czwartek, 30 sierpnia 2012

Wstyd za biskupa

Dziś na stronie Katolickiej Agencji Informacyjnej pojawiła się treść listów, które przesłali do siebie wzajemnie Kancelaria Prezydenta RP i biskup włocławski Wiesław Mering. Korespondencja dotyczy koncesji Telewizji Trwam - KLIK.

Co sądzę o samej TV Trwam, przedstawiłem kilka miesięcy temu. Nic specjalnie się w tej kwestii z mojej strony nie zmieniło.

Doskonale rozumiem też odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Prezydent nie ma kompetencji, by tą sprawą się zająć. Zgodnie z obowiązującym prawem, trwa postępowanie administracyjne w związku a odwołaniem Fundacji Lux Veritas przed Sądem Administracyjnym. Bardzo dobrze, że fundacja od decyzji KRRiT się odwoływała, jeśli uznaje, że została pokrzywdzona - ma do tego pełne prawo.

Dziś w naszym państwie nawet Prezydent nie jest sekretarzem partii, który wedle własnego uznania i zapotrzebowania swoich poddanych dzwoni, gdzie trzeba i natychmiast wszystko się staje. Te czasy, dzięki Bogu, już jakiś czas temu się skończyły.

Odpowiedź ks. biskupa Meringa jest niestety żenująca. Nawet nie ma czego komentować. Tu można się tylko wstydzić.


Pozdrawiam



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Na kole

Łostatnio trocha wiyncyj jeżdża sie na kole. 

Próbuja rozruszać stare kości. 

Niy ma co, człek sie zasiedzioł:
Rano wstana z betow i całe moje łażynie to je piytnoście schodow z wiyrchu na parter. Zaroz kole chałpy mom garaż, to sie tyż niy nałaża. I garaż, i brama w płocie łotwiyro sie na pilota - tukej beztoż wysiłek fizyczny je, ale ino dlo palca wskazującego. :)
W robocie mom biuro na szostym sztoku. To sie jada na wiyrch szolom. Czasym, jak mom chyńć, to przinajmij na doł ida słodami, ale raczyj chynci niy mom. Za to zawsze ida słodami, jak mom coś do załatwiynio na sztoku szfortym. I to w łobie strony. W robocie abo siedza cołki dziyń przy komputrze, abo kaj jada. Jak mom rajza, to przeca tyż dupa plaszcza, tyla, że w aucie. 
Jedyny ruch w robocie to mom wtedy, jak jada kajś na nadzory. Ja, wtedy czasym musza sie natyrać, jak pieron. Ale nic niy godom, bo mom takego miejscowego inspektora, kery je już na pynzyji. Tyn to mo kondycha. Jo je fest modszy, to musza dać rady tyla co łon.
Jak wroca z roboty, zjym łobiod, trocha się dychna i nojczyńścij juzaś siadom do komputra.
Downij, jak moje synki byli modsze, to żech jeszcze z nimi fusbal abo w co inkszego pogroł. Tera już niy moga, bo chopoki som za dobre i mie gańba, że z nimi przegrywom. Poza tym tera jak to już take wielke byki, niy lubia, jak mi grajom na łogrodku, bo mi wszysko tratujom i wyłamujom sztachety z płota.

Czasym trocha dodatkowego ruchu idzie zaznać fuksym. Zarozki na wiosna połaziyli my z kamratym po górach skuli rekolekcji, co żech już łopisoł tukej.
Drugi roz połaziyli my z Grupom Poniydziałek, jak właziyli my niy cołkim na przima na Skrzyczne. Jakoś do dzisioj skuli tego doskwiyro mi prawe kolano, kere mie zaczło boleć, jak szli my nazod, z gorki.
Jo już tak mom. Łod zawsze mom krziwe nogi. Choć moja mam godała żech za bajtla mioł proste, że mi sie tak zrobioło, jak jo piyrszy roz poszoł do Czynstochowy. Jo mamie łodpedzioł, że to je możliwe, bo na Jasnyj Gorze, wielu ludziom sie poprawio (jak na przikład tyj klosztornyj pannie, co wczoraj kapelonek łopowiadali ło nij na kozaniu, co swoje kule łostawioła Paniynce, jako wota). A żeby rownowoga w przirodzie boła zachowano, to czasym tyż kerymuś musi sie pogorszyć i skulie tego jo mom krziwe nogi - łod pońci.

Tak przi łokazji musza Wom pedzieć, że zeszły tydziyń na Jasno Gora i nazod (chyba ino Halymba łazi tyż nazod) szła już czidziesto szforto nasza halymbsko pońć.
Tydziyń wczesnij sie mie kapelonek w zokrystie pytali, czy ida, alech im pedzioł, że chyba bych już niy doł rady. To mi łodpedzieli, że kożdy tak godo. :) Ło moich krziwych nogach nic żech mu niy godoł.

Możno jeszcze kedyś dom rada?

