czwartek, 28 lutego 2013

Misje Św. w wersji radosnej

W naszej parafii trwają Misje Święte.

Proponuję krótki fotoreportaż z przymrużeniem oka.





Nowoczesny Misjonarz jest dziś wyposażony w MP3.

Przy wykorzystaniu profesjonalnego sprzętu duet misjonarski jest lepszy niż muzycy w "Jaka to melodia?", gdzie wszyscy śpiewają z playbacku, a nasi Misjonarze - live i to na dwa głosy.


Inną domeną naszych Gości są zabawy z zapałkami, do których wciągają ministrantów.


Misjonarz jest tak zapracowany, że nawet gdy poczuje głód, nie odchodzi od ołtarza.

A nasz Jezusek w ołtarzu ma nową rolę - odgrywa teraz Mojżesza:


Pozdrawiam

P.S. Wiem, że Misje Święte to poważna sprawa, ale odrobina humoru jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła.

środa, 27 lutego 2013

Śląski Areopag - o. Maciej Zięba

Na dwóch spotkaniach z cyklu Śląski Areopag byłem już w zeszłym roku: klik, klik. Gdy dowiedziałem się, że dziś prelegentem będzie o. Maciej Zięba, postanowiłem wykorzystać ostatni dzień zeszłorocznego urlopu.


Tematem dzisiejszego wystąpienia było: 
Polska AD 2013: Czy jesteśmy Kościołem Jana Pawła II?

Kilka zasłyszanych myśli (cytaty nie są dosłowne, odtwarzane z notatek):

Jan Paweł II dostrzegał złożoność rzeczywistości, widział sprawy z różnych stron. O. Zięba nazywa to "dwutaktem papieża". 
Dwa przykłady:
Gdy tuż przed wizytą w Anglii wybuchła wojna o Falklandy/Malwiny, nie odłożył, już i bez tego trudnej, wizyty do anglikańskiego kraju. Poprosił wcześniej do siebie biskupów angielskich i argentyńskich, z nimi sprawę wojny przedyskutował, a później wspólnie odprawili Mszę Świętą. Wkrótce po wizycie w Anglii odwiedził też Argentynę.
Gdy zapowiedział kanonizację Jana Sarkandra spotkał się z ostrą krytyką czeskich Luteran, że niszczy ekumenizm. Mimo to kanonizacja w Ołomuńcu się odbyła, ale stała się ona okazją, by papież przeprosił Luteran za krzywdy wyrządzone im przez Katolików, a jednocześnie przebaczył w imieniu Katolików krzywdy doznane od Luteran. Modlił sie też na grobie ofiar masakry, której dopuścili się w Czechach Katolicy.


Tam, gdzie Kościół w Polsce popada w syndrom oblężonej twierdzy, ludzie zaczynają sie dzielić na: obrońców, atakujących i zdrajców. W czasach dużo trudniejszych, z więzienia Prymas Wyszyński pisał, że ludzie dzielą się na braci w wierze i tych, którzy jeszcze tego nie odkryli.


Kościół jeśli wiąże się z jakąkolwiek partią polityczną, to jest to złe. Partia, z samej nazwy, oznacza, że jest częścią. Kościół winien być powszechny i łączyć ludzi, a nie dzielić.


Dziś wszystkim siłom politycznym (może z wyjatkiem PSL) oraz mediom zależy na konfrontacji. Kościół nie może się w to włączać, to nie jest ewangeliczne. Trzeba to przełamywać.

* * *

Bardzo podobnie podchodzę do postrzegania dzisiejszej rzeczywistości polskiego Kościoła, choć nie potrafię tak jak o. Maciej Zięba precyzyjnie i z głęboką myślą wielu spraw nazwać. Dobrze więc, że mogłem w dzisiejszym spotkaniu uczestniczyć. Pozwoliło mi ono kilka kwestii w swojej głowie uporządkować. Będę chyba do myśli dzisiejszego gościa jeszcze wracał - bo warto.

Pozdrawiam


Adoptowałem kardynała

Przyłączyłem się wczoraj do akcji Adoptuj Kardynała. Komputer wylosował mi kardynała z Kenii Johna Njue. 



Nic o nim nie wiem, ale będę się dla niego modlił o światło Ducha Świetego przy wyborze nowego papieża.

Dziś rano pochwaliłem się rodzince:
- Adoptowałem kardynała.
- Świetnie, mam nowego braciszka - ucieszył się Jacek
- Tak, rocznik 1944 - się zaśmiałem.
- O szkoda, zawsze chciałem mieć młodszego brata.


