niedziela, 29 czerwca 2014

Tata - Czerwony Kapturek

Ostatnio, gdy byłem u laryngologa, dostałem tabletki na lepsze ukrwienie okolic ucha. Łykałem je regularnie, bo wyczytałem w ulotce, że poprawiają również pamięć, a wszelka pomoc dla mojej sklerozy mi się z pewnością przyda.

Klika dni temu przy śniadaniu Jacek zapytał:
- Tato, na co ci te tabletki?
- Żeby cię lepiej słyszeć - odpowiedziałem.
- Aha.
- A potem będę łykał kolejne, żeby cię lepiej widzieć - dodałem.
- Później dostanę tabletki na zęby - zakończyłem dialog.

:)

Pozdrawiam

sobota, 28 czerwca 2014

Zbrodnia i kara

Jakiś rok temu zacząłem słuchać w samochodzie audiobook "Zbrodnia i kara" Fiodora Dostojewskiego. Wspominałem kiedyś.

Potem "lekturę" zaniechałem. Jednak ostatnio spędzając długie godziny za kółkiem, wróciłem do powieści. Dziś podczas pracy w ogródku zakończyłem w tym zakresie uzupełnianie moich braków w znajomości światowej literatury.



Wersja audio ma te wadę, że nie da się podkreślać, jak w książce, ciekawych miejsc.

Jednak dzięki internetowi można jakieś cytaty przytoczyć.

Czego się z od Dostojewskiego nauczyłem? Mam nadzieję, że ani popełniać zbrodni, ani dawać sobie radę z karą.

Może poznałem nowe podejście do kobiet:

(...) w końcu zaś uruchomiłem wielki i niezachwiany sposób ku podbojowi niewieścich serc, sposób, który nigdy nikogo nie zawiedzie i który oddziaływa na wszyściuteńkie, co do jednej, bez żadnego wyjątku. Sposób to znany: pochlebstwo. Nie ma w świecie nic trudniejszego od prostoduszności i nie ma nic łatwiejszego niż pochlebstwo. Jeśli w prostoduszności choć jedna setna tonu zabrzmi fałszywie, to natychmiast następuję rozdźwięk, a za nim – klapa. Natomiast pochlebstwo, nawet jeżeli wszystko, aż do ostatniej nuty, jest w nim fałszywe, to i tak bywa ono miłe i słucha się go nie bez przyjemności; wprawdzie wulgarna to przyjemność, ale przyjemność. I choćby pochlebstwo było najwulgarniejsze, przynajmniej połowa wydaje się zawsze prawdą. Dotyczy to zaś każdego poziomu rozwoju i każdej klasy społecznej. Nawet westalkę można uwieść za pomocą pochlebstwa. Cóż dopiero – zwykłych ludzi.

:)

A tak serio, to coś w tym jest i przede wszystkim samemu trzeba się do pochlebstw, które mi ktoś prawi, zbytnio nie przywiązywać.

Pozdrawiam

Czerwone paski

Mam się czym pochwalić.

Jacek skończył podstawówkę z bardzo dobrymi wynikami, a Łukasz drugą klasę liceum też ze świadectwem z czerwonym paskiem.

Tak wyglądały wczoraj ich trofea:

video


Panowie! Dziękuję za wasze zaangażowanie.

Wy podziękujcie Bogu za talenty, jakimi was obdarzył.


Dobrych wakacji!


Pozdrawiam

czwartek, 26 czerwca 2014

Najpiękniejszy widok w podróży

Najpiękniejszy widok w podróży, to taki:



Wiem, nic tu spektakularnego, ale to dojazd do Katowic, czyli już blisko domu. A to zawsze jest najpiękniejszy widok w podróży.

Pozdrawiam z domu


środa, 25 czerwca 2014

Po drugiej stronie Wisły

Jak każda rzeka, również Wisła ma dwa brzegi.

