Prawie żech je nazōd ze Tyjatru:
Możno późnij, jak sie ôstudzi wy mie tyn ôgrōm wzruszyń, naszkryflōm coś wiyncyj.
Tera moga ino pedzieć, że to bōło coś wielkigo dlo mojij ślōnskij duszy, czymu niy poradza dać miana.
Ôstōńcie s Bogiym
Prawie żech je nazōd ze Tyjatru:
Możno późnij, jak sie ôstudzi wy mie tyn ôgrōm wzruszyń, naszkryflōm coś wiyncyj.
Tera moga ino pedzieć, że to bōło coś wielkigo dlo mojij ślōnskij duszy, czymu niy poradza dać miana.
Ôstōńcie s Bogiym
![]() |
| Wniebowstąpienie - 1 z 45 scen ołtarza Capilla Major w Katedrze w Sewilli |
Wracając z Karkonoszy, zatrzymałem się w Krzeszowie.
Znajduje się tu założone w XIII w. Opactwo Pocysterskie.
![]() |
| Opactwo Pocysterskie w Krzeszowie |
Na lewo od widocznej powyżej głównej Bazyliki, znajduje się Kościół bracki pw. św. Józefa. Tu zacząłem zwiedzanie.
![]() |
| Kościół bracki pw. św. Józefa |
Po wejściu do środka... oniemiałem.
![]() |
| Nawa główna |
Może tego nie widać na powyższym zdjęciu, ale to jest józefowy raj. Cała historia św. Józefa - opiekuna Jezusa wymalowana na freskach przez Michaela Willmanna - śląskiego Rembrandta, jak się go powszechnie określa.
![]() |
| Ołtarz główny i za nim freski Willmanna |
Ale do Willmanna jeszcze wrócę, bo godzien jest tu oddzielnej opowieści.
Dalej poszedłem wzdłuż lewej fasady Bazyliki.
![]() |
| Cmentarze |
![]() |
| Mauzolem Piastów Śląskich |
![]() |
| Podziemia |
![]() |
| Nawa głowna Bazyliki |
![]() |
| Ołtarz główny |
![]() |
| Matko Boża Łaskawa - módl sie za nami |
![]() |
| Krzeszów ❤️🙏😇 |
Plany na dziś były takie:
Wjechać wyciągiem krzesełkowym na Kopę. Wejść na Śnieżkę: 2,3 km i 450 m przewyższenia - nawet taki dziadek, jak ja w godzinę dałby radę. I potem z powrotem: szybciej, bo z górki.
Jednak już w nocy i rano nawet na dole w Karpaczu wiało niemiłosiernie.
Patrzę przez okno. Śnieżki nie ma:
![]() |
| Poranny widok z okna |
Pogłówkowałem, skonsultowałem się z AI i zmieniłem plany.
Pomyślałem, że wybiorę się do Schroniska Samotnia. W osłonie lasu wiatr nie powinien nadto dokuczać.
Wystartowałem z parkingu, skąd w kilka minut doszedłem do Świątyni Wang i przy niej wkroczyłem do:
![]() |
| Karkonoski Park Narodowy |
Pogoda była w kratkę. Czasem wyszło na chwilę słońce. Za chwilę padał deszcz. Wiało, ale w lesie wiatr był znośny. Było dość zimno. Im wyżej tym zimniej.
Po ok. 1,5 h dotarłem nad Mały Staw do Schroniska Samotnia. Pogoda zrobiła się paskudna: głowę urywało, znów pojawił się deszcz, jakby z drobnym gradem i śniegiem. Ale najgorszy był porwisty wiatr. Jednocześnie kapryśna aura wyczarowała spektakularne pejzaże.
![]() |
| Kocioł Małego Stawu |
Najlepiej było je jednak podziwiać zza okna ciepłego schroniska, przy kawie i serniczku.
Z godzinę spędziłem we wnętrzu, by się ogrzać, wysuszyć i trochę odpocząć. Właściwie plan B (jeśli nie można na Śnieżkę) na dziś zrealizowałem. I byłem bardzo zadowolony, bo widoki były przecudne.
Ale czy już wracać? Pogoda jakby ciut lepsza. Co tu można jeszcze zrobić? To idę dalej w stronę Strzechy Akademickiej - napisano na szlaku, że to tylko 15 min. Drapię się pod górę. A widoki stają się coraz rozleglejsze: w stronę Karpacza, Jeleniej Góry i gdzie tam jeszcze.
![]() |
| Widoki spod Strzechy Akademickiej |
W schronisku nawet nie usiadłem - jakoś za blisko było poprzedniego. Myślę sobie, pójdę jeszcze trochę dalej i wyżej. Może gdzieś dojrzę Śnieżkę? I tak jeszcze szedłem przez kolejne pół godziny pod górę. A Śnieżki, jak nie ma tak nie ma. Zapytałem nawet o to dwie miłe schodzące Panie, które potwierdziły, że nie, nie widać: szyt schowany w chmurach.