Pozdrawiam

poniedziałek, 25 lutego 2013

Mogłem zginąć

Cieszyłem się, że trochę poprawiła mi się droga do Lublina.

Gdy startowałem w czwartek rano, już liczyłem się z tym, że mogę skorzystać z autostrady aż do samego Tarnowa. Co prawda na fragmencie jedzie się tam jeszcze jednym, dwukierunkowym pasem ruchu, ale i tak jest dużo szybciej i bezpieczniej (tak mi się zdawało) niż zwykłymi wąskimi i często dziurawymi drogami.

Kilka dni wcześniej pierwszy raz jeachałem tym odcinkiem A4, w drodze do Jasła, więc wiedziałem czego się spodziewać.

W ogóle generalnie mi się zeszłotygodniowa podróż do Lublina udała. A przecież zimą to nigdy nie wiadomo na jakie warunki się trafi. Ale było bardzo dobrze. Drogi wszystkie elegancko odśnieżone, a nawet miejscami suche. Było jednak widać, że śnieg dopiero co przestał sypać, bo nawet zupełnie przy jezdni był jeszcze czysty i pięknie biały. Od samego świtu, właściwie całą drogą mogłem podziwiać śliczne zimowe pejzaże.

Równo w południe byłem już na oczyszczalni w Lublinie. Jak ktoś ciekaw, to mogę się pochwalić zdjęciami instalacji, które wybudowano według naszego projektu:

Wymiennikownia ciepła

Kogeneratory biogazu

Stacja uzdatniania wody kotłowej

Miałem taką refleksję, którą zresztą głośno na obiekcie się podzieliłem, że pominięto w tym budynku wiek XX. Faktycznie przed modernizacją wszystko to wyglądało jak z wieku jeszcze XIX, a teraz jest naprawdę nowocześnie, na miarę wieku XXI.




W piątek koło południa po zakończeniu wszystkich obowiązków na miejscu, wystartowałem w drogę powrotną. Nie jechało się już tak dobrze jak w czwartek. Do Tarnowa było ok. Ale cały odcinek autostradą przemierzałem w śnieżycy.

Tak czy inaczej cieszyłem się, że wróciłem szczęśliwie do domu i nawet przez głowę nie przeszła mi myśl, że jacyś idioci mogą rzucać lodem z wiaduktu pod którym ja też przecież w tych dniach przejeżdżałem KLIK.

Pozostawię to bez komentarza.

Pozdrawiam

niedziela, 24 lutego 2013

Koniec bloga

Kiedy zaczynałem 4 lata temu pisać bloga, trafiłem na inny, prowadzony przez pewną katechetkę gdzieś ze środkowej Polski.

"Przypadkowe" zdjęcie z internetu :)

Zainspirowała mnie swoim mówieniem o wierze, o codzienności życia, ale życia z wiarą. Było to dla mnie bardzo cenne i budujące.

Jeśli tu, na tym forum odważyłem się czasem też pisać o swoim życiu z Bogiem, o swoich przemyśleniach bardziej lub mniej religijnych, to w jakimś stopniu jej zasługa.

Właśnie moja internetowa przyjaciółka zlikwidowała swojego bloga. Nawet ją rozumiem. Jeśli się ktoś publicznie otwiera, naraża się na zranienia. Tak to działa, niestety.

Z drugiej strony dobrze, że są ludzie, którzy mają odwagę mówić o sprawach naprawdę ważnych. W internecie można znaleźć wiele celebryckich bzdur, gorszących wyrachowanych opinii politycznych, mniej lub bardziej prawdziwych analiz gospodarczych. 

Od czasu do czasu zdarzy się trafić na coś wartościowego, cennego. W moim prywatnym i bardzo subiektywnym odczuciu ten blog był perłą i za tych klika lat, gdy mogłem wczytywać się w codzienne zapiski 

DZIĘKUJĘ !!!

Pozdrawiam


czwartek, 21 lutego 2013

Nędznicy z Lublina

Kolejny raz jestem w Lublinie.

Wyjechałem z domu przed świtem i w południe byłem już na miejscu. Załatwiłem służbowe sprawy na dziś, więc miałem wolny wieczór. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się dziś włóczyć po mieście. Wybrałem się do ... kina.

Jeśli ktoś lubi kanon światowej literatury (ja wcześniej tej powieści Victora Hugo nie czytałem, niestety), wspaniałe kinowe obrazy, muzykę musicalową, a częściowo nawet operową oraz aktorów odtwarzających poszczególne role (Hugh Jackman, Russel Crow), a także dobre, chrześcijańskie przesłanie o nadziei, miłości, a nawet pięknym umieraniu, to gorąco polecam.

