sobota, 31 stycznia 2015

Wszystkim nagrody w Rudzie Śląskiej!

Lubimy dostawać nagrody, prawda?

W nagrodę za to, iż Policja nie radzi sobie z codziennym zabezpieczeniem mienia mieszkańców naszego miasta, Pani Prezydent zdecydowała, że z podatków miejskich wyasygnuje dla niej 100 tys. zł: KLIK. Tylko przypomnę, że Policja jest finansowana też z naszych podatków, ale z budżetu centralnego, więc to tak, jakby przekazać do Warszawy dotację z naszego budżetu lokalnego, przy jednoczesnym ciągłym narzekaniu, że władze centralne cedują na samorządy coraz więcej obowiązków, a nie przekazują na te cele pieniędzy.




W nagrodę za to, iż KZK GOP miernie wykonuje swoje obowiązki, za autobusy kursujące w granicach naszego miasta zapłacimy sobie sami. Tu dodam, że KZK GOP jest utrzymywane między innymi przez nasze miasto i po to organizacja ta powstała, by między innymi Rudę Śląską obsługiwać.



Kto jeszcze po nagrody i za co? Wszystkie pomysły są mile widziane.


Pozdrawiam

czwartek, 29 stycznia 2015

22 lata po ślubie

Łokropny zy mie chop.
  • Warzyć niy poradza, ale przinajmij zjym wszysko, co dostana.
  • Lubia łazić w czystych ciuchach, a nawet niy wiym, jak włonczyć pralka i kaj nasuć proszku.
  • Codziyń mom pobiglowano koszula i galoty, a som tego niy robia.
  • W chałpie czasym połodkurzom, ale żeby powyciyrać, to mie niy ma.
  • Łokyn niy wypucuja.
  • Dzieckom w lekcjach niy pomoga, bo moja je belfrym, to sie na tym lepij zno.
  • Jak sie napija piwa, to ani kusika niy moga dać, jak już leżymy w bambetlach.
  • Co kwila niy ma mie w doma, bo sie kasik smykom (jak tera) i wszysjko zostawiom na jejij gowie.
A mimo to, moja ślubno wytrzymała zy mnom 22 roki. Jutro momy rocznica. Poradzicie w to uwierzyć?

Moj ślubny ring

Myśla, że mi fest pszaje, bo inaczyj by mie już downo z chałpy wyciepła i z kustu wypisała, bo przeca łokropny zy mie chop.


Łostońcie z Bogiym

P.S. Jakby ftoś kcioł za naszo familijo porzykać, to momy mszo łobstalowano we niydziela na poł dziesionto na Halymbie dwa.


środa, 28 stycznia 2015

Praca w korporacji

Może po mnie tego nie widać, ale pracuję w korporacji od 20 lat.

Działamy w 70 krajach. Zatrudniamy tam prawie 150 tys. pracowników.

Często żartuję, że pierwszym polskim pracownikiem naszej firmy był ojciec Stasia Tarkowskiego z "W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza. Tak, to ta sama firma, która 150 lat temu budowała Kanał Sueski.



Gdy zaczynałem pracę w roku 1994 ani ja, ani moi współpracownicy nie mieliśmy pewnie pojęcia co oznacza słowo "korporacja". Belg - szef naszego polskiego szefa (przewodniczący rady nadzorczej) był przesympatycznym człowiekiem, który bardzo wiele nas nauczył. Zawsze można było na niego liczyć i to, że przetrwaliśmy trudne czasy początku firmy w Polsce, że robiliśmy wielkie, wcześniej dla nas niewyobrażalne projekty, jemu zawdzięczamy.

Z czasem oczywiście wiele się zmieniało. Było raz gorzej raz lepiej. Zmieniał się skład rady nadzorczej. Z różnych powodów kilka razy dostaliśmy nowego prezesa tu u nas w Katowicach. Plusy i minusy bycia trybikiem w wielkiej korporacji coraz szerzej zaczęły i do nas docierać. Z jednej strony mamy dostęp do referencji naszej grupy np. z Indii. Z drugiej strony, jak to w korporacji, musimy dostosować się do różnych, czasem dość absurdalnych wymagań. Dla przykładu - u nas w tej chwili mamy już drugi miesiąc roku, który będzie trwał do 21 lutego. :)

W swojej pracy zawodowej stykam się również z wieloma innymi korporacjami: największymi polskimi firmami, ale również z potężnymi koncernami międzynarodowymi. Oczywiście ta współpraca bardzo różnie się układa.

Dziś wokół korporacji narosło wiele mitów. Część z nich pewnie ma swoje podstawy. Korporacje wytworzyły pewne mechanizmy, które zmierzają do powiększania zysków - być może czasem za wszelką cenę.

Istnieje więc pokusa, żeby winę za trudności, niepowodzenia, moje błędne wybory (w tym moralne) zrzucić na tzw. system. Nic się nie da zrobić. To "oni" tak tym sterują, tak wymagają. Muszę się podporządkować. Inaczej wypadam z gry. Świetnie to pokazał ostatni film Krzysztofa Zanussiego "Obce ciało".


Jestem jednak przekonany, że ciągle bardzo wiele zależy od konkretnych ludzi: od moich przełożonych, od współpracowników, a najwięcej ode mnie samego.

Miałem szczęście przez te 20 lat trafiać z reguły na dobrych szefów. Jest wokół mnie liczne grono świetnych fachowców, ale również dobrych kolegów - na wielu z nich mogę liczyć w każdej zawodowej sytuacji. W kontaktach z korporacjami zewnętrznymi też już dawno temu się przekonałem, że nie ma większego znaczenia takie czy inne logo, a przede wszystkim konkretni ludzie, z którymi przyszło mi współpracować.

Zawsze też pracując w korporacji, nawet jeśli czułem się maleńką śrubką wielkiej maszyny, starałem się wokół siebie stwarzać przestrzeń zwykłej ludzkiej życzliwości. 
Czy to mi się udaje, niech oceniają inni.


Pozdrawiam


wtorek, 27 stycznia 2015

Kim jestem?

Odkąd prowadzę bloga, robię to z otwartą przyłbicą.

Minusy takiego postawienia sprawy polegają na tym, że sam siebie wystawiam na cel. Każdy kto mnie spotka, może w krótkim czasie w internecie znaleźć o mnie wiele informacji.

Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, bym mógł być anonimowy, pod kogoś się podszywać, udawać. Pisuję tu czasem o rzeczach bardzo ważnych i one muszą być zakotwione w konkretnym człowieku - w tym przypadku we mnie.

Kim jestem?

Autoportret

Rocznik 1969. To ważne, bo oznacza, że dzieciństwo i dorastanie przeżywałem w czasach słusznie minionych. Studia zacząłem w roku 1989 w czasie przemian ustrojowych. Całe zawodowe życie przeżywam już w wolnej Polsce - potrafię to docenić.

Mąż i ojciec. Od 1993 roku jestem szczęśliwym mężem szczęśliwej (mam nadzieję) żony. To nie oznacza, że zawsze jest pięknie. Czasem jest też trudno, ale ciągle uczymy się, by było razem dobrze. Jesteśmy rodzicami dwóch coraz starszych i coraz bardziej dorosłych synów. Dobrze, że my nie starzejemy się tak szybko, jak nasze dzieci :)

Wiara. Jestem chrześcijaninem, katolikiem. Jak sądzę, nie tylko z metryczki, ale również z Bożej łaski, którą staram się rozwijać, wierzę w Boga i staram się tą wiarą żyć. Ciągle odkrywam Eucharystię. Mam też kilku swoich ulubionych świętych.

Śląsk. Moja mała ojczyzna, gdzie się urodziłem i ja, i moi przodkowie to dla mnie szczególne miejsce. Czuję się Europejczykiem, Polakiem, ale najbliższa jest mi moja Ojcowizna z jej językiem, tradycją, kulturą.

Projektant. Zawodowo zajmuję się projektowaniem. Jestem inżynierem, który dokłada swoją cegiełkę do rozwoju infrastruktury naszego kraju.


Nie chcę zanudzać swoją osobą, ale grzeczność wymaga, by się (od czasu do czasu) przedstawić.


Pozdrawiam

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Anarchia słowa

Usłyszałem wczoraj z ust Pani Magdaleny Zawadzkiej takie zdanie:

"W Polsce w tej chwili nie ma wolności słowa. To co się dzieje, to jakaś anarchia słowa."

Zacytowałem te zdania z pamięci, więc może lekko coś przeinaczyłem, ale sens był taki. Muszę powiedzieć, że zgadzam się z tym twierdzeniem. Zresztą sprawa ta nie dotyczy jedynie Polski, a w znacznym stopniu całego świata zachodniej cywilizacji.

Pamiętam czasy komuny, gdy albo pewnych książek, czasopism, autorów nie można było w ogóle wydawać, albo w pewnym momencie całe akapity np. z Gościa Niedzielnego były wykreślane przez cenzurę. 

Dziś, całe szczęście, coś takiego nie jest już możliwe.

Wolność słowa polega na tym, że - choćby tu na blogu - mogę podzielić się z Czytelnikami moimi myślami, opiniami, komentarzami. I mogę mieć odmienne zdanie niż władza, niż inni ludzie, a nawet niż tzw. poprawność polityczna. Mogę.

Problem dziś polega jednak na tym, że we współczesnym świecie, co zresztą niestety świetnie widać właśnie w internecie, ludzie często przestają z sobą gadać, a zaczynają się wzajemnie obrzucać wyzwiskami, obrażać. Jakoś już przyzwyczailiśmy się, że politycy, ale nie tylko oni, kłamią, oczerniają innych. Debaty publiczne stały się pyskówkami. O powszechnych dziś wulgaryzmach nawet nie wspomnę.

W skali globalnej doskonałym przykładem na anarchię słowa były ostatnie tragiczne wydarzenia z Charlie Hebdo. Oczywiście nic nie usprawiedliwia masakry. Jednak ja jeśli nawet szczerze współczuję ofiarom, to nie mogę o sobie powiedzieć "Je suis Charlie". Czy odpowiedzią współczesnej Europy na fanatyzm islamskich morderców jest dziś jedynie pusta, głupkowata ironia z czegoś, co dla innych może stanowić świętość? Czy za "wolnością, równością i braterstwem" nie stoi już żadna idea, a tylko ordynarny chichot? Czy wolność oznacza anarchię, równość, że wszystkich można zrównać z błotem, a braterstwo to wspólne staczanie się w dół?

Dziś już za swoje słowa prawie nikt nie bierze odpowiedzialności. Prawo do zachowania dobrego imienia i ochrony przed zniesławieniem niektórzy prawnicy wypaczyli do granic absurdu. Mało kto pamięta, że słowem można drugiego człowieka zrujnować. Nawet jeśli ktoś po latach wygra proces, to słowa sprostowania ukazują się na 21 stronie gazety, choć wcześniej kłamstwa widniały dużą czcionką na okładce.




Chciałbym, by mój blog był zawsze bliski idei wolności słowa, a jednocześnie jak najdalszy od anarchii słowa. Mam nadzieję, że dotąd tak było i dalej tak pozostanie. Możemy się spierać, ale miejmy dla siebie wzajemnie szacunek.


Pozdrawiam

P.S. Generalnie z wszystkich komentarzy do mojego bloga (tu poniżej, bądź na facebooku) się cieszę. Jeśli zdarza mi się bardzo rzadko jakiś usunąć, to właśnie wtedy, gdy przestaje być wymianą myśli, a staje się atakiem na drugiego człowieka.

niedziela, 25 stycznia 2015

SIĘ

Św. Jan Chrzciciel nie mówi o nawracaniu pogan. Nie wspomina o nawracaniu Samarytan. Nie nawołuje, by inni: źli, okrutni, obcy byli nawracani. Nie wzywa do nawrócenia tych mniej religijnych lub bardziej pobożnych.

Za to jest bardzo konkretny:

Nawracajcie SIĘ i wierzcie w Ewangelię.
Mk 1, 15

Żeby się przypadkiem nie okazało, że:
  • chcę nawrócić swoją żonę, a swoją postawą odsuwam ją od Boga
  • chcę nawrócić tych co płaczą, a oni płaczą, gdy patrzą na mnie
  • chcę nawrócić tych, którzy się radują, a jestem tylko godny uśmiechu politowania
  • chcę nawrócić tych co nabywają, a sam się zatracam w posiadaniu
  • chcę nawrócić tych co używają tego świata, a nie widzę piękna stworzenia






Daj MI poznać Twoje drogi, Panie,
naucz MNIE chodzić Twoimi ścieżkami.
Ps 25,4



Pozdrawiam

sobota, 24 stycznia 2015

Studniówka syna

Wczoraj wieczorem zawiozłem starszego syna na studniówkę. Nad ranem pojechałem po niego. 