Doszedłem na wysokość ok. 1400 m n.p.m. Warunki były trudne. Całe szczęście byłem dość dobrze przygotowany i miałem odpowiednie ubranie, więc krzywda mi się nie stała. Generalnie i tak byłem przeszczęśliwy - nawet bez kapryśnej Śnieżki.
![]() |
| Ponad 1400 m n.p.m. - warunki zimowe |
Ok. Czas wracać. Jednak im niżej, tym cieplej. No i słońce pokazuje się na dłużej. Zacząłem ściągać z siebie poszczególne warstwy ubrań i chować do plecaka. Ponad 1,5 h później i 350 m niżej zrobiło się calkiem wiosennie.
![]() |
| Polana 1067 m n.p.m. |
A na dodatek, gdy znalazłem się na dole, pojawiła się jej wysokość Śnieżka - trochę jednak ze mnie dziś zakpiła.
![]() |
| Śnieżka widziana spod Świątyni Wang |
Ale nie mam jej za złe. Bo to oznacza, że będę chciał jeszcze tu kiedyś wrócić. I to koniecznie dużo wsześniej niż za kolejne 50 lat.
Tak więc zamiast planów opisanych powyżej, zrobilem dziś ponad 15 km z przewyższeniem ok. 550 m i mam na liczniku prawie 24 tys. kroków.
Ale jestem szczęśliwy!
Pozdrowienia z Karpacza
Wziąłem na czwartek i piątek urlop i przyjechałem do... Karpacza (po służbowej konferencji we Wrocławiu).
![]() |
| Ze Śnieżką w tle |
Byłem tu wcześniej jakieś... 50 lat temu - z rodzicami na wczasach.
Przeszedłem sobie pod wieczór przez miasto, ale szczerze mówiąc nic nie pamietam. Pewnie z jednej strony, przez te pół wieku wiele się tu zmieniło, ale z drugiej strony, część budynków i charakterystycznych miejsc musiała pozostać ta sama. Jednak w moim umyśle wszystko się już zatarło.
![]() |
| I dalej się zmienia |
Podjechałem i potem przespacerowałem się pod Świątynię Wang. Poza sezonem, po 19.00 - ani żywej duszy. Ale tu jednak sobie samą bryłę i architekturę drewnianego kościoła z murowaną dzwonnicą przypomniałem. Może dlatego, że później oglądałem ją na fotografiach?
![]() |
| Świątynia Wang |
Gdzieś też od dzieciństwa w mojej wyobraźni bardzo się utrwaliła Śnieżka, górująca nad okolicą. Pamiętam, że byliśmy wtedy na szczycie - to było jedno z tych dziecięcych przeżyć, które mocno i pozytywnie, jako wielkie osiągnięcie - wyczyn, wryło się w moją pamięć. Do dziś pamiętam jej wysokość 1602 m n.p.m.
Mam szczęście, że dość przypadkowe miejsce z bookingu, gdzie śpię, ma taki widok z okna mojego pokoju (jeśli trochę przybliżyć - tak 10x).
![]() |
| Śnieżka |
Ale mi ta Śnieżka działa na wyobraźnię!
Kocham takie miejsca
Pozdrowienia z Karpacza
Nie, nie chodzi mi o wzbudzanie jakichś antagonizmów.
Chcę tylko pokazać, jak po wojnie, po włączeniu Śląska do Polski, w czasach PRL-u, traktowano naszą architekturę przemysłową. Zrobię to na podstawie sąsiadujących, najbliższych mojego miejsca zamieszkania budynków.
Przed wojną obiekty na kopalni Bielszowice budowano tak:
W latach chyba 70 ubiegłego wieku tuż obok dobudowano takie szkaradztwo (anteny dostawiono później):
![]() |
Dziś przejeżdżałem na rowerze obok zamkniętej już Kopalni Makoszowy.
Tam też kiedyś - przed wojną dbano o estetykę, o piękno, o harmonię kształtów.
A potem w PRL-u trzeba było przepuścić ciepłociąg i inne rury. Barbarzyńcy walnęli to środkiem elewacji.
Czasem mi się zwyczajnie serce kraje, gdy oglądam takie obrazki.
A przecież Śląsk jest śliczny
Dziś był dzień pracy w ogródku.
Efekt wygląda tak:
Moja Żona też się przysłużyła:
Z drugiej strony mamy warzywa i owoce:
![]() |
| Pomidory |
![]() |
| Truskawki |
Póki co, mamy kwiatki. Ładne, prawda?