Na razie jeżdża na kole. Może to i niy je dużo, ale jak zrobia po robocie, pod wieczor 10 km, to i tak trocha sie nadychom i trocha zapoca skuli czegoś inkszego niźli stres w robocie.
Załonczom sie w moim telefonie taki specjalny łon i moga sie potym sprawdzić wiele i jak gipko żech sie napyndalowoł. Bez tyn miesionc żech już zrobioł:
  • 7, 16 km jedynostego (wtedy żech zaczon)
  • 5,00 km czinostego (tu boł kryzys)
  • 10,75 km sztyrnostego
  • 11,78 km piytnostego
  • 10,58 km szesnostego
  • 10,05 km dziewiytnostego
  • 10,76 km dzisioj.
Dzisiej żech tyż miol nijlepszy czas, boch to zrobioł we sztyrdziści minut, ze średnom pryndkościom 15,9 km/h (niy wiym czy je sie czym kwolić) i nojszybszym kilometrym, kery żech machnoł we 2 minuty i 54 sekundy.

Taki to zy mie szportowiec !

Łostońcie z Bogiym !

P.S. Jakby ktoś jakiegoś słówka nie zrozumiał, to służę tłumaczeniem. Proszę zagadnąć w komentarzach :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Bochnia - Halemba

Kilka tygodni temu odwiedziłem na chwileczkę Bochnię.

Byłem tam pierwszy raz, ale co mnie zaskoczyło, znalazłem wiele podobieństw do mojej rodzinnej Halemby.

U nas kościół, w którym byłem chrzczony, jest pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej.

Kościół MBR na Halembie

W Bochni znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej.

Sanktuarium MBR w Bochni

Na Halembie mamy wielką i głęboką kopalnię węgla kamiennego.

KWK Halemba

Bochnia może się za to poszczycić o wiele dłuższymi (XII w.!) tradycjami fedrunku też kamiennej, ale oczywiście soli.

Szyb Sutoris - Bochnia

Nie dawno pokazywałem nasze nowe wagoniki na rondzie.

Rondo na Halembie

Na bardzo podobne wózki można trafić niemalże na każdym kroku w Bochni.

Wagonik z szybu Herman w Bochni

Jedna jest natomiast zasadnicza różnica. Na Halembie, a chyba i na całym Śląsku nie ma pomnika króla Kazimierza Wielkiego.

Król Kazimierz Wielki - rynek w Bochni

Na cokole znajduje się tu następujący napis: 

Królowi
chłopków opiekunowi miast
Kazimierzowi Wielkiemu
swemu dobroczyńcy
Bochnia
1871

Zastanawiam się, jak mógłby brzmieć napis na pomniku tegoż króla, gdyby go postawić u nas. Może na przykład tak:

Królowi
Kazimierzowi Wielkiemu,
który pozwolił nam zasmakować kultury Czeskiej
a w konsekwencji również Austriackiej, Pruskiej i Niemieckiej
wdzięczni Ślązacy

Dla niezorientowanych tylko przypomnę, że Kazimierz Wielki w roku 1335 sprzedał Śląsk królowi Czech - Janowi Luksemburskiemu. Nie mamy mu tego za złe - taki to już los pogranicza.

Pozdrawiam

czwartek, 23 sierpnia 2012

Ekologia w służbie głodu

Bywają ma świecie rzeczy, które mnie przerażają.

Jedną z nich z pewnością jest głód, który dotyka prawie miliard ludzi w wielu krajach naszego globu.

Nie jest prawdą, że jest to wynik przeludnienia świata. Głód jest przede wszystkim wynikiem niesprawiedliwego podziału dóbr. W momencie, gdy w jednych częściach świata ludzie umierają, bo nie mają środków na zakup żywności, w bogatych krajach występuje "klęska" otyłości i wydaje się miliardy na środki wyszczuplające. Póki taka sytuacja ma miejsce, absolutnie nie można mówić o tym, że Ziemia nie jest w stanie wyżywić wszystkich swoich mieszkańców.

Niestety, w ostatnich latach, w związku z głupim i demagogicznym podejściem do ekologii, pojawił się jeszcze jeden problem. Nie dalej, jak wczoraj, przeczytałem w fachowym artykule następujące zdanie wypowiedziane przez prezesa koncernu Nestle:
"Połowa amerykańskiej produkcji kukurydzy i 60 proc. europejskiej produkcji rzepaku przeznaczana jest na cele paliwowe".

No to mamy nasze ekologiczne biopaliwa! Czy zdajemy sobie sprawę, jak wielkie szkody może przynosić ideologiczne i wąskie patrzenie na sprawę rzekomej ochrony środowiska?

Nawiasem mówiąc warto przeczytać cały artykuł. który jest zatytułowany: Europejski biodiesel nie spełnia kryteriów UE?


* * * * *

Również wczoraj znalazłem jeszcze drugi, bardziej optymistyczny news w podobnym temacie: Boeing chce produkować paliwo ze zużytego oleju. Pomysł chyba niezły. Zastanawiam się tylko, czy wsiadłbym do samolotu wiedząc, że dzisiaj lecimy na paliwie, na którym wcześniej ktoś smażył frytki. :)

Przed startem na Okęciu
Pozdrawiam

środa, 22 sierpnia 2012

Idzie zima

Tak, tak, idzie zima. 

Właśnie wczoraj przywieziono do nas drewno do kominka. 

I tu należą się słowa uznania dla Łukasza, który całość tego, co samochód wysypał przed domem, ułożył ładnie w naszej drewutni. Brawo! 