Mnie się podobało, bardzo.

Pozdrowienia z Lublina

wtorek, 19 lutego 2013

E-mail ks. Horaka

Pochwaliłem się dziś rodzince:
- Dostałem wczoraj e-mail od ks. Horaka.
- I co ci napisał? - zapytała żona
- Że dziękuje za wsparcie ...
- ... i odebrane łaski z prośbą o Boże błogosławieństwo i zdrowie - dopowiedział ni stąd ni zowąd Jacek.

Wszyscy parsknęliśmy śmiechem.

A propos, strona: Chcemy ks. Horaka w Gościu Niedzielnym dalej działa, ale to w sumie już chyba nieaktualne. A właściwie nie tyle nieaktualne, co decyzje podjęte i w ostatnim Gościu felietonu już nie ma. Widocznie, jak pisze ks. Tomasz w swoim e-mailu, Pan Bóg ma dla niego inny, nowy plan.

Dobrze (dla nas czytelników), że ks. Tomasz dalej pisze co sobotę na stronie www.wiara.pl i na stronie www.tohorak.opole.opoka.org.pl

Ostatni felieton można znaleźć tu: klik

Pozdrawiam

poniedziałek, 18 lutego 2013

Kawa

Zamówiłem w sobotę w internecie kawę, trzy rodzaje kawy.

















Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale dziś dostałem e-mail, że
"przesyłka została dziś wysłana z naszego centrum logistycznego w Bremie (Niemcy)".

A przecież zamówiłem kawę gwatemalską, brazylijską i afrykańską, a nie niemiecką.

Pozdrawiam

niedziela, 17 lutego 2013

Gorzkie Żale - co to takiego?



To prawda, sama nazwa nabożeństwa "Gorzkie żale" nie jest specjalnie zachęcająca.

To oczywiste, że nie lubimy, gdy coś jest gorzkie. No i te żale. Może i wielu z nas lubi użalać się, ale głównie nad sobą. Nie jest to jednak cecha, która przysporzy nam przyjaciół. Może się natomiast okazać, iż jeśli przez dłuższy czas będziemy się nad sobą użalać, zgorzkniejemy.

Ale uwaga: gorzki smak jest czymś, co przez wieki pozwoliło człowiekowi przetrwać. Gorzki grzyb, gorzki owoc jest najpewniej trujący i nie należy go spożywać. Trzeba umieć wyczuć również gorzki smak, by przeżyć. Gorzki smak przestrzega przed trucizną, ale z drugiej strony trzeba też pamiętać, że "gorzki lek najlepiej leczy".

Może więc warto chwilę nad Gorzkimi Żalami się zastanowić. Czy to nabożeństwo może być dla nas swego rodzaju duchową odtrutką, duchowym lekiem?

W Wielkim Poście, obok nabożeństwa Drogi Krzyżowej, Gorzkie Żale są drugim charakterystycznym sposobem przeżywania w naszych kościołach męki i śmierci Pana Jezusa.

Podczas Drogi Krzyżowej za każdym razem kapłan przedstawia swoje lub zaczerpnięte od innych autorów nowe rozważania, często bardzo współczesne, odnoszące się do naszego tu i teraz.

Natomiast Gorzkie Żale śpiewane dziś, prawdopodobnie pozostały w formie i treści niezmienne od wielu, wielu lat. Tak, to prawda, że z tego powodu język, forma wyrazu i sposób wyrażania pobożności są tu nieco archaiczne. Ale czy to nie jest piękne, jeśli sobie uświadomimy, że w ten sam sposób Gorzkie Żale odprawiali nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i jeszcze wcześniejsze pokolenia.

Gorzkie żale to nabożeństwo pełne emocji. Człowiek próbuje tu wczuć się w przeżycia Jezusa, w Jego mękę i śmierć, które przyniosły nam zbawienie. Niesamowitą częścią Gorzkich Żali jest też "Rozmowa duszy z Matką Bolesną". Myślę sobie, że ten pełen ekspresji dialog, może człowieka bardziej otworzyć na tajemnicę naszego zbawienia, niż tomy przeczytanych traktatów teologicznych i mądrych książek.