Teraz on śpi. A ja myślę.

Nie mieści mi się w głowie, że ten, który przecież tak niedawno był niemowlakiem jest już taki duży, prawie dorosły, w przeddzień (konkretnie 100 dni) świadectwa dojrzałości.

Tak, tak powoli (czy na pewno powoli?) się do tego przyzwyczajałem. W pewnym momencie prześcignął mnie w jeździe na rowerze, na nartach, w grze w piłkę. Był moment, że nie on mnie, a ja jego zacząłem pytać o rady, choćby przy obsłudze komputera. 

Nie miał jeszcze roczku, gdy zaczął opanowywać komputer


Potem mnie przerósł wzrostem. Osiągnął pełnoletność. Zakochał się na zabój (i trzyma go do dzisiaj). 

Choć jesteśmy mocno scaloną rodziną, kawał jego życia to już niekoniecznie nasze życie.


Trochę mnie ten upływający czas smuci, trochę niepokoi, trochę martwi.

Z drugiej strony nie ma nic piękniejszego, niż duma ojca, który widzi dorastającego syna.



Niech mu Bóg błogosławi i wspiera światłem Ducha Świętego na dalsze życiowe wybory.


Pozdrawiam


czwartek, 22 stycznia 2015

Dziadek Mateusz

Dziadek Mateusz to był niesamowity człowiek.

Gdy umierał, miałem raptem 13 lat, ale bardzo dobrze go pamiętam.

Dziadek Mateusz

Dziadek był człowiekiem bardzo religijnym. Ja byłem w tamtych czasach małym ministrantem. Pamiętam, że dziadek, gdy nie było organisty, intonował w kościele pieśni. Któregoś dnia przed poranną mszą zaczął śpiew: "Wszystkie nasze dzienne sprawy ...". Ludzie oczywiście podchwycili dalej: "... przyjm litośnie Boże prawy." Wtedy dziadek się zorientował, że to, na tę samą melodię pieśń wieczorna, więc zaczął wołać: "Stop!" i rozpoczął jeszcze raz: "Kiedy ranne wstają zorze ...".  :)

Dziadek był człowiekiem bardzo oczytanym. Znał światową i polską literaturę, a miał fenomenalną pamięć. Zawsze w jego domu można było znaleźć i "Gość Niedzielny", i "Tygodnik Powszechny". Za to nigdy nie było "Trybuny Ludu". Dziadek pisał "referaty" - tak się wtedy mówiło, które później wygłaszał na spotkaniach przy parafii i chyba nie tylko tam, ale o tym niewiele wiem. Szkoda, że nic z jego zapisków się nie ostało.

Dziadek interesował się sportem. W czarno-białej wtedy telewizji chętnie oglądał piłkę nożną i ... boks. Tego nigdy nie potrafiłem zrozumieć, że dziadek - intelektualista lubił kibicować, jak okładali się pięściami (wtedy bez kasków). Ze sportu czynnego dziadek grywał w szachy. :) Często sam ze sobą, odwracając po każdym ruchu szachownicę. Twierdził, że czasem sam ze sobą ... przegrywa. Regularnie dziadek grywał też w szkata. To zawsze było święto, gdy do babci zjeżdżał wujek i/lub kolega dziadka i grali w karty na pieniądze (no symbolicznie, w szkata groszowego).

Dziadek chętnie chodził z nami dzieciakami na długie spacery do lasu. Zwykle szło z nami pół osiedla, bo dziadek był bardzo życzliwym i w okolicy znanym człowiekiem. Po drodze opowiadał nam różne niesamowite historie. W ustach dziadka nawet wojenne wspomnienia były pełne humoru. Poza tym dziadek, jak z rękawa sypał wicami - zawsze je godoł po ślonsku. Niektóre z nich pamiętam do dzisiaj albo, gdy jakiś usłyszę, czasem jestem pewien, że je znam od dziadka. 


Dziadek umarł zbyt wcześnie, ale i tak do dzisiaj jest dla mnie ikoną naszej rodziny. Takiego dziadka można mi pozazdrościć. R.I.P.


Pozdrawiam

środa, 21 stycznia 2015

Prezydent o emeryturach - groza!

Zwróciłem dziś uwagę na artykuł, w którym Prezydent Bronisław Komorowski wypowiada się o systemie emerytalnym: KLIK.

Czytam i przecieram oczy ze zdumienia:



Czy to ten sam Prezydent, który bez wahania podpisał ustawę de facto likwidującą II filar?

Czy to ten sam Prezydent, którego miałem czelność ponad rok temu - w afekcie - nazwać złodziejem?

Czy Prezydent naprawdę mówi o kontynuowaniu prac nad czymś, co skutecznie rozmontowano w niezwykłym pośpiechu pod koniec 2013 roku?

Aż się boję, gdy politycy zaczynają się interesować tym razem III filarem.


Pozdrawiam


wtorek, 20 stycznia 2015

Zdjęcia z Biskupem

Wrócę jeszcze do wczorajszego wieczoru Grupy Poniedziałek.

O tym, że w naszej adoracji będzie uczestniczył nowy ks. biskup dowiedziałem się dzień wcześniej od ks. Leszka, który prosił mnie, bym zabrał aparat fotograficzny.

Biskup Adam faktycznie się pojawił i trwał w ławkach wśród nas przed Najświętszym Sakramentem. 

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Dopiero po zakończonej modlitwie ks. Leszek gościa przywitał, a on krótko opowiedział nam dlaczego do nas przyjechał i to zaraz w 2. tygodniu po otrzymaniu święceń biskupich.

ks. Leszek, ks. Andrzej i bp. Adam

By utrwalić nasze spotkanie, ustawiliśmy się do wspólnego zdjęcia, które prezentowałem wczoraj. Następnie każdy miał możliwość otrzymania indywidualnego błogosławieństwa prymicyjnego (?) od nowego biskupa.

Stanąłem w tym momencie obok i robiłem poszczególnym osobom zdjęcia. Pod koniec podszedł do mnie chłopak i pyta, czy ma mi zrobić zdjęcie. Szybko pokazałem mu tylko, gdzie na mojej lustrzance jest spust migawki i zostawiłem mu aparat, podchodząc do biskupa. Po błogosławieństwie kolega oddał mi aparat ze słowami, że nie wie, czy w ogóle zdjęcie zrobił, bo chyba pomylił przyciski.