Tak sobie myślę, że trzeba by jeszcze zadzwonić do kominiarza. Niech przed zimą przeczyści kominy, żeby w okresie grzewczym nie mieliśmy jakiejś niemilej niespodzianki.

A propos pogody, to w Panamie dziś strasznie lalo, co nie jest dziwne, bo mają tam porę deszczową. Dowiedziałem się o tym od mojej nauczycielki angielskiego podczas kolejnej lekcji.

Natomiast tak, jak u nas w ostatnie dni, czyli 36 st. C było dziś wcześnie rano w Dubaju. Bo później, w ciągu dnia to jest 46 st. C. Skąd wiem? Od kolegi z pracy, który ponad 2 lata temu wyjechał z rodziną do Emiratów Arabskich. Cieszę się, że do niego zadzwoniłem na Skypie. Trochę żeśmy sobie pogadali.

Biorąc powyższe pod uwagę, tym bardziej doceniam, że mieszkam w Polsce, gdzie mamy 4 pory roku i teraz możemy korzystać z upalnego słońca, a za jakiś czas będzie miło usiąść przy kominku.


Pozdrawiam ciepło

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Legnica

Zrobiłem dziś służbowo za kierownicą 601 km. Gdyby to nie było służbowo, nie na zachód, a na południe  i gdyby doliczyć jeszcze połowę, dojechałbym dziś na Chorwację. :)

No niestety, o wakacjach to trzeba już zapomnieć. Choć trudno rozstać się z myślą o np. Wyspie Krk, gdy temperatura w cieniu osiągnęła dziś 36 st. C.

Wracając ze spotkania, zatrzymałem się na chwilę w Legnicy. Nigdy wcześniej tam nie byłem.

Co tam widziałem?

Gmach Urzędu Miejskiego
Okolice Rynku z teatrem i katedrą w tle

Okolice Rynku - widok w przeciwnym w kierunku

Katedra

Ul. Najświętszej Marii Panny z kościołem ewangelickim w tle

Galeria handlowa

Zamek

Fasada kościoła franciszkańskiego

Legnicka Pani

Kościół franciszkański - wnętrze

Kościół franciszkański

Legnica, jeśli cokolwiek można powiedzieć po godzinnym spacerze, to dziwne miasto. Pełno w niej koszmarków - wstrętnych budynków wybudowanych w czasach słusznie minionych. A jednocześnie można tu znaleźć piękne perełki, jak na powyższych zdjęciach.

Po przechadzce, z przyjemnością wsiadłem z powrotem do klimatyzowanego auta. Już teraz wiem, dlaczego o Legnicy się mówi, że to najcieplejsze miasto Polski.

Pozdrawiam

niedziela, 19 sierpnia 2012

Jubileusz abp Nossola

Wczoraj po południu wsiadłem w auto i pojechałem do Kamienia Śląskiego, gdzie urodził się św. Jacek. Od piątku do dziś trwają tam uroczystości odpustowe ku czci naszego Wielkiego Ślązaka

Jednocześnie swój jubileusz obchodzi tam abp Alfons Nossol, o którym już tu wspominałem. A jubileusz to zacny, bo emerytowany biskup opolski świętuje:
  • 35 lecie sakry biskupiej
  • 55 lecie święceń kapłańskich
  • 80 lecie urodzin
Pięknie, prawda?

Po godzinie jazdy autostradą (ten nasz Górny Śląsk wcale nie jest taki mały), gdy wyszedłem z auta, najpierw udałem się do Pałacu Odrowążów. Tu św. Jacek się urodził ok. roku 1183.

Pałac Odrowążów - Sanktuarium św. Jacka

A konkretnie w komnacie, gdzie dziś znajduje się piękna kaplica.

Kaplica św. Jacka

Św. Jacek na obrazach i figurach jest przedstawiany z monstrancją, gdyż był obrońcą Eucharystii podczas napadu Tatarów. Czy to nie jest wspaniały pomysł, że w jego kaplicy trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Miałem więc okazję chwilę się pomodlić.

Adoracja

Zwróciłem też uwagę na wyeksponowane relikwie świętego.

Relikwie św. Jacka

Uroczystości jubileuszowe abp Nossola miały miejsce w kościele parafialnym.

Kościół parafialny w Kamieniu Śląskim

Szanowny Jubilat prezentował się wspaniale. 

Abp Alfons Nossol

Piękne kazanie w pierwszej części o św. Jacku, a później jako laudacja na cześć abp Nossola wygłosił bp. Andrzej Czaja - obecny ordynariusz opolski.

bp Andrzej Czaja

Zwrócił między innymi uwagę na fakt, że św. Jacek, ten który w XIII w. ewangelizował również Ruś, jest cichym patronem porozumienia polsko-rosyjskiego. Przecież to w dniu właśnie jego wspomnienia, abp Józef Michalik i Cyryl I podpisali Wspólne przesłanie do Narodów Polski i Rosji.

Kaznodzieja świetnie opowiedział o życiu i dziele abp Nossola. Z jednej strony jest on wielkim naukowcem - teologiem, który współtworzył i rozwijał (i dalej to czyni) najważniejsze prądy myślowe XX w. takich wybitnych teologów, jak: Rahner, Balthasar, Kasper, Barth, czy wreszcie Ratzinger. Jednocześnie abp Nossol pozostał bardzo otwartym, ciepłym człowiekiem, Ślązakiem, który kocha swoją małą ojczyznę. O nas Ślązakach mówił, że "myślimy sercem i kochamy rozumem". Wreszcie nie sposób przecenić jego wkładu w pojednanie polsko-niemieckie, w ekumenizm, w rozwój opolskiego Caritasu, w utworzenie wielu cennych instytucji, z tą najważniejszą, gdy powołał do życia Uniwersytet Opolski.