Ponieważ jestem w tej chwili po tej drugiej stronie, musiałem przejechać przez most. Dziś wybrałem ten najładniejszy na mojej trasie - Most Solidarności w Płocku.


Mam nowy gadżet i udało mi się zrobić na moście kilka zdjęć. Ruchomy obrazek zmontował się sam :)

Pozdrowienia z Płocka

wtorek, 24 czerwca 2014

Jo, łojciec

Wczoraj boło ło mojim łojcu, toż możno trza tyż naszkryflać ło mie, bo jo tyż je łojcym. 

Jaki żech je, to trza by spytać mojich synow. 

Piyrsze take na fest doświadczynie bycia tatom mioł żech w lazarycie zarozki po tym, jak sie urodził nasz piyrworodny. Ela po cesarce boła jeszcze bamontno, jak żech przijechoł naszym maluchym na porodowka. Zresztom jo som tyż boł cały fort. Posłali mie do izby w lazarycie, kaj były same bajtle i jedna hebama dała mi do rynki take małe zawiniontko i pado, że to je moj synek i mom go zaniyś do mamy - miała kobita łodwaga! 
A jo go wzion na rynce i żech nios bez taki duuuugi korytarz i boł żech wtedy nojdumniejszy łojciec na cołkim świecie.

Niy dugo po tym, tak sie złożyło, żech łostowoł z kilkumiesiyncznym bajtlikym som w doma na łikynd, bo mama jechała do Łopola na załoczne sztudyrowanie. Babcia boła w łodwodzie, ale dowali my se rada we dwojka sami: mały sy mnom, a jo s nim.

Jak sie narodzioł nasz drugi synek, tyż żech sie fest radowoł. Pamiyntom, że ło tym, że spodziywomy sie drugego dzidziusia, moja ślubno pedziała mi, jak żech wrocioł z ponci do Rzymu.

Modszy bracik boł zowżdy bardzij miglanc. Jeszcze niy łazioł, a już piyrszy roz tak wsadzioł starszymu do kichola swoje maciupke paluszki, że Łukaszowi puścioła sie krew.

Braciki jednak doś dugo ze sobom kolegowali. 

Wczasy w 2003

U nos na łogrodku, póki łoni za fest niy wyrośli, a jo jeszcze się niy postarzoł, we trzech grali my fusbal abo w co inkszego. Nauczołch ich pyndalować na kole i szusować na nartach (tu sporo pomogła tyż jedna ciotka).

Dzisiej tyn starszy wiyncyj je na zolytach, niż w doma. Modszy, niby bajtel, a już taki srogi, jak jo.

Wyrośli już te nasze chopcy. Mimo, że jo niy ma łojciec idealny myśla, że trocha dobrych rzeczy tyż łody mie erbli. Jak na razie niy mom sie ło co gańbić. 

Łostońcie z Bogiym

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Moj Łojciec

Moj Łojciec to je ciekawy chop.

Łod bajtla pamiyntom, że zowżdy boł.

To niy je typ łojczulka kery by nos chopcow, czyli mie i bracika jakoś specjalnie głoskoł. Niy, łojciec na nos niy dmuchoł i niy chuchoł.

Na wczasach w 1978

Łojciec zowżdy mioł coś do roboty i niy mioł skuli tego za dużo do nos czasu. Ale boł.


Pamiyntom jak mi kupioł kiejś koło. No ale jo niy poradzioł na nim jeździć. W końcu wzion mie na dwor i mioł mie uczyć. Ja, ale moj łojciec nigdy za dużo nerwow niy mioł i po jednyj takij lekcji, jo już sie woloł nauczyć pyndalować samymu. Niydugo zetrwało, a już żech szusowoł.

Po jakimś czasie, jak żech już poradzioł jeździć - tak mi sie przinajmij wydowało, kajsik żech na tym kole wyrżnoł. Kolana poczaskane, rynce połobdziyrane, krew sie leje. Jakoś żech do dom doszoł, wloz żech na nasz szworty sztok, klupia do drzwiyrzy. Łotwar łojciec, kuknoł na mie i pado:
A koło całe? 