Poza wszystkimi innymi aspektami, osobiście lubię też melodie Gorzkich Żali. Nie wiem, jak w innych częściach Polski, ale w naszym kościele te piękne molowe dźwięki śpiewa się bez nadmiernego rozwlekania, z dostojnością i często w podziale na chóry męski i żeński, co wprowadza dodatkowy niesamowity efekt.
Zachęcam do uczestniczenia w tych nabożeństwach.

Nabożeństwo Gorzkich Żali - luty 2013

Pozdrawiam

P.S. Tekst opublikowany w gazetce parafialnej "Boże Narodzenie"

sobota, 16 lutego 2013

Kto nowym papieżem?

Wspominałem już KLIK, iż w zeszłym miesiącu kupiłem następującą pozycję:


Z tej racji, że poprzedni tydzień spędziłem w łóżku, udało mi się dokończyć wcześniejszą lekturę i zacząłem książkę Pana Hołowni. W tym tygodniu już pracowałem, więc czasu było zdecydowanie mniej.

Dziś wróciłem do książki i właśnie się zorientowałem, że w chwili, gdy Benedykt XVI ogłosił swoją abdykację, ja jestem akurat w trakcie rozdziału poświęconego kardynałowi z Hondurasu, który się nazywa Oscar Andreas Rodriguez Maradiaga.
 
Nie wiem, czy zostanie następnym papieżem, ale z wywiadu udzielonego Panu Szymonowi kilka miesięcy temu, warto zastanowić się nad słowami księdza kardynała:

Jeśli zaufasz, uwierzysz, że Jezus nie jest na wakacjach, Duch Święty nie ucioł sobie drzemki, ale pracuje w sercach ludzi, możesz być spokojny, że Kościół będzie działał aż do końca czasów, może w innych geograficznych i statystycznych okolicznościach, ale będzie. Królestwo zostało zabrane z rąk Żydów. Jeśli Europa nie chce Królestwa, zostanie wam zabrane i dane komuś, kto się na nie otworzy, ale będzie trwało, będzie się rozwijać. Jeśli Europa - zafascynowana technologią i odkryciami - nadal będzie ulegać pokusie manipulowania życiem, nadal będzie czuła się tak dumna i samowystarczalna, by mówić Panu: "Nie potrzebujemy Cię już", stanie się to, co opisuje Ewangelia, Jezus przychodzi do Gerazeńczyków i wypędza złe duchy, wpędzając je w stado świń, które biegnie do jeziora. Ci ludzie zyskali życie, choć stracili majątek, to, do czego byli przywiązani. Mówią Jezusowi: "Odejdź stąd". I On odchodzi tam, gdzie będą chcieli go słuchać.


Może kolejny papież nie będzie już europejczykiem?

Duchu Święty prowadź!

Pozdrawiam

wtorek, 12 lutego 2013

Ratzinger w Katowicach

Zanim Joseph Ratzinger został papieżem był kilka razy w Katowicach.

Swego czasu, gdy u nas była bieda, że aż piszczało - w roku 1980, ówczesny biskup Herbert Bednorz zdołał namówić swojego "kolegę" z Monachium do ufundowania dla naszej katedry mozaiki. Faktycznie powstała ona w kaplicy Najświetszego Sakramentu za ołtarzem.


Złota półokrągła ściana za tabernakulum pokryta jest przez około milion małych kawałków barwionego szkła, dając piękny efekt weneckiej mozaiki. Jej fundatorem jest późniejszy papież Benedykt XVI.

Dziś ta kaplica nazywana jest również kaplicą dwóch papieży, gdyż właśnie tu modlił się Jan Paweł II w 1983 roku, gdy odwiedził naszą śląską ziemię.

W 2008 roku, gdy byłem w naszej katedrze z Jackiem po jego pierwszej komunii św., wychodząc ze świątyni, zauważyłem nad wyjściem dwa nowe witraże. Zostały one wykonane na pamiątkę właśnie dwóch papieży w jakiś sposób związanych z katowicką katedrą.




Pozdrawiam

poniedziałek, 11 lutego 2013

Abdykacja Benedykta XVI

News dnia dzisiejszego:

Papież Benedykt XVI ogłosił, że zakończy swój pontyfikat jeszcze w tym miesiącu.


zdjęcia z maja 2011
Nikt się tego nie spodziewał. A takie sytuacje się już w dzisiejszym świecie mediów nie zdarzają. Zawsze są jakieś przecieki, wcześniejsze spekulacje ...

Lecz nie o sensację tu chodzi.