Po powrocie z kościoła przerzuciłem zdjęcia z aparatu do komputera i ... 

Duch Święty i my :)

Przypadkiem, przypadkowa osoba zrobiła zdjęcie. Przypadkiem wyszło tak, że Biskup, ten który jest szafarzem darów Trzeciej Osoby Boskiej, gdy trzyma na mojej głowie dłonie w geście błogosławieństwa, w tle, dokładnie nade mną, spływają promienie Ducha Świętego ze ściennego malowidła.


Kocham te Boże "przypadki".



Pozdrawiam



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Bp Adam z Grupą Poniedziałek

Dziś modlił się z nami ks. bp Adam Wodarczyk.

Po adoracji otrzymaliśmy indywidualnie jego błogosławieństwo i zrobiliśmy wspólne zdjęcie. 



Dobrze mieć Biskupa, który po prostu przyjechał klęknąć z nami przed Bogiem.


Pozdrawiam

Ja, frankowicz

Jestem jednym z setek tysięcy osób, które spłacają kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich.

Kursy średnie wg NBP

Gdy kilkanaście lat temu zaciągałem kredyt na budowę domu, miałem oczywiście świadomość ryzyka, które podejmuję.

Co mną kierowało poza oczywistością, że chciałem zbudować dom, a nie miałem, bo i skąd, gotówki na realizację inwestycji?

Brałem wówczas pod uwagę kilka aspektów:
  • kredyty złotówkowe były znacznie droższe (być może, gdyby nie był dostępny kredyt frankowy, w ogóle bym nie zaczynał)
  • za chwilę wchodziliśmy do Unii Europejskiej i było oczywiste, że w niedługim czasie przyjmiemy też euro i w tej walucie wkrótce będę zarabiał
  • byłem młodym inżynierem z ambicjami i dobrą pracą, moje wynagrodzenie systematycznie rosło

Dzięki budowie domu przez mniej więcej rok utrzymywałem kilka rodzin płacąc godziwie budowlańcom, murarzom, cieślom, instalatorom i wszystkim, którzy budynek czy jego elementy tworzyli. Utrzymywałem państwo płacąc podatki za materiały budowlane i nie tylko.

Potem, jak wszyscy wiemy, różnie się losy potoczyły. Waluty europejskiej nie mamy do dziś. Po kryzysie, którego w Polsce podobno nie było, zarabiam znacznie mniej, niż kilka lat temu. Przez 4 lata nie dostałem nawet symbolicznej premii, pomimo codziennej ciężkiej pracy. Kurs franka przez te lata systematycznie rósł.

Mimo to, jakoś sobie radzimy. Nie ma co narzekać.


Nie potrafię natomiast zrozumieć, że jedna decyzja kogoś tam gdzieś daleko może wywrócić do góry nogami kursy walut w ciągu jednej godziny, jak widać na powyższym wykresie. O co tu chodzi?


Co dalej? 

Pożyjemy, zobaczymy.


Pozdrawiam

niedziela, 18 stycznia 2015

Najważniejsza modlitwa świata

Bardzo lubię ten fragment Pisma Świętego, który słyszymy dziś na mszy św. w pierwszym czytaniu.

Bóg woła małego Samuela. Woła go po imieniu. Samuel myśląc, że woła go Heli, biegnie do niego. W końcu Heli orientuje się, że do młodego człowieka zwraca się sam Bóg i w tym momencie nauczył go - jak sądzę - najważniejszej modlitwy świata:

"Mów, Panie, bo sługa Twój słucha."
1 Sm 3, 9

My tak często lubimy Boga na modlitwie zagadać. Mamy litanię próśb. Czasem pamiętamy, by podziękować. Przepraszamy. Uwielbiamy. To wszystko jest dobre.

Wiem po sobie, tak jest łatwiej, bo Bóg milczy. Więc aby nie było krępującej ciszy, gadam i gadam.

Jednak piękne są takie chwile, gdy przypomni mi się na przykład podczas adoracji powyższy fragment Biblii i wtedy mogę powtórzyć za Samuelem:

"Mów, Panie, bo sługa Twój słucha."



Zostawić gdzieś z tyłu moje gadulstwo. I zostać z Panem w ciszy.

Czy wtedy słyszę Jego głos? Szczerze mówiąc, nie słyszę.


Wierzę jednak, że wtedy On jest i ja jestem z Nim - i to wystarczy.



Pozdrawiam

sobota, 17 stycznia 2015

O czym ten blog?

Od czasu do czasu warto przypomnieć stałym czytelnikom, a przede wszystkim powiedzieć nowym, którzy tu zbłądzą, o czym piszę na swoim blogu.



Pewnym podsumowaniem tego, co w mojej cząstce internetu się dzieje jest "ranking" etykiet, które przypisuję poszczególnym wpisom, a który można znaleźć poniżej.

Lubię fotografować, więc większość postów ilustruję zdjęciem, czasem z lekkim przechyleniem w stronę fotobloga.

Sprawy wiary, religii, Kościoła są dla mnie bardzo ważne. Dzielę się więc swoimi myślami, odkryciami, zachwytami, czasem też trudnościami w tej materii. Wiem, jednych pisanie o wierze po prostu denerwuje. Z drugiej strony są tacy, którzy uważają, że są to kwestie zbyt osobiste, by o nich głośno mówić. Jednak, jeśli mam być autentyczny, nie mogę zamilknąć. A może komuś jakaś moja myśl pozwoli zauważyć coś głębiej, bardziej, wyraźniej?

I lubię, i muszę z racji zawodowych, sporo podróżować. Co ciekawego znajdę - opisuję, a przede wszystkim fotografuję. Czy podróże faktycznie kształcą? Myślę, że tak.

Rodzina to bardzo ważna część mojego życia. Oczywiście tu zawsze muszę uważać, by nie przekroczyć delikatnej linii, która nam wszystkim pozwoli zachować sprawy bardzo nasze - nam.

Śląsk - moja mała ojczyzna, to nie tylko miejsce geograficzne. To również kawał naszej duszy, kultury, tożsamości. Są takie sprawy, które da się wyrazić ino po naszymu, po ślonsku.