Może trza tu dopedzieć, że czasy boły ciynżke - kryzys i nowego koła niy szło kupić. Jak mi je potym chachory ukradli pod Merkurym, to żech musiol łazić piechty.


Jadna z tych rzeczy, co mie łojciec nauczoł to podyjście do roboty i chyba do życio tyż. My tam za wiela nigdy niy pogodali, ale do dzisioj brzynczy mi w ucholach jego powiedzynie:
- Synek, jak coś robisz, to zrob to roz, a porzondnie.

Mom nadziejo, że choć trocha sie do dzisioj do tego stosuja.


Łostońcie z Bogiym

niedziela, 22 czerwca 2014

Polityka i wróble

Czy dzisiejszy fragment z pierwszego czytania mszalnego nie mógłby być dobrym opisem tego co dzieje się ostatnio w polskiej polityce?

„Słyszałem oszczerstwo wielu: 
»Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!«. 
Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: 
»Może da się zwieść, tak że go zwyciężymy 
i wywrzemy swą pomstę na nim!«.

Jednak Prorok Jeremiasz nie mówi tu o polityce. Mówi o naszym strachu. Może też o strachu polityków, ale przede wszystkim o moim niepokoju, bojaźni, lękach.

Jak sobie z obawami radzić? Nie wiem. Sam czasem im ulegam.

Dobrze jednak posłuchać Chrystusa:

(...) żaden z [wróbli] bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. 
U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. 
Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.


Na wszelki strach dobrze też działa codzienne życie z Bogiem. Codzienne przyznawanie się do Jezusa zarówno w słowach, jak i w czynach. Często w czynach jest trudniej, ale warto:

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, 
przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Pozdrawiam

sobota, 21 czerwca 2014

Zarościałe koło

Koło mom niby nowe, boch je kupił zeszłego roku, ale trza dować pozor, coby niy zarościało.

Skuli tego czasym je wyciongom z garażu i ida s nim na dwor, coby sie trocha luftło. 

Dzisioj, jak żech wyjyżdżoł, to na niebie boły take chmurska, żech sie lękoł, czy niy zmoknymy. A to by niy zrobiło dobrze i na moje stare kości i na koło. Jednak żech startnoł. 

Zaroz za winklym, żech sie chcioł wrócić, bo piździało, jak za cara. Choć wzion żech sie jakla. 

Możno trza jechać bardzij gipko, to się rozgrzeja - żech sie pomyśloł. 

Po poru kilosach zrobiło mi sie cieplij. 

Potym jeszcze kaś zza chmurow wylazła klara i zaczło mie piyknie grzoć po plerach - widać prawie żech pyndalowoł na północ. Nawet w lasku zrobiło sie blank przijymnie.


Bołoby jeszcze lepij, jakby mi niy szwankowały kolana. Cosik mi tam szcziko i jak żech krzywo nastompioł przy zlazowaniu z koła, kasik tam w lesie, to pierońsko mie zabolało.
W końcu przipyndalowołch nazod do dom i je mi już blank gorko. Siod żech sie w łogrodku, a tu moja ślubno wyłazi z lodami.



Jo to sie mom dobrze, pra? 

Łostońcie z Bogiym!

czwartek, 19 czerwca 2014

Boże Ciało 2014

Boże Ciało - Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej to szczególny dzień.

Gdy byłem dzieckiem i do kościoła mieliśmy na Starą Halembę dość daleko, marzyłem o tym, by procesja mogła iść również pod naszym blokiem i moglibyśmy wtedy udekorować nasze okna.

Kiedy powstała parafia na Nowej Halembie, w końcu się doczekałem. Po kilku latach śp. Proboszcz zmienił pierwotną trasę, by procesja wchodziła głębiej w osiedle i faktycznie jako wtedy ministrant mogłem przemaszerować pod własnym blokiem.