Wśród wielu przeczytanych dziś komentarzy zastanowiły mnie dwa:

(...) Uczucie, jakie się pojawia spontanicznie we mnie, to nadzieja. Kościół żyje w Jezusie, niezależnie od tego, kto zasiada na stolicy Św. Piotra. Ten Kościół Jezusa rozpocznie nowy etap, jak to wiele razy w jego historii bywało. I Bóg da nam nowe, a ja już nie mogę się tego doczekać, bo to Bóg hojny w dawaniu, Bóg najwspanialszych niespodzianek. klik

I tylko jeden jest Constans: Duch jest wciąż ten sam. Duch Święty, który Kościół prowadzi. I który na różny sposób działa. Dlaczego Mu nie wierzyć? Zamiast szoku i histeri: Sursum corda! klik

Pozdrawiam

niedziela, 10 lutego 2013

Niceśmy

W Piśmie Świętym są takie ciekawe wyrazy, które od lat z jakiegoś powodu wpadają mi w ucho. 

W dzisiejszej Ewangelii takiego słowa używa św. Piotr. Był rybakiem, profesjonalistą w swoim zawodzie. Wiedział dobrze, że jeśli całą noc zarzucali sieci bez rezultatu, to dalej nie ma się co trudzić: "przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili".



Myślę, że tu można od św. Piotra się uczyć. Z jednej strony trzeba być zawodowcem w tym co się robi, a jednocześnie warto otwierać się na nową perspektywę: "Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci".

Nie można liczyć tylko na cuda. Trzeba starać się być profesjonalistą. Z drugiej strony własne siły to nie wszystko. Żeby "wypływać na głębię", trzeba do mojego życia, nawet najbardziej fachowo przeżywanego, dodać dodatkowy wymiar - wymiar wiary. 

Wiary w Jezusa, ale i wiary Jezusowi, że Jego słowo ma moc.


Pozdrawiam

sobota, 9 lutego 2013

Europejska kasa

Gdy zaczynałem studia w roku 1989, właśnie w Polsce zaczynała się tworzyć demokracja. Pierwszy rok na Politechnice Śląskiej w Gliwicach skończyłem na Wydziale Chemicznym, gdzie dostałem dość solidne podstawy matematyki, fizyki i chemii. Po roku nauki wraz z kumplem przenieśliśmy się na Wydział Inżynierii Środowiska. Będąc na ostatnim roku studiów, ówczesny Dziekan Wydziału zaproponował mi funkcję Asystenta w Instytucie Biotechnologii. Tak więc kończąc własne studia, prowadziłem już zajęcia z młodszymi kolegami. Po zakończeniu edukacji mogłem zostać na Uczelni, a potem rozpocząć studia doktoranckie. Ponieważ w roku 1994 zarobki w szkolnictwie nawet wyższym były bardzo mizerne, doszliśmy z żoną do wniosku, że z dwóch nauczycielskich pensji to my raczej nie wyżyjemy. Zacząłem więc szukać pracy. Tak trafiłem do firmy inżynierskiej, gdzie pracuję (z drobną przerwą) do dzisiaj. 

Dlaczego o tym wspominam?
Dlatego, że w roku 1989 nikt z nas nie miał pojęcia jak potoczą się losy kraju i jaki zawód będzie dla człowieka dobry.
W roku 1994, gdy rozpoczynałem pracę zawodową, nikt nie wiedział czy i kiedy będziemy członkiem Unii Europejskiej (rok wcześniej dopiero z naszego terytorium wycofały się ostatnie oddziały Armii Czerwonej) .
Potem okazało się, że w mojej branży gospodarki wodno-ściekowej do Polski zaczęły napływać coraz większe fundusze, by pomóc nadrobić całe dziesięciolecia socjalistycznych zaniedbań. Jako projektanci i eksperci mieliśmy pełne ręce roboty. Z kolegami i koleżankami z biura braliśmy udział w dziesiątkach projektów związanych najpierw z pozyskaniem, a potem z wykorzystaniem europejskich pieniędzy przedakcesyjnych. Gdy Polska w 2004 roku stała się prawowitym członkiem Unii Europejskiej niewiele się zmieniło poza nazwą funduszu, który wcześniej nazywał się ISPA, a teraz Fundusz Spójności.

Dzięki temu miałem przez kilkanaście lat sporo trudnej i wymagającej dużo wysiłku pracy. Realizowane przez nas projekty z jednej strony dawały wiele satysfakcji, gdy oglądało się setki kilometrów budowanych sieci kanalizacyjnych oraz dziesiątki nowoczesnych oczyszczalni ścieków, co w konsekwencji przyczynia się do poprawy naszego środowiska. Z drugiej strony przez te lata mieliśmy zatrudnienie, w którym za wysiłek i profesjonalizm byliśmy dość dobrze wynagradzani.