Wychodząc od najbliższej okolicy, mojego miasta, a kończąc na sprawach Polski, Europy i Świata czasem komentuję również sprawy społeczne czy polityczne. Staram się jednak, by nie tylko narzekać, by znajdować pozytywy. Nie oznacza to, że nie bywam krytyczny. Zawsze jednak staram się innych szanować, również wtedy, gdy mają odmienne poglądy.

Specjalne miejsce w moim blogu mają również wydarzenia kulturalne, w których uczestniczę i to w bardzo szerokim pojęciu. Czasem opiszę film, który widziałem czy książkę, którą przeczytałem. Z pewnością Szanowni Czytelnicy znajdą krótką relację z muzeum, które odwiedziłem czy z koncertu lub teatru, w którym miałem przyjemność uczestniczyć.

Stosunkowo mało opisuję tu swoją pracę zawodową. To nie jest przypadek. Z jednej strony nie chcę, by blog w jakikolwiek sposób w tę pracę ingerował.  Z drugiej strony jego prowadzenie jest dla mnie możliwością oderwania się od codziennych obowiązków, które realizuję dość intensywnie i potrzebuję się od nich zdystansować.

Czasem jest tu zupełnie niepoważnie. Może ktoś się ze mną nie zgadzać, nie podzielać moich fascynacji, interesować się zupełnie czym innym. Wtedy staram się przynajmniej poprawić komuś humor.


W tym miejscu "blogowanie" zacząłem mniej więcej 3 lata temu. W sumie piszę 6 lat.


Jeśli będą pomysły i kilku Czytelników, ciąg dalszy nastąpi ...


Pozdrawiam

środa, 14 stycznia 2015

Ciekawostki z podróży

Dziś znalazłem miejsce z osobliwą nazwą:



Jak w takiej miejscowości zabrać się do pracy?

Dobrze, że tylko tamtędy przejeżdżałem.

 :)


Pozdrawiam



Jak nc+ się zrehabilitowało

Kontynuując wczorajszy wpis, gdy trochę ochłonąłem, trzeba się było zająć innymi sprawami. Tym bardziej, że w tym dniu czekał mnie jeszcze wyjazd na Kujawy.

Zanim jednak ruszyłem, 2 godziny później, pomyślałem sobie, może jednak zadzwonię jeszcze raz do szacownej firmy, z której usług przecież korzystam już prawie 10 lat.


Włączyłem telefon na głośno-mówiący i przygotowując się do podróży, czekałem na zmianę komunikatu "ble, ble, ble ... czas oczekiwania powyżej 5 minut". W końcu się doczekałem i konsultant szybko, jak poprzednio stwierdził, że musi mnie przełączyć do działu reklamacji. Tam znowu odczekałem kilka minut, zastanawiając się, co będzie, jeśli jeszcze raz odbierze ten sam gość, co 2 godziny wcześniej. Jednak odezwał się głos damski i przeszło mi przez myśl, że może z kobietą to się prędzej dogadam.

Wyjaśniłem w czym rzecz. Pani była bardzo uprzejma, cierpliwie mnie wysłuchała i prosiła żebym chwilę poczekał, bo musi coś tam sprawdzić. Po chwili włączyła się ponownie i zaproponowała mi, iż w cenie, którą mam teraz (czyli o te 10 zł drożej) może mi dołożyć programy, których zabrakło, ... a ponadto HBO, VOD (na 7 miesięcy za darmo) i że wysyła mi ponownie e-mail do aktywacji. Byłem tak zdumiony, że tylko zapytałem, czy przypadkiem, jak wczoraj już link aktywacyjny kliknąłem, to czy nie będę dostawał przypadkiem dwóch rachunków. Stwierdziła, że nie ma takiej opcji. Jedyny minus taki, że za kanał Mezzo musiał bym dopłacać po 5 zł miesięcznie, więc z tego zrezygnowałem.

Gdy wyjeżdżałem z domu, nowa wersja jeszcze w TV nie została aktywowana, ale zanim dotarłem na miejsce, dostałem od nieświadomej niczego żony sms o treści "Działo!" :)

Mam nadzieję, że na tym moje obecne przygody z nc+ się skończyły.


Po raz kolejny przekonuję się, że jednak wszystko zależy od konkretnych ludzi i ich podejścia do innych. To tak łatwo zrzucać winę na system, na korporację, na układy czy na błąd komputera. Jednak zawsze za tym wszystkim stoi konkretna osoba i od jej dobrej lub złej woli bardzo wiele zależy.

Pozdrawiam

wtorek, 13 stycznia 2015

Jak nc+ nabiło mnie w butelkę

Wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie konsultant nc+. 


Nie lubię rozmawiać przez telefon o nowych promocjach, pakietach, itp. ale pamiętałem, że i tak muszę się z nimi skontaktować w sprawie mojego dotychczasowego pakietu telewizyjnego, bo jak się przegapi koniec promocji, to można zacząć płacić znacznie więcej.

Pan mi naobiecywał, że za raptem 10 zł więcej będę miał dodatkowo Canal+ plus coś tam jeszcze. Zapytałem, czy zmieści w tej cenie niedostępny dotychczas dla mnie kanał Mezzo, bo czasem lubię posłuchać muzyki poważnej. Ok. - zgodził się. Zapytałem, czy na pewno będę miał wszystkie dotychczasowe kanały? Tak, oczywiście. Potem były jeszcze jakieś tam formułki (żeby nie powiedzieć zaklęcia), które każdy konsultant wciskający nam cokolwiek musi wypowiedzieć, żeby się nagrało, jakby co. Na koniec Pan wyjaśnił, że dostanę e-maila z linkiem aktywującym i już. :)

Faktycznie po chwili dostałem wiadomość z załączoną nową umową.  Nie mówcie mi proszę, że powinienem czytać umowy, które zawieram. Jestem przekonany, że nikt nie jest w stanie zapoznać się z kilkudziesięcioma stronami prawniczego bełkotu. Na samym końcu były wymienione pakiety, które w ramach umowy uzyskam z wymienionymi kanałami. Tam zajrzałem. Bez logo, bez jakiejś kolejności i bez sensu, po kolei zwykłą czcionką wymieniono ponad 80 kanałów. Sprawdziłem jeszcze kontrolnie, czy jest np. EuroSport pamiętając, że konsultant zapewniał mnie ze dwa razy, że wszystkie dotychczasowe programy będą bez zmian. Jest dobrze - kliknąłem link aktywacyjny.