Nawiasem mówiąc, moja żona dzięki abp Nossolowi, ukończyła właśnie uniwersytet. Zaczynała studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, ale gdy była na ostatnim roku, podniósł się status szkoły i posiada dyplom uniwersytecki.

Po Mszy Św. ruszyliśmy z procesją eucharystyczną z kościoła parafialnego do Pałacu Odrowążów. Była orkiestra.



Dobrze się też prezentowały niesione figury świętych.



A z nich najlepiej oczywiście św. Jacek.



Proszę sobie wyobrazić, że monstrancję z Najświętszym Sakramentem, bez żadnego podtrzymywania, niósł osobiście sam 80 letni Jubilat.


Pod Sanktuarium św. Jacka odśpiewaliśmy Te Deum laudamus i abp Alfons Nossol udzielił nam sakramentalnego błogosławieństwa.




Wróciłem do domu przed 22.00, ale warto było w tym święcie uczestniczyć.

A dziś z rana jechałem do Piekar na coroczną pielgrzymkę ... kobiet. Nie, nie w charakterze kobiety :) , ale jako szafarz komunii św. KLIK

Pozdrawiam

sobota, 18 sierpnia 2012

Święty Ślonzok

Wczoraj był dzień świętego Jacka.

W katowickiej katedrze o 12.00 podobno były z tej okazji uroczystości. Nie mogłem w nich uczestniczyć, bo byłem w pracy. 

Św. Jacek jest mi bliski i to z kilku powodów:
  1. Jako Ślonzok urodzony w Kamieniu Śląskim jest patronem naszego regionu, naszej małej ojczyzny (i naszej diecezji).
  2. Gdy zostałem szafarzem komunii św., okazało się, że św. Jacek jest naszym patronem i mamy nawet taką specjalną modlitwę za jego wstawiennictwem, którą codziennie odmawiamy.
  3. Na Śląsku niespecjalnie obchodzimy imieniny, co nie znaczy, że nie lubimy swoich patronów. To nie jest przypadek, że nasz młodszy syn ma na imię właśnie Jacek.
Już kiedyś o św. Jacku pisałem:

Ten Wielki Ślązak urodził się w Kamieniu Śląskim w rodzinie Odrowążów w XII wieku. Niby strasznie dawno, ale wtedy, podobnie jak dzisiaj, wieszczono, że czasy są tak straszne, ludzie tak niedobrzy, że to już na pewno schyłek chrześcijaństwa, które nie ma prawa dłużej się ostać. Studiował w Pradze, Bolonii i Paryżu (tak wypadało, jeśli pochodziło się z porządnej rodziny). Gdy w Rzymie spotkał św. Dominika, jego życie odwróciło się do góry nogami. Wstąpił do właśnie zakładanego zakonu Dominikanów i prawie natychmiast wrócił do Krakowa, by założyć tu klasztor. Ponadto był inicjatorem powstania klasztorów Dominikanów w Pradze, Ołomuńcu, Wrocławiu, Gdańsku oraz prowadził misje dalej na wschód do Kijowa, Rusi, Prus (niektórzy, może zbyt gorliwi, hagiografowie podawali, że nawet do Szwecji, na Krym i do ... Indii). Jak trzeba było pojechać na obrady kapituły generalnej zakonu do Paryża - to pojechał. Jak trzeba było zająć się działalnością duszpasterską w Krakowie - to się zajął.
Jeszcze raz powtórzę - Ślązak, wykształcony w najlepszych uczelniach ówczesnego świata, prawdziwy Europejczyk, który bez kompleksów tworzył najnowocześniejsze ośrodki życia religijnego, ale też kulturalnego i gospodarczego w sobie współczesnych czasach. Nie zamykał się na świat. Niósł swoją gorliwość dalej na wschód. Zmarł w 1257 roku w Krakowie, gdzie do dziś jest jego grób w kościele Dominikanów.

Jedyny polski/śląski święty, który ma swoją statuę na Kolumnadzie Berniniego na Placu Św. Piotra w Rzymie.

Św. Jacek - Rzym
Pozdrawiam


czwartek, 16 sierpnia 2012

Cyryl I

Nie będę oryginalny. 

Dziś wszystkie media opisują wizytę Patriarchy Moskwy i całej Rusi Cyryla I do Polski.

Nie znam osobiście żadnych osób wyznania prawosławnego. Tylko kilka razy w życiu byłem w cerkwi. Gdzieś tam na wschodzie Polski dawno temu z okazji jakichś wycieczek i zupełnie niedawno, gdy odwiedziłem na krótko Bukareszt.

Mânăstirea Caşin - Bukareszt

Nigdy też niestety nie miałem okazji uczestniczyć w prawosławnej liturgii.

Dziś jednak bardzo się cieszę, że pierwszy raz w historii, Patriarcha Moskwy przybył do naszego kraju. 