Dziś mieszkamy od 10 lat na Starej Halembie i był chyba jeden taki rok, gdy trasa procesji prowadziła blisko naszego domu.

Będąc nadzwyczajnym szafarzem Komunii Św., staram się żyć Bożym Ciałem i Krwią. W jakiś sposób to też moje święto. Nasz Proboszcz potrafi to zaakcentować i od kilku lat Msza Święta przed procesją jest w jednej z intencji sprawowana również za nas - szafarzy. Dziękujemy!

A potem ruszamy przed Jezusem Eucharystycznym, który w szczególny sposób jest w tym dniu między nami obecny - również tu na Halembie.

Zdjęcie z 2012 roku

 Pozdrawiam

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Podglądanie bez afery

Jeśli o mnie chodzi, to bardziej wolę podglądać niż podsłuchiwać. I to tak, żeby nie było z tego żadnej afery.

W ostatnią sobotę trochę się zastanawiałem, czy na Industriadę pojechać. Jak zwykle, w ramach podglądania, miałem zamiar zrobić kilka zdjęć i bałem się, że deszczowa pogoda pokrzyżuje moje plany.

Fakt, lało momentami niemiłosiernie, ale mimo to, a może właśnie dlatego, udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć.


















Czasem nawet zalana deszczem szyba może stworzyć ciekawy efekt.

Pogoda pozwoliła też na to, by zdjęcia miały ciekawe tło chmurnego nieba.


Jakoś sobie radzę z aferą podłuchową, wypierając ją podglądaniem bez afery.
A Wy?

Pozdrawiam

niedziela, 15 czerwca 2014

Trójca Święta

Na teologii się nie znam.

Fresk z Kaplicy Zamkowej w Lublinie

Mogę się tylko pomodlić:

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu!


Pozdrawiam

Industriada 2014

Wybrałem się wczoraj w ramach Industriady do Katowic.

Muzeum Śląskie, które powstaje na terenie dawnej Kopalni Katowice, choć jeszcze nieczynne, robi wrażenie.

Muzeum Śląskie

Pogoda nie popsuła mi zwiedzania, choć trochę zmokłem.

Szyb w deszczu

Żeby nie łazić po deszczu wszedłem do nowych budynków Muzeum Śląskiego.

Wnętrze Muzeum Śląskiego

Dziwne wrażenie robiły puste sale, bo Muzeum ma być otwarte dopiero w przyszłym roku i ekspozycje będę dopiero tworzone.

Spotkałem za to "szalonych fizyków".

Pokazy "szalonych fizyków"

Nawet zza mokrych szyb obiekty Muzeum prezentowały się imponująco.

Muzeum Śląskie

Niestety z powodu aury (oraz awarii windy) nie można było się dostać na wieżę szybową.

Wieża szybowa

Ciekawie prezentuje się połączenie nowoczesnych budynków z historycznymi obiektami przemysłowymi.

Muzeum Śląskie

Z mojej branży nie dało się nie zauważyć wieży wodnej.

Koło szybowe z wieżą wodną w tle

Trafiłem też do budynku warsztatów mechanicznych, gdzie można było zobaczyć sporo ciekawych obiektów przywiezionych również z innych zakładów przemysłowych Śląska.

Maszyna parowa z Huty Baildon z 1904

Tam eksponowano wykonane u nas militaria. Niestety przemysł ciężki zawsze i do dzisiaj służy też do zabijania (lub obrony).

Armata z II wojny światowej

Na koniec, w ramach deseru, odwiedziłem dawną maszynownię kopalni. Maszyna wyciągowa napędzana parą wodną pracowała tu od roku 1892 (!) do 1996 - ponad 100 lat!

