sobota, 9 lutego 2013

Europejska kasa

Gdy zaczynałem studia w roku 1989, właśnie w Polsce zaczynała się tworzyć demokracja. Pierwszy rok na Politechnice Śląskiej w Gliwicach skończyłem na Wydziale Chemicznym, gdzie dostałem dość solidne podstawy matematyki, fizyki i chemii. Po roku nauki wraz z kumplem przenieśliśmy się na Wydział Inżynierii Środowiska. Będąc na ostatnim roku studiów, ówczesny Dziekan Wydziału zaproponował mi funkcję Asystenta w Instytucie Biotechnologii. Tak więc kończąc własne studia, prowadziłem już zajęcia z młodszymi kolegami. Po zakończeniu edukacji mogłem zostać na Uczelni, a potem rozpocząć studia doktoranckie. Ponieważ w roku 1994 zarobki w szkolnictwie nawet wyższym były bardzo mizerne, doszliśmy z żoną do wniosku, że z dwóch nauczycielskich pensji to my raczej nie wyżyjemy. Zacząłem więc szukać pracy. Tak trafiłem do firmy inżynierskiej, gdzie pracuję (z drobną przerwą) do dzisiaj. 

Dlaczego o tym wspominam?
Dlatego, że w roku 1989 nikt z nas nie miał pojęcia jak potoczą się losy kraju i jaki zawód będzie dla człowieka dobry.
W roku 1994, gdy rozpoczynałem pracę zawodową, nikt nie wiedział czy i kiedy będziemy członkiem Unii Europejskiej (rok wcześniej dopiero z naszego terytorium wycofały się ostatnie oddziały Armii Czerwonej) .
Potem okazało się, że w mojej branży gospodarki wodno-ściekowej do Polski zaczęły napływać coraz większe fundusze, by pomóc nadrobić całe dziesięciolecia socjalistycznych zaniedbań. Jako projektanci i eksperci mieliśmy pełne ręce roboty. Z kolegami i koleżankami z biura braliśmy udział w dziesiątkach projektów związanych najpierw z pozyskaniem, a potem z wykorzystaniem europejskich pieniędzy przedakcesyjnych. Gdy Polska w 2004 roku stała się prawowitym członkiem Unii Europejskiej niewiele się zmieniło poza nazwą funduszu, który wcześniej nazywał się ISPA, a teraz Fundusz Spójności.

Dzięki temu miałem przez kilkanaście lat sporo trudnej i wymagającej dużo wysiłku pracy. Realizowane przez nas projekty z jednej strony dawały wiele satysfakcji, gdy oglądało się setki kilometrów budowanych sieci kanalizacyjnych oraz dziesiątki nowoczesnych oczyszczalni ścieków, co w konsekwencji przyczynia się do poprawy naszego środowiska. Z drugiej strony przez te lata mieliśmy zatrudnienie, w którym za wysiłek i profesjonalizm byliśmy dość dobrze wynagradzani.

Oczyszczalnia ścieków "Czajka" w Warszawie

W ostatnich latach, gdy Fundusz Spójności na lata 2007 - 2013 zaczął się kurczyć i kończyć, rynek naszych usług dramatycznie się załamał. Pozyskać nowy projekt było bardzo ciężko, a ceny za nasze usługi spadły kilkakrotnie. Wiele firm takich jak nasza splajtowało, a i u nas liczba zatrudnionych się obniżyła.

Cieszę się więc z faktu, iż w dniu wczorajszym w Brukseli udało się dogadać w sprawie unijnego budżetu na lata 2014 - 2020, w tym wartości Funduszu Spójności dla Polski. Jest ona na podobnym poziomie, jak w poprzednim okresie programowania.

Mam więc nadzieję, że przez kolejne lata pracy zawodowej będę miał co robić, będę miał kolejne powody do satysfakcji i będę mógł godziwie zarabiać, by utrzymać swoją rodzinę.

Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

zdjęcia (934) wiara (542) podróże (401) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (260) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (177) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (58) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (15)