Oczyszczalnia ścieków "Czajka" w Warszawie

W ostatnich latach, gdy Fundusz Spójności na lata 2007 - 2013 zaczął się kurczyć i kończyć, rynek naszych usług dramatycznie się załamał. Pozyskać nowy projekt było bardzo ciężko, a ceny za nasze usługi spadły kilkakrotnie. Wiele firm takich jak nasza splajtowało, a i u nas liczba zatrudnionych się obniżyła.

Cieszę się więc z faktu, iż w dniu wczorajszym w Brukseli udało się dogadać w sprawie unijnego budżetu na lata 2014 - 2020, w tym wartości Funduszu Spójności dla Polski. Jest ona na podobnym poziomie, jak w poprzednim okresie programowania.

Mam więc nadzieję, że przez kolejne lata pracy zawodowej będę miał co robić, będę miał kolejne powody do satysfakcji i będę mógł godziwie zarabiać, by utrzymać swoją rodzinę.

Pozdrawiam

czwartek, 7 lutego 2013

Gość (coraz mniej) Niedzielny

Gościa Niedzielnego czytywało się w moim domu od zawsze.

Kiedyś, jako dziecko pamiętam, że była to cienka gazeta i to jeszcze powycinana (bardziej lub mniej w zależności od wiejących wiatrów historii) przez cenzurę. Zawsze miało się jednak pewność, że to jest tygodnik nasz, katolicki, a jednocześnie bardzo śląski.

Gdy 20 lat temu założyłem własną rodzinę, Gość Niedzielny pozostał gościem w naszym domu. Co tydzień wracało się z kościoła z gazetą pod pachą.

Po roku 1989, po przemianach ustrojowych byłem dumny, że GN również w warunkach rynkowych coraz lepiej sobie poczynał. Rozszerzył spektrum tematyki, zwielokrotnił ilość stron, zrobił się kolorowy. Nasz śląski GN stał się dziennikiem coraz bardziej ogólnopolskim, a z czasem powstały regionalne mutacje. Pięknie!

W naszej polskiej demokracji ugruntowanej w obecnym kształcie, tygodnik zaczął z czasem coraz więcej miejsca poświęcać sprawom już nie tylko społecznym, ale wprost politycznym. Oczywiście cała dotychczasowa część dotycząca wiary, liturgii, Pisma Św. czy religijności pozostała, aczkolwiek akcenty w znacznym stopniu się przesunęły.

Z mojego punktu widzenia, zbytnio mi to nie przeszkadzało tak długo, jak dziennikarze części politycznej Gościa starali się zachowywać w miarę obiektywnie, nie faworyzując zbytnio żadnej konkretnej partii. Wiem, nigdy nie było to łatwe. 

Zawsze bardzo ceniłem sobie postawę ludzi, którzy nasze coraz bardziej podzielone społeczeństwo starali się łączyć. Podziwiałem dziennikarzy, którzy potrafili dociekać prawdy bez kierowania się sympatiami do tego czy innego ugrupowania. Niestety dziś nawet w Gościu Niedzielnym takich artykułów (przynajmniej w części politycznej) można już ze świecą szukać. A to już jest mało "Niedzielne", niestety.


Jednym z tych księży-dziennikarzy, którzy zawsze w Gościu trzymają poziom jest ks. Tomasz Horak ze swoimi felietonami. To on wskazuje na problemy o niebo (dosłownie) ważniejsze niż polityczne przepychanki. I zawsze robi to z niesamowitym wyczuciem i poważaniem dla każdego człowieka. Już kiedyś o tym pisałem, ale myślę, że warto Jego słowa zapisane kilka miesięcy temu powtórzyć:

"Staram się widzieć wokół siebie dobro. 
Nawet gdy dolega mi zło, to ważniejsze jest dla mnie ratowanie dobra niż ukaranie zła"

Takie podejście do życia jest mi bardzo bliskie.

Dlaczego o tym akurat dziś wspominam?

Gdyż znalazłem w internecie pożegnalny felieton ks. Tomasza: KLIK

I smutno mi się zrobiło. I chciałbym zawołać do Szanownej Redakcji Gościa Niedzielnego i w szczególności do Księdza Redaktora Naczelnego, by go "przytrzymała" na swoich łamach. 

Chciałbym też prosić w imieniu Czytelników ks. Horaka, by pozostawił swoje okno w Gościu Niedzielnym otwarte i dalej dzielił się z nami swoimi myślami. 