![]() |
| Truskawka |
![]() |
| Bez |
Wiosna zawsze mnie zaskakuje
Cudowny jest dzisiejszy komunikat Watykanu:
Dziś rano, w czwartek, 7 maja, Ojciec Święty Leon XIV przyjął na Audiencji w Pałacu Apostolskim w Watykanie Jego Ekscelencję Pana Donalda Tuska, Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej, który następnie spotkał się z Jego Eminencją Księdzem Kardynałem Pietro Parolinem, Sekretarzem Stanu Jego Świątobliwości, któremu towarzyszył Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Paul Richard Gallagher, Sekretarz do spraw Stosunków z Państwami i Organizacjami Międzynarodowymi
Trochę się tu podśmiewuję, ale to jest dobra stara szkoła dyplomacji, która pozostała już tylko chyba w Watykanie i na angielskim dworze królewskim.
Pozdrowienia
Jak ja kocham takie perełki, które mi się od czasu do czasu zdarzają.
Korzystając z majówki, przeglądam otrzymany kilka dni temu album:
We wnętrzu, poza wieloma innymi ciekawostkami, znajduję reprodukcję obrazu z naszego Muzeum Archidiecezjalnego, który znam z czasów, gdy byłem tam dość częstym gościem. Znalazłem nawet ten portret w swoich zdjęciach:
| św. Jan od Krzyża |
Okazuje się, że autorem obrazu jest Francisco de Zurbarán. Ten sam, którego dzieła miałem okazję kilkanaście dni temu podziwiać w Museo de Bellas Artes de Sevilla.
![]() |
| Dwa Ukrzyżowania Zurbarána w sąsiednich pomieszczeniach |
Najsławniejszy jego obraz w Sewilli to Św. Hugo w refektarzu Kartuzów.
![]() |
| Św. Hugo w refektarzu Kartuzów |
Francisco de Zurbarán, choć sam był Baskijczykiem, przez wiele lat mieszkał i pracował w stolicy Andaluzji - w Sewilli. Tu też znalazłem jego pomnik - obok Casa de Pilatos.
![]() |
| Zurbarán |
Jak ja kocham takie perełki
Z dzisiejszej homilii naszego Proboszcza zapamiętałem, że...
Wiara jest ryzykiem
Muszę powiedzieć, że bardzo się z tym stwierdzeniem zgadzam. Moja wiara jest ryzykiem. Przynajmniej od czasu mojego nawrócenia. Czyli od czasu, gdy przestała być tylko tradycją, religijnością, przyzwyczajeniem i czymś, co wyniosłem (i bardzo dobrze) z domu rodzinnego.
Wiara jest ryzykiem, bo jest drogą, bo jest życiem. Droga życia jest ryzykowana, bo żeby gdzieś dojść, trzeba zaryzykować.
Oczywiście można się kręcić w kółko i chodzić ciągle po tych samych, wydeptanych ścieżkach, ale wtedy się nigdzie nie dojdzie. Żeby pójść w nowe miejsca, w nowe światy, trzeba zaryzykować. Ryzyko czasem też oznacza, że człowiek pobłądzi, że niepotrzebnie się natrudził, bo i tak trzeba zawrócić i poszukać innej drogi.
Jeśli jest jednak jakieś prawdziwe ryzyko w życiu, które warto podjąć, to jest to ryzyko wiary.
Jezus dziś mówi: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem".
Warto zaryzykować i Mu uwierzyć.
Dobrej niedzieli
...na rowerze
![]() |
| 42 km |
Przejechałem dziś ponad 42 km. Dla mnie to rekord i jestem z siebie bardzo dumny.
![]() |
| Gdzieś w połowie drogi z tłem w paski |
Jak widać na grafice trasa zajęła mi 2h 41min, nie licząc postojów i zatrzymań, w tym na lody.
I tak się zastanawiam. Podobno kilka dni temu w Londynie niejaki Sebastian Sawe z Kenii pobił rekord świata na tym dystansie schodząc poniżej... 2h. Pieszo! Bez roweru. Ja tego nie rozumiem.
Tak czy inaczej, ja chwalę się swoim dzisiejszym rowerowym osiągnięciem.
![]() |
| Jestem cieniem biegaczy 🙂 |
Dobrej majówki!
Jõ Wōm gõdom, jõ we tyj Sewilli czuł sie, jak w dōma.
Po piyrsze, w roztomajtych miejscach, we kościołach i muzeach szło tam znojś nasza Barbōrka.
![]() |
| Św. Barbōrka |
Inkszo ślōnsko Święto, keryj tam fest przajōm, chōby u nos na Annabergu, to Ana.
![]() |
| Św. Ana i św. Paniynka s Dzieciōntkym |
Musza tyż pedzieć, że u nos na Ślōnsku mōmy piykne ańfarty, ale te ze Sewilli misiezdo sōm jeszcze piykniejsze.
![]() |
| Jedyn z setek sewillskich ańfartōw |
![]() |
| Kole Polibudy na wyspie Catuja |