dla twardzieli, dla prawdziwych mężczyzn i dzielnych kobiet:

Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.


Dobrej niedzieli życzę!

sobota, 7 września 2013

Domowe wino

Nie znam się za bardzo, ale mam takie wrażenie, że moje winogrona są już całkiem dojrzałe.





















Są chętni, by mnie nauczyć, jak zrobić domowe wino?

Pozdrawiam

Modlitwa o pokój

Modlitwa św. Franciszka:

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju,
abym siał miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
światło tam, gdzie panuje mrok;
radość tam, gdzie panuje smutek.
Spraw abym mógł,
nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać;
albowiem dając, otrzymujemy;
wybaczając, zyskujemy przebaczenie,
a umierając, rodzimy się do wiecznego życia.
Przez Chrystusa Pana naszego.


Pozdrawiam

czwartek, 5 września 2013

Upadek dziennikarstwa

Z coraz większym obrzydzeniem zaglądam na portale internetowe.

Dlaczego?

Wycięte przed chwilą z Interii z części Fakty:



Czy to na prawdę jest obraz naszego świata? Nie sądzę. Natomiast z pewnością jest to obraz upadku dziennikarstwa, które nie potrafi zauważyć wokół nic poza makabreskami.

Na Wirtualnej Polsce nie jest lepiej:



Na onecie natomiast przeczytałem artykuł podpisany przez "dziennikarza onetu" i podanym źródłem informacji: "onet". Czyli dziennikarz onetu pisząc artykuł opiera się na ... swoim własnym artykule?

Gdy natomiast jedna gazeta rzuci "newsa" z odgrzewaną informacją sprzed 4 lat, to na drugi dzień piszą o tym wszyscy, a nikt nie pomyślał nawet o tym, by gdzieś zadzwonić, sprawdzić daty, sięgnąć do źródła (rzeczywistego, a nie z własnej redakcji, tudzież innego tabloida).

Chciałoby się na koniec napisać coś optymistycznego, ale jakoś dziś nie przychodzi mi nic do głowy.

Pozdrawiam

Etykiety

zdjęcia (935) wiara (542) podróże (402) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (260) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (177) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)