Bo my potrzebujemy kogoś, kto ma: "widzenie i myślenie ciepłe, życzliwe, z nadzieją. Nawet przy tematach niepokojących, jak ostatnio"
Bo my wiemy, iż "wojujących z każdej strony całe armie. Budujących niewielu. Zaczynem odnowy świata i Polski są jednak budujący. Walczący zniszczą siebie samych".

Bóg zapłać za wszystkie te słowa, z nadzieją, że jednak będzie ciąg dalszy.

Pozdrawiam

środa, 6 lutego 2013

Letnie wakacje

Kto już myśli o letnich wakacjach?

Wyspa Krk na Chorwacji
Most Karola w Pradze, Czechy
Soblówka, Beskidy
Szymbark, Kaszuby
Pobierowo
Tam już wszędzie byliśmy.

A gdzie się wybrać w tym roku?


Pozdrawiam

wtorek, 5 lutego 2013

Szporobliwy dziadek

Pora dni tymu, żech sam wspominoł, że ponoć Ślonzoki som doś szporobliwe.

Jak my byli zeszły miesionc u mojego fatra na gyburstagu, to pożyczoł żech łod niego jakeś stare papiory. No i dzisioj pacza, a tam je stary hefcik mojego pradziadka ze Szporkasy Stefczyka. Moj pradziadek Jan miyszkoł wtedy w Bielszowicach i tam musiała tako kasa mieć tyż swoje biuro.

Trocha żech te papiory poskanowoł i tak pomiyszoł je cuzamyn do kupy, coby sie nimi poasić. W dolnym lewym rogu znojdziecie portert mojego pradziadka:


Piyrsze 20 złotych do kasy moj pradziadek wpłacioł w marcu 1937 roku. Wypłacioł wszysko curik we styczniu 1939. I misiezdo dobrze zrobioł, bo za kwila wybuchła wojna, to i tak niy boło co szporować.

Znoloz żech jeszcze w tyj ksionżece tako mało karteczka już z czasow okupacji.


Czy pradziadek dali jednak i w niymieckich markach tyż szporowali, czy to boł kwit za co inkszego, tego niy wiym.

Jo pradziadka niy pamiyntom. Wzion i umar, jak mie boło 3 latka. Ale widza z fotografii, że boł z niego zacny człek. Tera żech sie jeszcze dowiedzioł, że boł tyż szporobliwy.

Niych mu PonBóczek w niebie pszajom!

Łostońcie z Bogiym!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Alef - Paulo Coelho

Trzeci dzień pod rząd spędzam w łóżku.

Poza różnymi dolegliwościami, ma ta sytuacja ten plus, że można trochę poczytać.

Prawdopodobnie dostałem tę książkę w prezencie. Nie ma jednak dedykacji, nie jestem więc w 100% pewny od kogo.

Przeczytałem wcześniej kilka książek Paula Coelho, w tym jedną dość nieprzyzwoitą (ale na usprawiedliwienie dodam, że akurat tę po angielsku). W sumie lubię te jego opowieści. Nie całkiem zgadzam się z jego postrzeganiem świata, ale nie można czytać tylko i wyłącznie autorów, z którymi zawsze i w każdej kwestii jest mi po drodze. Wtedy by się człowiek nie rozwijał.

Nie pamiętam na pewno, ale wydaje mi się, że we wcześniejszych książkach Coelho opowiadał o kimś trzecim.

W Alefie autor pisze w pierwszej osobie. Opowiada swoją historię podróży koleją transsyberyjską.

Oczywiście, jak to u niego, zawsze jest tam jeszcze jakieś drugie dno, a właściwie drugie światy. Tylko, że właśnie, gdy nie mówił o sobie, opowieść była bardziej baśniowa, mniej realna.

Dobrze, nie ma co narzekać. Nie mam zresztą zamiaru pisać tu recenzji.

Ktoś kiedyś powiedział, że książki Paulo Coelho składają się z samych cytatów. I coś w tym jest. Wiele tam myśli, które warto później gdzieś powtórzyć.
Czytając książkę, zaznaczałem sobie zakładkami co ciekawsze fragmenty. Tak lektura wygląda po jej zakończeniu:


Proponuję więc jeden cytat adekwatny do mojej rodzinnej sytuacji, opisywanej tu w ostatnich dniach:

Nie mogę powiedzieć, że od ponad dwudziestu lat jestem mężem tej samej kobiety, bo to nieprawda. Oboje się zmieniamy i dlatego nasz związek jest żywy. Nie oczekuję, że moja żona będzie zachowywać się tak samo, jak w dniu kiedy się poznaliśmy, tak jak moja żona nie oczekuje, że po dwudziestu latach małżeństwa będę tym samym człowiekiem. Miłość jest poza czasem ...