Wczoraj aktualizacja jeszcze nie zadziałała, ale dziś rano, gdy zawiozłem żonę do pracy, włączyłem telewizor i jest: włączono mi Canal+ i dalsze kanały z tego pakietu: filmowe i sportowe. Jest też Mezzo. 

Przełączam kanały i kilku mi brakuje. Przełączam dalej i ... robi mi się słabo. Nie działają stacje filmowe, które lubi Ela i nawet nie ma EuroSportu 2. Katastrofa !!!

Odpalam komputer. Otwieram e-mail z umową. Ostatnią stronę sobie wydrukowałem, bo już mi się robiły mroczki przed oczyma i faktycznie w pakietach, które mi przesłano nie było wymienionych wielu kanałów, które wczoraj jeszcze oglądaliśmy.

Dzwonię do firmy. Po krótkiej próbie wytłumaczenia o co chodzi konsultantce stwierdziła, że musi mnie przełączyć do działu reklamacji. Odezwał się facet. Po wymianie zdań oświadczył, że konsultant miał prawo się pomylić zapewniając mnie, że żaden kanał z dotychczasowych nie zostanie wyłączony, a ja przecież klikając link aktywacyjny dostałem pełną informację o zakresie umowy i jak chcę dodać jeszcze pakiet z pozostałymi kanałami, które mnie interesują, mogę to zrobić za dodatkowe 20 zł miesięcznie.

Chwilę jeszcze próbowałem wytłumaczyć, przeprosić za moją pomyłkę, prosić o sprostowanie lecz facet był tak arogancki, że w końcu zwyzywałem go od oszustów i złodziei. Po odłożeniu telefonu byłem tak wkurzony, że uderzyłem z całej siły w biurko, wrzeszczałem do pustych ścian, a potem musiałem kilka minut pochodzić po pokoju. 

Całe szczęście, że nie było nikogo w domu i nikt nie musiał mnie oglądać w takim stanie.

Dałem się zrobić, jak dziecko.


Pozdrawiam


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Górniczy zawrót głowy

Przeglądając ostatnio moje zdjęcia, znalazłem jedno, niby nie udane, które chyba dość dobrze ilustruje to, co w tych dniach dzieje się w górnictwie. Zresztą zdjęcie wykonałem na terenie kopalni Halemba.


Górniczy zawrót głowy

Mimo wszystko obu stronom sporu życzę wygaszenia emocji, bo nerwy nie są dobrym doradcą. Gdy w głowie się kręci, trudno znaleźć stabilność pod nogami.


Pozdrawiam



niedziela, 11 stycznia 2015

Mój chrzest

Oczywiście nie pamiętam własnego chrztu.

W każdym bądź razie chrzcielnica w kościele na Halembie, gdzie stałem się członkiem Kościoła ponad 45 lat temu, prezentuje się i dzisiaj ciekawie.

Chrzcielnica w kościele MBR w Halembie

Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. 
Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. 
Przeszedł On, dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, 
którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim”.
Dz 10, 37-38

Od mojego chrztu nie jestem pod władzą diabła. Od najmłodszych lat znam sprawę Jezusa z Nazaretu. Wierzę, że Bóg jest ze mną.


Pozdrawiam


sobota, 10 stycznia 2015

Kopalnia Pokój - do zamknięcia

Kopalnia Pokój w moim mieście należy do tych, które zgodnie z rządowym "programem naprawczym" są bardzo nierentowne i trzeba ją zamknąć.

Szyb Kopalni Pokój widziany z ... Bujakowa


Poniekąd to normalna sytuacja. Kopalnie, nawet te, które fedrowały ponad 100 lat nie są wieczne. W pewnym momencie pokłady węgla są na wyczerpaniu albo pozostał już tylko surowiec, którego wydobycie przestaje być uzasadnione ekonomicznie.

Dziesiątki, a może i ponad sto kopalń zostało zamkniętych w ostatnich 25 latach. Zawsze jest to proces bolesny, ale konieczny.

Skandal obecnej sytuacji polega na tym, że Rząd Polski z dnia na dzień ogłosił decyzję o zamknięciu, bez wcześniejszego przygotowania, bez pomysłu - takie mam wrażenie - jak to zrobić.

Nie, nie jestem za strajkowaniem, choć rozumiem zdesperowanych górników. Nie jestem za utrzymywaniem nierentownych kopalń na siłę. Nie jestem za tym, by z górnictwa robić "świętą krowę" z nadmiernymi przywilejami, rozpasanymi związkami zawodowymi, z przerostem administracji i nieracjonalnymi kosztami.


Mam jednak, jako Ślązak, jako człowiek żyjący wśród kopalń i wśród górników oraz jako człowiek kochający ten region, poczucie głębokiej niesprawiedliwości. Czy my tu jesteśmy krajem kolonialnym Warszawy, który trzeba wykorzystać, a potem można go pozostawić samemu sobie? 

I nie chodzi o to, żeby nieustannie dosypywać grosza, do dziury bez dna. 

To jest kwestia pomysłu, by w skali regionalnej udało się to, co symbolicznie dziś widać w miejscu dawnej Kopalni Katowice. Tu pozostawiono wyraźne ślady szacunku do historii i kultury tej Ziemi. Ludzie mają, choć w innych miejscach i w innych branżach pracę. Mogą z podniesioną głową spacerować z dziećmi wśród elegancko zagospodarowanego kawałka dawniej czarnego, a dziś zielonego Śląska.

Teren dawnej Kopalni Katowice z NOSPR, Muzeum, Centrum Kongresowym


Pozdrawiam


Godulowa Saga

Trocha zetrwało, ale w końcu doczytoł żech ksionżka.



Może i niy ma to światowo literatura, ale piyknie napisane.

Troszki tak to łopowiadanie leci, jakby sie czytało żywoty świyntych. Choć mowa ło "Dioble z Rudy", wyszoł Ałtorowi z niego Janioł, jak sie patrzy.

Moc intersujących rzeczy idzie sie dowiedzieć ło naszyj Ślonskij Ziymi i ło czasie, kiej powstowoł sam wielgi przemys. Godula boł przy tworzyniu grubow i inkszych werkow człekym wyjontkoym, choby ino skuli tego, że niy boł pruskim, angielskim, hamerykańskim czy inkszym finansistom, magantym czy wielgim właścicielym. Boł Ślonzokym i sam na tyj Ziymi poradzioł dziynki talyntowi, ciynżkij robocie, ale dejcie pozor - ciynżkij robocie gównie gowom, łotwartosci na świat i techniczne nowinki, łodwadze, cierpliwości i solidności dojś łod zwykłego leśniczego do jednego z nojwiynkszych i nojbogatszych europyjskich przemysłowcow piyrszyj połowki XIX wieku.

