czwartek, 6 września 2012

Paraolimpiada

Trwa paraolimpiada.

Niestety nie jest nam dane oglądać żadnych transmisji.

TVP swoją misję ma wpisaną jedynie w statucie i na tym się chyba kończy.
Telewizje komercyjne różnej maści bardziej są zainteresowane tym, kto z kim się rozwiódł lub puszczaniem głupawych sitcomów, niż tak banalnym wydarzeniem, jak współzawodnictwo ciekawych ludzi w Londynie.

Wczoraj na facebookowej stronie Eurosportu pokazano piękne zdjęcie sportowca bez nogi w skoku wzwyż. Pod nim ludzie zamieścili setki komentarzy z hasłami "szacun" lub podobnymi. Od czasu do czasu ktoś zadawał pytanie dlaczego Eurosport igrzysk nie transmituje. Moderatorzy strony z tej telewizji odpowiedzieli jedynie, że nie mają wpływu na ramówkę.

Miałem w życiu szczęście. Tak to po latach oceniam. Miałem w życiu szczęście spotkać wiele osób niepełnosprawnych. W czasach szkoły średniej i studiów każde wakacje (czasem nawet kilka turnusów) spędzałem jako opiekun osób niepełnosprawnych na koloniach z Caritasu. Na przełomie lat 80 i 90 to było dość niezwykłe i, można rzec, pionierskie zajęcie. Nie mieliśmy do tego ani warunków socjalnych (salki katechetyczne np. w Ustroniu Polanie), ani porządnej kuchni (dary z Zachodu), ani wykształcenia, by profesjonalnie do sprawy podejść. Mieliśmy za to dużo zapału, radości i serca. Wtedy w Polsce jeszcze nikt nie słyszał o łamaniu barier architektonicznych, a podjazdy dla wózków inwalidzkich bywały ewenementem.

Któregoś roku trafił mi się jako "podopieczny" osiemnastolatek (czyli chłopak starszy wtedy ode mnie), który jadąc na nasze kolonie, pierwszy raz w życiu był poza domem. Takie były czasy. Mało kto z rodziców z niepełnosprawnych dzieci miał wtedy wózek inwalidzki - tak było w tym przypadku. Poza tym czasem rodzice po prostu wstydzili się swoich "kalekich" dzieci. Znałem przypadki, że nawet najbliżsi sąsiedzi nie wiedzieli, że za ścianą mieszka jeszcze jedna osoba.

Wtedy spędzając wakacje z osobami niepełnosprawnymi najpierw starałem się im pomagać najlepiej, jak potrafiłem. Kogoś trzeba było zabrać na spacer lub z nim porozmawiać albo zorganizować jakieś gry i zabawy. Na prozę życia składało się posadzenie kogoś na ubikacji, umycie, ubranie, nakarmienie.

Przez kilka lat miałem pod opieką chłopaczka autystycznego, z którym był bardzo trudny kontakt, a musiałem go pilnować 24 godziny na dobę. Pamiętam, że przeżyłem chwile grozy, gdy raz mi zwiał i wyszedł po drabinie na kilkunastometrowy silos z cementem na pobliskiej budowie. Za to gdy udało mu się na chwilę otworzyć i coś próbował do mnie powiedzieć, to choć często go nie rozumiałem, były to najpiękniejsze chwile, których nie da się opowiedzieć.

Z czasem odkrywałem, że to nie jest tak, że tylko ja pomagam podopiecznym. Zauważyłem, że przy tych ludziach i od tych ludzi bardzo wiele się uczę. Zarażali nas, niby zdrowych, swoją autentyczną radością lub niesamowitą wrażliwością. Ktoś inny dzielił się swoimi talentami w bardzo różnych dziedzinach lub na przykład ponadprzeciętną inteligencją, gdy wdawaliśmy się w długie rozmowy czy dyskusje. Doszedłem wtedy do wniosku, że każdy człowiek otrzymał od Boga różne dary, talenty, wartości, a jednocześnie wszyscy jesteśmy w różnych kwestiach bardziej lub mniej niepełnosprawni. Ktoś nie ma nóg, za to potrafi wspaniale wsłuchiwać się w drugiego człowieka. Inny jest wysokim, wysportowanym atletą, a psychicznie nie potrafi sobie poradzić z najmniejszą porażką w swoim życiu. Człowiek nie potrafi zliczyć do pięciu, za to jest mistrzem świata w uśmiechu. I tak musi być. Dzięki temu jesteśmy sobie wszyscy potrzebni. Gdy każdy jest inny w swoich plusach i minusach, możemy wzajemnie się ubogacać.

Dziś, po latach jestem przekonany, że wtedy w spotkaniach z osobami niepełnosprawnymi w znacznym stopniu ukształtowałem się jako człowiek. To, że jestem, jaki jestem, między innymi zawdzięczam tym osobom. I jestem im za to wdzięczny.

Szkoda, że trwających Igrzysk w Londynie nie możemy oglądać. Myślę, że dałyby nam wszystkim sporo radości, przeżywania emocji, a pewnie i możliwość zastanowienia się czasem nad sobą i naszym światem.

Z migawek, które można zobaczyć, proszę zauważyć, że widownia na stadionie olimpijskim jest pełniutka. Zanim się jeszcze zaczęło, czytałem gdzieś, że pobito rekord sprzedaży biletów - ponad 2,1 mln (słownie: dwa miliony sto tysięcy!!!). To jest piękne!

W tej chwili chyba zawody jeszcze w niektórych dyscyplinach trwają, ale polscy sportowcy klasyfikują się obecnie na 9. miejscu na świecie, zdobywając 26 medali, w tym: 10 złotych, 11 srebrnych i 5 brązowych.

Kibicujemy dalej!

Pozdrawiam


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

zdjęcia (982) wiara (550) podróże (411) polityka (325) Pismo Św. (269) rodzina (269) Śląsk (214) humor (206) po ślonsku (187) historia (175) Kościół (157) praca (139) człowiek (135) sprawy społeczne (125) Halemba (122) zabytki (114) muzyka (84) gospodarka (77) książka (75) Ruda Śląska (71) Jan Paweł II (69) ogród (68) filozofia (67) Grupa Poniedziałek (66) sport (57) dziennikarstwo (44) miłosierdzie (40) biurokracja (39) film (33) święci (30) muzeum (27) środowisko (26) varia (24) Papież Franciszek (21) Szafarz (18) teatr (16) św. Jacek (15)