Pasuje i do nas.

Pozdrawiam

niedziela, 3 lutego 2013

Świecka wartość małżeństwa

Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, 
uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński 
i przyrzekam, iż uczynię wszystko, 
aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

W czasach, gdy się żeniłem nie było jeszcze podpisanego konkordatu i zanim dostaliśmy ślub kościelny, musieliśmy zawrzeć ślub cywilny. Dziś rota przysięgi brzmi chyba tak samo.

Wtedy do ślubu cywilnego, który mieliśmy w tym samym dniu, nie przywiązywałem aż takiej wagi. Dla mnie, jako człowieka wierzącego, zasadnicze znaczenie miał i ma przede wszystkim Sakrament.

Może jednak warto dziś w świetle dyskusji nad związkami partnerskimi zastanowić się również nad wersją świecką.

Trzeba tu jeszcze przytoczyć brzmienie art. 18 Konstytucji:

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Co to oznacza?

Z jednej strony ja z żoną przed urzędnikiem państwowym (na mocy konkordatu jest nim dziś kapłan, jeśli ślub kościelny) w obecności dwóch świadków zobowiązuję się do konkretnej postawy, podpisuję umowę, zobowiązanie, przede wszystkim wobec małżonka, ale również wobec Państwa.
 
Z drugiej strony Państwo, rozumiejąc ważność tego zobowiązania dla społeczeństwa, postaw moralnych, przyjęcia i wychowania dzieci, zapewnia mnie, że moje małżeństwo, moją rodzinę będzie szczególnie chronić.

Wydaje się to proste.

Dlaczego więc niektórzy chcieliby sytuacji takiej, że jedna strona, z różnych zresztą powodów, nie przyjmuje na siebie zobowiązań, a druga miałaby tak samo otoczyć takie związki opieką?

I ktoś mówi, że to oznacza, że nie są wszyscy równo traktowani, że związki partnerskie są dyskryminowane.
Przecież to jest absurdalne. To tak jakby powiedzieć, że moja żona jest dyskryminowana, bo prawo nie pozwala jej jeździć samochodem po publicznej drodze - nie zdała egzaminu, nie zobowiązała się do przestrzegania prawa o ruchu drogowym, więc nie jeździ - i tyle.

Ktoś może też powiedzieć, że bywają mężowie i ojcowie, którzy w prawowitym małżeństwie przez całe lata biją i znęcają się nad żonami i dziećmi. A jednocześnie ktoś żyjący w konkubinacie przez całe życie kocha doskonale swoją lubą oraz swoje pociechy. Tak może się zdarzyć. I na pewno pierwszą postawę trzeba napiętnować, a drugą pochwalić. Ale czy to oznacza, że jeśli ktoś sprzeniewierza się poczynionym ślubom, to należy zanegować w ogóle zaciąganie zobowiązań, składanie przysięgi czy podpisywanie umów?

Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden przykład. Czy wszyscy, którzy tak ochoczo dążą do zrównania z małżeństwami związków nieformalnych, chcieliby pracować bez umowy o pracę?  Wtedy też nie musieliby się zobowiązywać do codziennego wysiłku, do rannego wstawania, do dojeżdżania do pracy, do angażowania siebie, poświęcania czasu dla swojego pracodawcy. Może i by to robili, ale bez formalnego zobowiązywania się umową. Trzeba tylko zmusić pracodawcę, by, czy mi się chce czy nie, żeby mi co miesiąc płacił, tak samo jak tym, którzy umowę o pracę podpisali. I wtedy to by była równość i brak dyskryminacji ludzi pracujących w związkach nieformalnych ze swoim pracodawcą? Czy o to nam chodzi?
Nie sądzę.

Pozdrawiam

sobota, 2 lutego 2013

Jacek już może

Nasz Jacek ma 12 urodziny.

To bardzo ważny wiek.

Jacek już może:
- grać w gry od 12 lat
- patrzeć na filmy od 12 lat

I co najważniejsze, Jacek może siadać z przodu w samochodzie.

Niech kolejny rok życia naszego syna będzie szczęśliwy!

Pozdrawiam

Etykiety

zdjęcia (937) wiara (542) podróże (403) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (261) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (178) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)