Nojprzod u boku hrabiego Ballestryma, kery poznoł sie na jego niyzwykłości, a potym coraz bardzij samodzielnie łotwiyroł kopalnie i huty, a w nich zatrudnioł tysionce robotnikow. Ja, łoni wszyjscy fedrowali i robiyli na jego fortuna, ale łon tyż dboł ło swojich ludzi i ich familie. Niy mioł łod modości łatwego życia, niy mioł tyż łatwego charakteru, ale i jedno i druge poradzioł przekuć w dobro.


Dobrze to przetuplikować tera, jak kopalnie i huty dogorywajom.


Szczyńść Boże!


czwartek, 8 stycznia 2015

Co z tym górnictwem?

Jak słychać od kilku czy kilkunastu godzin sytuacja w polskim górnictwie robi się nieciekawa.

Szyb KWK Halemba

Czy to faktycznie problem ostatniej doby?

Moim zdaniem, to problem wielu, wielu lat. Tyle, że nikt nie miał odwagi o nim głośno mówić. A właściwie nie tyle o nim mówić, co powoli, krok po kroku go rozwiązywać.

Górnicy ciągle uważają, że im w każdych warunkach należy się praca, wysoka pensja, premia, trzynastka, czternastka, barbórka i szereg innych bonusów, o których od czasu do czasu się dowiadujemy.

Nie winię tu górników. Wiem, że oni bardzo ciężko pracują. Jednak muszę powiedzieć, że ci ludzie przez lata wolnej Polski zostali brutalnie oszukani. 

Przez kogo?

Z jednej strony związki zawodowe, które urosły w górnictwie, jak chyba nigdzie indziej, do monstrualnych rozmiarów. Być może jest tak, że fakt, iż branża w znacznym stopniu została w socjalizmie i nie nauczyła się funkcjonować w warunkach gospodarki rynkowej, górnicy "zawdzięczają" tym setkom, a może i tysiącom działaczy związkowych, którzy dbając o górnicze przywileje zupełnie oderwali się od rzeczywistości ekonomicznej.

Z drugiej strony rząd w Warszawie, który będąc właścicielem państwowego górnictwa, przez lata nie miał żadnego skutecznego pomysłu, jak branżę zrestrukturyzować. Przecież nie od wczoraj wiadomo, że sytuacja jest dramatyczna. Nawet jeśli związki przeszkadzały, to od tego właśnie mamy rząd, by brał na siebie odpowiedzialność. By problemy rozwiązywał, a nie udawał, że ich nie ma.

Co dalej?

W tej chwili nie wygląda to dobrze. Wszyscy zaczynają okopywać się na swoich pozycjach. Rząd przyjął wczoraj "program naprawczy" bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, z dnia na dzień informując o zamykaniu kopalń. Związkowcy rozpoczynają strajki. A górnicy są najzwyczajniej przerażeni.

Niestety nie da się budować racjonalnej przyszłości górnictwa i szerzej Górnego Ślaska na strachu. Rząd musi być konsekwentny i stanowczy, ale nie arogancki. Do swoich pomysłów musi być przekonany. Musi mieć wypracowane systemowe, długofalowe i profesjonalne rozwiązania. A potem musi do tych pomysłów przekonać tych, których one dotyczą: górników, ale i nas wszystkich, którzy na tej ziemi mieszkamy. 

A związki zawodowe? Przestałem wierzyć, że są w stanie wziąć na siebie jakąkolwiek odpowiedzialność i cokolwiek zrozumieć. Boję się, że działacze są zdolni jedynie do eskalowania protestów. Może trzeba je zlikwidować? 


Pozdrawiam

środa, 7 stycznia 2015

Centrum świata

Gdzie znajduje się centrum świata?

W Nowym Jorku? W Tokio? W Hongkongu?
A może w Paryżu? W Londynie? W Brukseli?


Bardziej nasze centrum - w Warszawie?

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie
Może w Katowicach?

Katowice - rondo i Spodek


Muszę uważać, bo centrum mojego świata jest zawsze tuż obok mnie. Dobrze byłoby go nie przegapić.


Muszę uważać, bo często najważniejsze rzeczy na Ziemi dzieją się daleko na peryferiach. Dobrze byłoby ich nie przegapić.


Pozdrawiam


wtorek, 6 stycznia 2015

Nowi biskupi w Katowicach

Właśnie przed chwilą zobaczyłem w TVP Katowice święcenia biskupie dwóch osób: ks. Marka Szkudło i ks. Adama Wodarczyka.

ks. bp Marek Szkudło

ks. bp Adam Wodarczyk


Pierwszy raz miałem okazję, przynajmniej przez telewizję, zobaczyć ustanowienie nowych Pasterzy Kościoła.

Jeśli sobie uświadomić, że podobnie (choć może w nieco odmiennej formie) działo się od czasu Apostołów Piotra, Andrzeja, i innych, św. Pawła, pierwszych papieży, a potem przez kolejne 2000 lat, to trzeba stwierdzić, że sukcesja apostolska jest niesamowitą wartością - perłą Kościoła.
Tu widać wspólnotę Kościoła, łączność z Ojcem Świętym, który biskupów nominował i zezwolił na ich wyświęcenie poza Rzymem, ale z jego błogosławieństwem. W tym momencie można doświadczyć również jedności biskupów, którzy wszyscy wkładają ręce na nowowyświęcanych.


Niech dobry Bóg prowadzi nowych Biskupów Marka i Adama
 dla ich zbawienia i dobra Kościoła Świętego
 - dla dobra nas wszystkich w tym Kościele żyjących!


Pozdrawiam

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Darmowa komunikacja w Rudzie Śl.

Wprowadzenie darmowej komunikacji w Rudzie Śląskiej, to była jedna z obietnic przedwyborczych Pani Prezydent.

Autobus KZK GOP

Czy to dobry pomysł?

Na pierwszy rzut oka wygląda super. Przecież, jak ktoś oferuje coś za darmo, to należy tylko się cieszyć. 
Fabryka autobusów przyśle do Rudy Śląskiej, w ramach promocji chyba, darmowe wozy. Kierowcy nie będą pobierali przez okrągły rok pensji. Wszelkie prace serwisowe będą realizowane przez warsztaty zupełnie za darmo. No, i co najważniejsze, każdy rudzki autobus będzie tankował ropę w cenie 0 zł za litr, co jest o tyle łatwe, że paliwo od kilku miesięcy i tak ciągle tanieje.