Czuję, że to jest ważna rzecz. 

Jestem dumny z naszych biskupów, że przyczynili się do tego wielkiego wydarzenia, że wypracowali z naszymi wschodnimi braćmi płaszczyzny porozumienia. W 100% podpisuję się pod słowami Abp Józefa Michalika, który dziś mówił:

"Jeśli dzisiaj Patriarcha Prawosławnego Kościoła Rosyjskiego, Kościoła wielkiej ponad tysiącletniej historii, Kościoła wielkich świętych, Kościoła rzeszy męczenników pragnie wraz z Kościołem Katolickim w Polsce zwrócić się ze wspólnym duszpasterskim przesłaniem do wiernych obydwu Kościołów i do wszystkich ludzi dobrej woli, to ten krok staje się świadectwem wiary i mówi bardzo wiele".

 Nic dodać, nic ująć.

Albo może warto jeszcze zastanowić się w tym kontekście nad słowami dzisiejszej liturgii:

Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”

Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy."
 


Lubię te Boże przypadki !!! No bo to przecież "przypadek", że akurat dziś trafiły te słowa Ewangelii.

Pozdrawiam

środa, 15 sierpnia 2012

Lubię kobiety w ciąży

Zdarzyło mi się kiedyś uczestniczyć w dość międzynarodowym spotkaniu. Wieczorem, przy kolacji gadaliśmy o różnych rzeczach. Między innymi Belg opowiadając o swoim kraju wspomniał, że swego czasu, ich król Baldwin I odmówił podpisania ustawy aborcyjnej i z tego powodu na dwa dni zawiesił swój urząd. Włoszka, siedząca wtedy naprzeciw mnie, stwierdziła, że aborcja to przecież nic takiego. We współczesnym świecie jest to zachowanie bardzo powszechne. Pamiętam, jak powiedziała:
- Przecież to nie jest morderstwo!
Dopowiedziałem tylko krótko:
- Zależy z jakiego punktu widzenia.
Dalszej dyskusji nie byłem w stanie podjąć z dwóch powodów: mojego zbyt słabego angielskiego oraz wielkiego potoku słów, które ona w tym momencie wylała z siebie z prędkością strzałów z karabinu maszynowego.

Tak mi się powyższa scena przypomniała, gdy wsłuchiwałem się w dzisiejszą Ewangelię. Elżbieta podczas spotkania z Maryją bardzo się ucieszyła:

"Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie".

Ponad dwa tysiące lat temu, gdy medycyna była na poziomie dość prymitywnym, a o USG nikt jeszcze nie słyszał, dla ówczesnych ludzi było oczywiste, że pod sercem matki żyje i rozwija się prawdziwy człowiek.

Nie potępiam tej Włoszki. Żałuję tylko, że mój angielski jest słaby i nie mogliśmy, oczywiście gdyby chciała, spokojnie porozmawiać. Nigdy nie nazwałbym jej lub innych zagubionych ludzi mordercami. Myślę jednak, że gdzieś tam w takich ludziach sumienie jednak się odzywa. Pewnie stąd jej hasło o morderstwie i późniejszy potok słów.

Jedno jest dla mnie pewne: zdecydowanie jestem po stronie cywilizacji życia.

W ogóle lubię kobiety w ciąży. Choć wyrażenie: "w ciąży" jest okropne. Wolę, gdy się mówi, że kobieta jest w stanie błogosławionym. W ten właśnie sposób Elżbieta przecież zwróciła się do Maryi, która w tym momencie już spodziewała się Syna:

"Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana".

Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności kobiety w stanie błogosławionym, jeśli takie też tu trafiły.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Amber Gold - moje pieniądze

Spokojnie.

Ja całe szczęście nie mam żadnych oszczędności, a jedynie kredyt do spłacenia, więc nie miałem też szans stracić, poprzez inwestowanie swoich pieniędzy w Amber Gold, które właśnie pozwoliło sobie splajtować.

A może wcale nie trzeba być spokojnym.

Boję się, że za chwilę ja też będę musiał do tego interesu dołożyć. 

Niektórzy na ten przykład postulują, by w sprawie Amber Gold powołać komisję śledczą. Przypomnę, że komisja śledcza to taki sejmowy twór, który służy do tego, by poszczególne ugrupowania mogły się wzajemnie okładać lub poszczególni politycy mogli się wylansować. Nie pamiętam, by którakolwiek komisja jakąś sprawę wyjaśniła. Kto za prace komisji śledczej płaci? Ja płacę, bo to między innymi z moich podatków.

Część klientów Amber Gold chce składać pozwy zbiorowe przeciwko Skarbowi Państwa. Co prawda powierzyli swoje pieniądze spółce prywatnej, ale pretensje mają teraz do Państwa, że im na to pozwoliło. Trzeba było zainwestować w Obligacje Skarbowe, to wtedy mogliby żądać zwrotu od Państwa. Tak, tylko że tu odsetki wynoszą marne 4,5%, a nie obiecane 14% w splajtowanej firmie. Jeśliby natomiast ktoś w naszym pokręconym systemie prawnym zdołał coś od Państwa wysądzić, to kto za to zapłaci? Ja zapłacę, bo to między innymi z moich podatków.