Maszyna parowa wyciągowa
Bęben liny wyciągowej

Choć sam jestem inżynierem, miałem w tym miejscu taką refleksję, że my dziś z komputerami, programami, które liczą różne parametry, dzisiejszą wiedzą, techniką, elektroniką i informatyką jesteśmy strasznie marni. Prawdziwy Inżynier to był ten z końca XIX w. lub początku XX.

Cały ten układ działał ponad 100 lat

Mogłem być wczoraj 2 godzinki tylko w jednym miejscu z kilkudzisięciu, które w ramach Industriady gościły zwiedzających w wielu obiektach Górnego Śląska. 

Gratuluję pomysłodawcom i realizatorom tego przedsięwzięcia. Można inaczej spojrzeć na naszą śląską historię i przemysł, który w znacznym stopniu ją tworzył.

Pozdrawiam

sobota, 14 czerwca 2014

Eksplozja róży

W tym roku w naszym ogródku w ogóle nie zakwitła borówka amerykańska. Jagód, którymi częstowaliśmy się w poprzednich latach, nie będzie.

Winorośl jakoś też wygląda lekko zmarniała. Powoli dochodzi do siebie, ale po słabej zimie, wiosna jakoś jej nie służyła.

Od kilku lat mamy krzaczek piwonii. Z jakiegoś powodu - może kiepska ziemia, nigdy nie zakwitł. I nagle w tym roku pojawił się pierwszy kwiat. Dziś już przekwitł, ale jeszcze kilka dni temu wyglądał tak:

Piwonia

Za to nasza róża przed domem w tym sezonie po prostu oszalała. Nie pamiętam, by kiedykolwiek miała tyle kwiatów.

Róża

Idę sadzić goździki.

Pozdrawiam


czwartek, 12 czerwca 2014

Gość z Afryki

Mieliśmy dzisiaj gościa z Afryki.



Odwiedził nas przyjaciel - Misjonarz z Zambii.

Dobrze jest siąść przy kawie i serdecznie sobie pogadać. 

Wspominałem już, że buduje w Afryce kaplicę, która ma być poświęcona świętemu Jackowi. Widziałem na zdjęciu, jak rosną jej mury. Obraz Patrona jest już namalowany. Będzie to pierwsze miejsce na kontynencie afrykańskim poświęcone temu wielkiemu Ślązakowi. 

Sporo bym dał, by móc pojechać do Zambii na otwarcie kościółka.

Jakieś marzenia trzeba mieć nawet, gdy wydają się absolutnie nierealne.

Pozdrawiam

środa, 11 czerwca 2014

Na autostradzie

Jak czytelnicy mojego bloga zauważyli, sporo podróżuję po Polsce.

W ostatnich tygodniach dość często jeżdżę odcinkiem autostrady A1 na północ od Łodzi. Bardzo się ucieszyłem, gdy dopiero co oddano do użytku brakujący fragment na wysokości Włocławka.

To akurat A4

Nie minęło jednak dużo czasu, a ponad 15 km nowej drogi w połowie zamknięto ograniczając prędkość i pozostawiając do dyspozycji kierowców tylko jeden pas ruchu. Nie miałbym nic przeciwko temu. Rozumiem, że autostradę otwarto, a teraz trzeba jeszcze różne prace dokończyć. Problem polega jednak na tym, że pachołki rozstawiono, drogę zwężono i ... nic się nie dzieje. Zerknąłem właśnie na stronę GDDKiA i znalazłem następujące informację:


Wynika z tego, że prace będą trwały do końca roku. Nie, błąd! Wynika z tego, że zamknięte będzie do końca roku chyba, że nie zdążą i trzeba będzie termin przedłużyć.

* * *

Inna ciekawostka.

Nie chcę nikomu ubliżać, ale po czym poznać, że cywilizacja trafiła do miejsc, gdzie dotychczas były tylko wiejskie drogi? Jak facet w wieku emerytalnym na autostradzie zmienia sobie koło w swoim cinquecento, a jego żona co chwilę wychodzi zza samochodu sprawdzając, czy mu robota dobrze idzie.