Gadam głupoty? Nie mniejsze niż pomysłodawcy darmowej komunikacji.

Więc kto będzie płacił za "darmową" komunikację? Pani Prezydent? Sztab jej ludzi, który wykonał "szereg symulacji i analiz"? Nie, za wszystko zapłacimy my - mieszkańcy.

Czy to źle, że mieszkańcy z własnych podatków sfinansują sobie samym komunikację publiczną? Przecież w Żorach taki eksperyment trwa od ponad pół roku i (chyba) ma się dobrze.

Tak, tylko że Żory leżą w zupełnie innym miejscu niż Ruda Śląska. W Żorach pewnie wszystkie, albo prawie wszystkie linie autobusowe poruszają się w granicach jednego miasta. Natomiast Ruda Śląska - o czym Władze Miasta powinny wiedzieć - leży w samym centrum aglomeracji. Z naszego miasta autobusami miejskimi można jeździć do Katowic, Chorzowa, Zabrza, Gliwic, Mikołowa, Tychów, Bytomia,  Świętochłowic i pewnie jeszcze kilku innych miast. Po to, by była możliwa i sprawna komunikacja w naszej sytuacji, powstał KZK GOP. Rozumiem, że Ruda Ślaska jest jednym z udziałowców tej instytucji.

Wiem, sam doświadczam przykrej rzeczywistości, że KZK GOP swoje obowiązki wykonuje na poziomie dość żenującym.

Pytam więc, co moje Miasto uczyniło, by te sytuację poprawić? Czy ktoś z udziałowców rozlicza Zarząd z profesjonalnego wykonywania swoich obowiązków? Czy to prawda, że ostatnio szefowie KZK GOP dostali podwyżki pensji?

Mam jeszcze taką prostą radę. Może tak ludzie Pani Prezydent, ci od "szeregu symulacji i analiz" pojeździliby trochę autobusami i zawalczyli w imieniu mieszkańców właśnie w KZK GOP, by tabor był sprawny technicznie, czysty, by autobusy jeździły planowo.

Niestety na moją interwencję w KZK GOP, o której pisałem KLIK, a którą oficjalnie złożyłem przez stronę internetową, nikt w tej instytucji nie był uprzejmy cokolwiek odpowiedzieć. A minął już ponad miesiąc.


Czy tego chcemy, czy nie, Ruda Śląska funkcjonuje w aglomeracji i Władze Miasta powinny robić wszystko, by w ramach tej aglomeracji jak najlepiej i jak najtaniej funkcjonować. Obrażanie się, zabieranie swoich zabawek i budowanie wyższego murku swojej piaskownicy nie prowadzi do niczego dobrego nawet, jeśli się to opakuje w świecidełko pod nazwą "darmowa komunikacja".


Pozdrawiam

niedziela, 4 stycznia 2015

Przypadkiem?

Mam często takie wrażenie, że wszystko wokół mnie jest przez przypadek.

Przypadkiem moja babcia poznała dziadka. 

Przedwojenne zdjęcie ślubne dziadków

Przypadkiem urodziła się mama. Przypadkiem podczas wojny przyszedł też na świat mój ojciec. Przypadkiem mama wyszła w latach '60 za mojego ojca. Przypadkiem się urodziłem. Przypadkiem przeżyłem jakąś tam ciężką chorobę w dzieciństwie ...

Przypadkiem?

W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata,
abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Ef 1, 4

Bóg wybrał nas przed założeniem świata. Każdego z nas. Każdego z miliardów ludzi na ziemi. W Jego oczach nikt nie jest anonimowy.


Jeśli to sobie uświadomimy, w innym świetle spojrzymy na siebie i na drugich. 

Czyż takie spojrzenie nie jest czymś, co nazywamy mądrością?


Pozdrawiam

sobota, 3 stycznia 2015

Winda

Byłem ostatnio w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. To dawny historyczny budynek Sejmu Śląskiego. 

Jedną z jego osobliwości jest winda. Pozwoliłem sobie ją sfilmować, bo zawsze mnie frapowała.



Jak widać, winda w ogóle się nie zatrzymuje i wsiada, i wysiada się z niej w biegu. Nie znam innego obiektu poza UW, w którym takie rozwiązanie zastosowano. 


Dziś zaś trafiłem na teledysk Katie Melua, który nie był kręcony w Katowicach, a rozwiązanie windy jest identyczne.




Ciekawe, prawda?


Pozdrawiam

Drugi

Żona do męża:
- Z ciebie jest taka oferma, że w mistrzostwach świata na bycie ofermą zająłbyś drugie miejsce.
- A dlaczego drugie?
- Bo z ciebie taka oferma.



Często bywam w swoim życiu drugi. Niekoniecznie, jako oferma.

Z jednej strony jestem ambitny i jak się za coś zabieram, to chcę to robić jak najlepiej. Tak, chcę być tym pierwszym. Gdy trzeba, potrafię być liderem. Nie uciekam. Nie chowam się za plecami innych. Biorę na siebie odpowiedzialność. Lubię też być doceniany. Lubię awansować, choć nie za wszelką cenę.

Z drugiej strony właściwie od dziecka miałem szczęście żyć wśród osób, które były lepsze, zdolniejsze, więcej potrafiły. Czasem powodowało to we mnie jakiś cień zazdrości. Jednak nauczyło mnie to chyba też pewnego rodzaju pokory: prawda jest taka, że czasem choćbym nie wiem jak się starał, ktoś jest lepszy.


Znać swoje miejsce w szeregu, w sensie nie chować się za innymi, ale też nie przepychać się na pozycje mi nienależne daje sporo wewnętrznego pokoju.


Pozdrawiam


czwartek, 1 stycznia 2015

Na Rok 2015

Na każdy dzień, godzinę i minutę Roku 2015




Niech cię Pan błogosławi i strzeże. 
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, 
niech cię obdarzy swą łaską. 
Niech zwróci ku tobie swoje oblicze 
i niech cię obdarzy pokojem.


Dobrego Roku życzę!

Andrzej

Etykiety

zdjęcia (937) wiara (542) podróże (403) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (261) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (178) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)