Są i tacy, którzy nawołują, by Wałęsa i Wajda oddali dotację, którą producenci filmu otrzymali od Amber Gold. Myślę, że to świetny pomysł. Trzeba za tym ciosem iść dalej. Jeśli komuś wcześniej udało się otrzymać zysk z inwestycji w tej firmie w przykładowej wysokości 14%, to niech sobie zatrzyma 5%, a 9% niech odda. Natomiast jeśli ktoś leciał samolotem OLT Express za 100 zł, to niech teraz dopłaci jeszcze 500 zł, bo pewnie tyle powinien taki lot, nawet krajowy, kosztować. Ja całe szczęście nigdzie tymi liniami nie leciałem, więc może tym razem nie dopłacę do tego interesu?

No niestety, ja jednak do afery Amber Gold dopłacę i to sporo. Już się zaczyna intensywna praca prokuratury, sądów, policji, biura antykorupcyjnego, centralnego biura śledczego, NIK-u, nadzoru bankowego, posłów, senatorów, rządu, urzędników różnego szczebla, itp, itd ...
Przecież to są tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi, którzy żyją z moich pieniędzy, z moich podatków. Wszyscy oni teraz będą całymi miesiącami udowadniać, jak bardzo są mi potrzebni i jak ja się mam dobrze, że mogą mnie chronić i mi pomagać.

Coś mi się zdaje, że to może się skończyć kolejnym podniesieniem podatków. Oczywiście dla mojego dobra.

Pozdrawiam

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Halembskie nowości

Samo rondo przy Aldiku na Halembie powstało już rok temu.

Natomiast dopiero teraz doczekało się ono ładnego zagospodarowania. Posadzono krzaczki.



Na szczycie pojawiły się górnicze wagoniki z pelargoniami.


Mnie się to podoba.


Tuż obok znajduje się pałacyk myśliwski Księcia Pszczyńskiego.

W czasach słusznie minionych budynek należał do kopalni i był w nim tak zwany MDK (Młodzieżowy Dom Kultury). W podstawówce chodziłem tam na naukę gry na gitarze. Ostatni raz byłem w tym gmachu chyba na naszej studniówce w roku 1988. 

Po zmianach ustrojowych, kopalnia się budynku pozbyła i niestety popadł w ruinę. Dłuuuuuugo trzeba było czekać na jego odnowienie i ponowne oddanie do użytku. Teraz właścicielem pałacyku jest Miasto, które wprowadziło do niego bibliotekę. Znajduje się tam też siedziba Instytutu Karskiego.


Kawałek dalej buduje się największy chyba na Śląsku akwapark. Miał być otwierany za chwilę - 1 września. Niestety termin zakończenia budowy właśnie został przesunięty i obawiam się, że może być z tym problem, bo wykonawcą jest borykający się z poważnymi kłopotami Polimex Mostostal.


Takie to nowości w miejscu mojego życia - na Halembie.

Pozdrawiam

niedziela, 12 sierpnia 2012

Eliasz i ja

Też tak miałem w swoim życiu. 

Człowiek był zamęczony, zniechęcony, zatracił sens tego co robi. Do tego trochę zaczęło szwankować zdrowie. Jakieś takie poczucie, że wszystko co najlepsze w życiu jest już za mną. Słabo radziłem sobie ze stresem. Obowiązki w pracy stawały się wyzwaniami nie do ogarnięcia. Ówczesny szef chciał pomóc, ale nie mógł sobie pozwolić na problemy w dziale, któremu dowodziłem, więc w końcu na moje stanowisko powołał inną osobę. Ja próbowałem złapać oddech, ale nie było to łatwe. Byłem wypalony.

Pewnie nie było ze mną tak źle, jak z Eliaszem, ale bardzo rozumiem jego stan opisywany w dzisiejszym pierwszym czytaniu:

Eliasz poszedł na pustynię na odległość jednego dnia drogi. Przyszedłszy, usiadł pod jednym z janowców i pragnąc umrzeć, rzekł: „Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków!” Po czym położył się tam i zasnął.

I wtedy, w tych trudnych dniach (tygodniach i miesiącach) Proboszcz zaproponował mi, bym został Nadzwyczajnym Szafarzem Komunii Św. 

Byłem w szoku, bo ani żeśmy się specjalnie znali, ani nie włączałem się jakoś w życie parafii, na terenie której zresztą nawet nie mieszkam. Owszem chodziłem z rodziną co niedzielę do kościoła, jak setki innych ludzi - i tyle.

W pierwszym momencie chciałem odmówić. W mojej ówczesnej kondycji, nie czułem się po prostu na siłach.

Była wtedy też jednak od początku myśl taka, że to nie może być przypadek. Chodziło mi po głowie, że jeśli Pan Bóg przeznaczył mi nowe i to tak niesamowite zadania, to da też siły, by je udźwignąć. 

Może nie tak dosłownie, jak u Eliasza:

(...) Anioł Pana wrócił i trącając go, powiedział: „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga!”

Ale ja też poczułem, że przede mną "długa droga", że jeszcze wiele ciekawych rzeczy mi się w życiu wydarzy.

Powoli zacząłem się odbudowywać. To nie działo się z dnia na dzień. Na pierwszym spotkaniu kursu dla przyszłych szafarzy ledwo wysiedziałem. Potem pierwsze komunikowania też były dla mnie trudne. Czułem ciężar odpowiedzialności. Dłonie drżały. Próbowałem to wszystko zawierzyć Bogu. 