Tak serio, to takie zachowanie na autostradzie jest śmiertelnie niebezpieczne.


Pozdrawiam

wtorek, 10 czerwca 2014

Paris

Wczorajszy tekst przypomniał mi o naszym rodzinnym week-endzie, który spędziliśmy w Paryżu.

Była maj 2007 i wtedy jedyny raz w życiu udało nam się polecieć gdzieś samolotem całą rodzinką i to do stolicy Francji (w ramach nagrody prezesa - taki rodzaj premii).

Zamieszkaliśmy w hoteliku obok Łuku Triumfalnego.


Stamtąd poszliśmy spacerkiem w stronę Wieży Eiffela.


Widoki z góry są niesamowite.


Mimo, że na najwyższym poziomie nie byliśmy, co chłopcy wypominają mi do dzisiaj. 


Szczerze mówiąc, sam żałuję, że nie wyjechaliśmy windą na ostatnie piętro.

Spod Wieży Eiffla pojechaliśmy metrem na Montmartre, gdzie podziwialiśmy piękno Bazyliki Sacré-Cœur.


Wieczorem weszliśmy na górę L'Arc de Triomphe, więc mogliśmy po raz kolejny zachwycać się La Tour Eiffel w wersji z nocnymi iluminacjami.


W sobotę wybraliśmy się do Luwru. Nie było czasu na wnętrza, ale nawet z zewnątrz jest co podziwiać.


Wieżę Eiffla widać w Paryżu właściwie z każdego miejsca, również z Placu Zgody.


Nie mogliśmy nie zobaczyć Katedry Notre Dame.


W to miejsce wróciliśmy jeszcze w niedzielę przed odlotem do domu na Mszę Świętą.


Pamiętam, że ta Eucharystia była dla mnie dużym przeżyciem. Przepiękne gotyckie mury, śpiewy gregoriańskie i liturgia przygotowana na najwyższym poziomie.

Było pięknie!

Pozdrawiam

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Wielka francuska (anty)polityka

Francja to wielki, piękny kraj. Jeden z filarów współczesnej Europy.

Byłem tam kilka razy, głównie w Paryżu lub jego okolicach. Naprawdę robi wrażenie.

Rok 2007

Ostatnio mam jednak pewne zastrzeżenia do tego państwa, które chciałoby z jednej strony dzierżyć jeden ze sterów światowej polityki, a z drugiej strony chyba oderwało się od dość podstawowych standardów, które w polityce powinny obowiązywać.

Gdy kilka lat temu między innymi Francja zaangażowała się w realizację rurociągu gazowego North Stream, który omijając Polskę i Ukrainę pozwala pompować rosyjski gaz bezpośrednio do zachodniej Europy podejrzewałem, że może z tego być problem. Nikt nie miał wtedy pojęcia, co stanie się za parę lat na Ukrainie, ale mnie było po prostu przykro, że kraje zachodnie angażują się w przedsięwzięcia, które są dla innych państw UE krzywdzące. No cóż, buisness is buisness.

Teraz w myśl powyższej zasady Francja właściwie nie zastanawia się, czy w obliczu rosyjskiej aneksji Krymu powinna sprzedawać Rosji najnowocześniejsze okręty podwodne. To inne kraje próbują na nią wpłynąć, by w obecnej sytuacji nie dozbrajała agresora.

Na dodatek ostatnio okazuje się, że Francja nie respektowała embarga nałożonego na takie kraje, jak Iran, Sudan czy Kuba. Niech poza kontrolą świata budują broń nuklearną, mordują własnych obywateli czy wszczynają wojny na pół Afryki. Jak jest do zrobienia interes, Francja się takimi "drobnostkami" nie przejmuje. Obchodząc po cichu ustalenia międzynarodowe, francuski BNP Paribas robił biznesy z wszystkimi. Gdy jednak mleko się rozlało i Stany Zjednoczone chcą nałożyć na bank karę, Prezydent Republiki próbuje dogadać się z Prezydentem USA. Nie przepadam za Barakiem Obamą, ale muszę powiedzieć, że podobała mi się reakcja Amerykanina, który miał odpowiedzieć Francois Hollande'owi, że "tradycja oraz nasz system polityczny zabraniają mi interweniować w sprawy sądowe".


