poniedziałek, 9 lipca 2012

Byłem dziś u Baśki

Nie, nie chodzi o dziewczynę, w której podkochiwałem się w podstawówce. :)

Wybraliśmy się całą rodziną do miejscowości Baška na wschodnim krańcu wyspy Krk.

Zapakowaliśmy do samochodu wszystkie niezbędne akcesoria potrzebne na plażę, czyli: dwa nadmuchane materace, dwa karimaty, maski do nurkowania, ręczniki, buty "do podwody", itp. i opuściliśmy z trudem wcześniej wymanewrowane miejsce postojowe pod naszym pensjonatem.

Jechaliśmy około pół godziny malowniczymi górami, momentami serpentynami. Szkoda, że nie mogłem za bardzo się rozglądać i podziwiać widoki - taki to już los kierowcy, że trzeba przede wszystkim pilnować drogi.

Najwyższe wzniesienie na wyspie Krk, koło którego przejeżdżaliśmy ma 568 m npm. Mimo, iż na przykład nasze Beskidy są dwa razy wyższe, tutaj wysokość liczy się w praktyce "od poziomu morza". Ze Skrzycznego, gdy byłem tam ostatnio, żadnego morza nie widać - niestety.

W Bašce zostawiliśmy auto na parkingu, a parkingowemu zostawiliśmy 30 kuna (niestety tu wszystkie parkingi są płatne). Wypakowaliśmy z meganki nasz dobytek i poszliśmy tam, gdzie wszyscy. Po kilku minutach marszu przed naszymi oczami pojawił się następujący widok:

Plaża w Bašce

W przewodniku pisali, że w Bašce jest najdłuższa plaża w całej Chorwacji - raptem 1,8 km. Pisali też, że rocznie przyjeżdża tu ponad 110 tys. turystów. Łukasz stwierdził, że wszyscy oni zameldowali się na plaży dzisiaj osobiście. Faktycznie nie było mowy o tym, by nasze materace i karimaty wcisnąć gdzieś pomiędzy smażące się ciała. Karimatów więc w ogóle nie rozwijaliśmy, a materace udało się od razu zwodować.

Mimo tłoku spędziliśmy na plaży i w wodzie bardzo miły czas. Powspominaliśmy sobie plażę w Sopocie, z podobnym zagęszczeniem ludności, ale tam nigdy woda nie jest tak ciepła, a poza tym widok jest jakby mniej urozmaicony - tylko "plaskato" woda, aż po horyzont. Tu poza morzem wszędzie dokoła widać góry:



Gdy zgłodnieliśmy, zostawiając nasze rzeczy (z drobnymi wyjątkami) na plaży, poszliśmy na pizzę do restauracyjki przy promenadzie. Pizza z ananasem i druga z pieczarkami wszystkim bardzo smakowała. Jedynie Jacek, jak zwykle, zażyczył sobie frytki z keczupem.

Z pełnymi brzuszkami wróciliśmy na plażę, choć teraz większość czasu spędzaliśmy już w wodzie. Na suchym lądzie było zdecydowanie za ciepło. Po kolejnej godzince zakończyliśmy dzisiejsze plażowanie.

Po powrocie do domu w Vrbniku, udało się zaparkować samochód tylko z lekkim wstrzymaniem ruchu na naszej ulicy, co jednak mogło skończyć się stłuczką hamującego z piskiem opon minivana na węgierskich numerach - uffffff.

Nie ma jak wakacyjne przygody!

Pozdrowienia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

zdjęcia (936) wiara (542) podróże (402) polityka (311) rodzina (267) Pismo Św. (261) Śląsk (209) humor (200) po ślonsku (178) historia (166) Kościół (154) praca (138) człowiek (132) sprawy społeczne (118) Halemba (116) zabytki (113) muzyka (78) książka (74) gospodarka (71) ogród (68) Ruda Śląska (67) Grupa Poniedziałek (66) filozofia (63) Jan Paweł II (59) sport (55) dziennikarstwo (43) miłosierdzie (40) biurokracja (38) film (31) święci (29) muzeum (27) środowisko (26) varia (23) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (15) św. Jacek (14)