Dziś, po ponad dwóch latach, jestem Bogu niesamowicie wdzięczny, że pozwolił mi tego wszystkiego doświadczyć. Inaczej patrzę na swoje życie. Chyba z większą pokorą.

Będąc świeckim szafarzem Komunii Świętej, jest dla mnie wielką radością, że mogę uczestniczyć w tajemnicy Eucharystii, że mogę dotykać Boga i nieść Go ludziom. A to są sprawy najważniejsze w naszym życiu, bo tak o tym mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii:

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.  

Pozdrawiam

sobota, 11 sierpnia 2012

Afro

Właśnie wróciliśmy z kina, gdzie byliśmy całą rodzinką na:


Świetna zabawa !!!

Specjalne pozdrowienia dla AFRO :)


piątek, 10 sierpnia 2012

Bramki na A4

Wbrew temu co napisałem TU, dziś będę narzekał.

Do czego w Polsce służy autostrada? 

Wydawałoby się, że wybudowano ją po to, by szybko i w miarę bezpiecznie podróżować samochodem.

Zacznę może od początku. Dziś miałem służbowe spotkanie umówione na 10.00, gdzieś w województwie opolskim. Nie przypuszczałem, że potrwa ono tak długo, ale w rezultacie od klienta wychodziłem po 16.00. Dobrze, że przynajmniej praca, którą wspólnie żeśmy na miejscu wykonywali, szła elegancko i kawał owocnej roboty udało nam się pchnąć do przodu. Tak więc z satysfakcją, ale też strasznie głodny (od rana na jednej bułce) startowałem do domu. Kupiłem sobie Prince Polo w pierwszym napotkanym sklepiku i pognałem w stronę autostrady. Czasem moje prywatne auto zostawiam na noc pod biurem w Katowicach, ale dziś zaczyna się weeekend, więc musiałem jeszcze podjechać do firmy, by wymienić samochody. Pobrałem na bramkach bilet i wjechałem na A4. Niestety, przed Gliwicami przed sobą zobaczyłem sznur samochodów. Spędziłem w kolejce do zapłaty kwoty w wysokości 2,80 około 20 minut.

A4 - Punkt poboru opłat Sośnica (godz. 17:01)

Kto wymyślił taki system poboru opłat?

W naszych warunkach autostrada nie służy do szybkiego podróżowania. W Polsce autostrada służy do stania w korku. Wszystkie, czyli całe 8 (słownie: osiem) stanowisk poboru opłat były czynne. Rozumiem, że w piątek po południu natężenie ruchu może być nieco większe. Ale ilość bramek powinna być dobrana właśnie na taką sytuację.

Właściwie można się zastanawiać po co nam w dzisiejszych czasach pobór opłat przy pomocy bramek. Przecież zwykłe winietki (jak na przykład u naszych południowych sąsiadów) są pewnie setki razy tańsze w utrzymaniu. Innym sposobem dziś, jak sądzę, dosyć łatwym do wprowadzenia, byłby system taki, jak dla ciężarówek. Nie, u nas muszą pobudować bramki, zatrudnić setki ludzi i każdy zjazd z autostrady tak przekombinować, by na te bramki trafić. Czasem to oznacza budowę dwóch, a nawet trzech wiaduktów nad autostradą obok siebie. I mógłbym na to wszystko machnąć ręką tylko, że ja niestety zdaję sobie sprawę, że to wszystko wybudowano, a teraz trzeba utrzymywać z moich pieniędzy, z moich podatków.

Poza pieniędzmi państwo marnuje również czas swoich obywateli. Dziś, ponieważ było już właściwie po dniówce, zabrano mi 20 min. czasu prywatnego. Można jednak bardzo łatwo wyliczyć ile w ciągu dnia, miesiąca, czy roku marnuje się w ten sposób osobogodzin ludzi, którzy starają się ten kraj swoją pracą budować.

Czy wśród decydentów, urzędników i polityków ktoś w ogóle o tym pomyślał?

Koniec marudzenia!

Pozdrawiam :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Pomysł na codzienność

Czasem codzienność bywa żmudna. 

W pracy życie nie składa się z nieustannych sukcesów. Niestety jest też sporo porażek. Na przykład kilka dni temu przegraliśmy kolejny przetarg. A właściwie nie tyle przegraliśmy, bo z dwóch złożonych ofert nasza była tańsza. W ogóle to był jakiś, chyba wakacyjny cud, bo zwykle ofert w przetargu jest nawet kilkanaście. Zamawiający (gmina na wschodzie Polski) unieważnił przetarg pod pretekstem, że miał zbyt niski budżet. Takie sytuacje mnie denerwują. Temat potężny, bo chcieli, by im zaprojektować ponad 100 km sieci kanalizacyjnej. Wszystko miało trać aż do początku roku 2014, czyli było rozłożone na trzy lata budżetowe gminy. Więc właściwie nie może być tu mowy o przekroczeniu budżetu. Z drugiej strony na sprawę patrząc, mają w planach budowę 100 km sieci, a nie stać ich na projekt? Brrrrrrrrrrrrrrr ...