Niestety, tak staromodne słowo, jak etyka w świecie wielkiej polityki musi obowiązywać. W przeciwnym razie te politykę robią mali ludzie, przestaje ona być wielką, a jej skutki, prędzej czy później będą opłakane.

Pozdrawiam

niedziela, 8 czerwca 2014

Prawie jak w Chorwacji

Ponieważ ostatnio dużo jeżdżę, jakoś próbuję zagospodarować sobie czas w samochodzie.

W piątek wcześnie rano, gdy startowałem, wrzuciłem do auta cały zestaw płyt CD, który zwykle zabieramy ze sobą na urlop. 

Wczoraj wracając do domu w pełnym słońcu, choć klimatyzacja dawała przyjemny chłodek, zamarzyły mi się wakacje. 

Wrzuciłem więc do odtwarzacza jedną z płyt. Ale sobie pośpiewałem ... po chorwacku:


Podobne zespoły słyszałem w Dalmacji na żywo. Lubię taką muzykę.

To może jeszcze Nicoleta (na obrazku okładka płyty, którą kupiłem chyba w Zadarze).


Pozdrawiam

Duch zdziwienia

Powtórzę dziś tylko za naszym świątecznym kaznodzieją:

Jeśli wyjdziemy z zamknięcia, otworzymy się na Ducha Świętego i zaprosimy Go do swojego życia wiary, to możemy się zdziwić.



Takiego zaskoczenia owocami Ducha Świętego sobie i wszystkim Wam życzę.

Pozdrawiam 

sobota, 7 czerwca 2014

Jestem w Sanatorium

Wczoraj miałem spotkania gdzieś tu w okolicy i wylądowałem na nocleg w Inowrocławiu.

Normalnie Sanatorium.

W życiu jeszcze czegoś takiego nie widziałem.






Nie mam pojęcia, czy fakt, że kapie sobie słona woda, komukolwiek w czymkolwiek pomaga. Wszystkim życzę zdrowia!

Mnie się te tężnie po prostu podobały.

Pozdrowienia z Inowrocławia

czwartek, 5 czerwca 2014

Medal Jacka i jazdy Łukasza

Właśnie paraduję po domu w medalu, którym przyszedł się pochwalić Jacek.

Był dzisiaj na zawodach i w biegach sztafetowych wywalczyli z kolegami srebro.


Łukasz z kolei właśnie wyszedł na kurs prawa jazdy. Część teoretyczną ma już za sobą i teraz jeździ z instruktorem po okolicy. Wczoraj się chwalił, że mknął autostradą. Dziś zaś, gdy spojrzał za okno zadał mi pytanie:
- Tato, jak włącza się w aucie wycieraczki?
- Podobnie, jak kierunkowskazy, na kierownicy, tylko z drugiej strony.
- Ale na dół czy do góry?
- Zależy od marki samochodu.
- A jak jest w twoim?
- U mnie nie trzeba włączać, bo mam takie ustawienie, że same się włączają, gdy pada deszcz.


Pozdrawiam

środa, 4 czerwca 2014

25 lat wolności

Właściwie nie wiem, co powiedzieć.


20 lat swojego życia przeżyłem w komunie.

Kolejne 25 w wolnej i demokratycznej Polsce - potrafię to docenić!

Dziękuję Bogu i ludziom za te lata, że możemy żyć w sposób, jaki dawniej oglądało się tylko na zachodnich filmach.

Pozdrawiam

Etykiety

zdjęcia (937) wiara (542) podróże (403) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (261) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (178) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)