Z innych obowiązków, muszę sprawdzać dla jednego z Inwestorów projekty kanalizacji przygotowane przez pewne biuro projektów. Trzeba do tego mieć benedyktyńską cierpliwość. Najgorsze jest to, że co trochę podgonię robotę, pocztą lub kurierem przychodzi następna skrzynka z dokumentacją - never ending story. Sprawdziłem tych projekcików już grubo ponad setkę, a końca nie widać.


Tak się zastanawiam, jak tę moją codzienność trochę zabarwić?
W pracy nie ma za bardzo takiej możliwości. Trudne tematy, mało efektywne prace też trzeba wykonywać. Porażki trzeba przełknąć i wykrzesać z siebie minimum zapału i mobilizacji do kolejnych prób.

Co wymyślić po pracy, by rzeczywistość nieco uatrakcyjnić? Do następnego urlopu trzeba trochę poczekać - pewnie około 350 dni :) Na jakieś szaleństwa wysokobudżetowe też nie możemy sobie pozwolić, bo obecnie na koncie saldo jest niestety ujemne.

Ma ktoś jakiś pomysł?

Będę wdzięczny za podpowiedzi.

Pozdrawiam



wtorek, 7 sierpnia 2012

Mój blog

Za chwilę lub może właśnie w tej chwili na mój blog, w obecnej wersji, zajrzy ktoś po raz 10 000, licząc od stycznia tego roku. Statystyka nie obejmuje moich własnych wejść, więc wydaje się dość wiarygodna. 

O właśnie:


Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają. 

Od czasu do czasu zastanawiam się po co, w sumie już od kliku lat, piszę bloga. 

W jakimś stopniu robię to dla siebie. I wcale nie chodzi o zarabianie na reklamach, bo do dzisiaj zaoszczędziłem w ten sposób około 1,50 euro. :)  (Liczy się tylko, gdy ktoś w reklamę kliknie)

Pisanie pomaga mi zebrać swoje myśli. Wydaje mi się, że ludzie, dosyć nawet często, żyją bez głębszej refleksji o swoim życiu. Ja nie chcę przeżyć mojego życia bezrefleksyjnie. Chcę się zastanawiać nad swoimi wyborami. Chcę próbować zrozumieć to co się dzieje wokół mnie.

Pisanie bloga jest też okazją do dzielenia się swoim życiem z czytelnikami. Chciałbym, by moje pisanie nie polegało na jakimś dziwnym ekshibicjonizmie. Wolałbym, by było to świadectwo życia współczesnego człowieka, który z jednej strony nie ucieka od dzisiejszego świata, ale z drugiej strony stara się żyć wartościami. 

Mam nadzieję, że osoby tu zaglądające regularnie, ale też przypadkowo, potrafią zauważyć, że wiara, że rodzina to dla mnie sprawy najważniejsze.

Trochę mniej piszę o swojej pracy. Z dwóch powodów: Gdybym miał narzekać, mogłoby to być odczytane, jako szkodzenie wizerunkowi firmy. Gdybym miał natomiast zbytnio chwalić, mogłoby to być odczytane, jako lizusostwo - a tym się brzydzę :)

Ponieważ jedną z moich pasji jest robienie zdjęć (fotografika to za wielkie słowo), dosyć często mój blog przekształca się w fotoblog. A że przy okazji lubię od czasu do czasu podróżować w bliższe i dalsze ciekawe miejsca, można tu znaleźć zarówno zdjęcia z mojego ogródka, jak i z wypadów w różne części Śląska, Polski czy Europy.

Ostatnio znajomy zarzucił mi (żartem), że mój blog jest nieprawdziwy. Ma rację, ale wcale nie z tego powodu, o którym żeśmy sobie powiedzieli. :)
 
Czy ten blog oddaje faktycznie moje życie? Oczywiście nie. 

Jeśli obraz jest zniekształcony i wyidealizowany, to przede wszystkim dlatego, że jeśli mam zły dzień, to nie siadam do klawiatury. Raczej też chwalę się tu swoimi sukcesami, niż katuję Czytelników niepowodzeniami. Opisując świat wokół, z reguły wolę podzielić się spostrzeżeniami pozytywnymi, niż narzekać. 

No to na razie tyle z mojej strony.

Jeśliby ktoś z Szanownych Czytelników chciał napisać dwa zdania na temat mojego bloga, byłbym bardzo wdzięczny. Można to zrobić poprzez poniższy komentarz lub jeśli ktoś nie życzy sobie upubliczniać swoich refleksji, proszę o list e-mailowy na adres: andrzej.aci@gmail.com .

Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie tę osobę, która wkliknęła się z numerem 10 000 !!!

Etykiety

zdjęcia (982) wiara (550) podróże (411) polityka (325) Pismo Św. (269) rodzina (269) Śląsk (214) humor (206) po ślonsku (187) historia (175) Kościół (157) praca (139) człowiek (135) sprawy społeczne (125) Halemba (122) zabytki (114) muzyka (84) gospodarka (77) książka (75) Ruda Śląska (71) Jan Paweł II (69) ogród (68) filozofia (67) Grupa Poniedziałek (66) sport (57) dziennikarstwo (44) miłosierdzie (40) biurokracja (39) film (33) święci (30) muzeum (27) środowisko (26) varia (24) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (16) św. Jacek (15)