Jedno z pierwszych zdań Konstytucji RP brzmi:
Art. 10. 1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej
Przes ostatnie kilkanaście lat polscy politycy z Ustawy Zasadniczej coraz mniej sobie robili.
Między innymi polegało to na tym, że władza wykonawcza, czyli Rząd, w tym Resort Sprawiedliwości z Ministrem na czele coraz bardziej łamali ustrój RP poprzez ingerencję w autonomię Sądów. Konsekwentnie burzyli równowagę pomiędzy poszczególnymi ośrodkami władzy, chcąc mieć coraz wiekszy wpływ na ferowane wyroki.
A po co w ogóle mamy podział władzy? By nikt nie miał możliwości uzyskać władzy absolutnej.
Władza wykonawcza musi być kontrolowana przez władzę ustawodawczą. Innymi słowy Rząd ma obowiązek stosować prawo uchwalone przez Parlament. Parlament winien być reprezentantem woli narodu, bo każdy Poseł jest wybierany w demokratycznych wyborach. A kto sprawdza rząd, czy stosuje się do prawa? Władza sądownicza. Z tego jasno wynika, że sądy nie mogą zależeć od rządu. Inaczej układanka się rozsypuje.
Czy dziś jeszcze to działa?
Odpowiedzią może być strach poprzedniego Ministra Sprawiedliwości, by pojawić się w ojczyźnie, w której poprzez wiele, wiele lat powinien był dbać o system, w którym politycy nie mieliby wpływu na sądownictwo.
Czy żal mi ministra Ziobry? W żadnym razie - on i inni politycy dają sobie radę.
Żal mi ludzi. Niestety zwykły polski obywatel narażony na niesprawiedliwe sądy, władzę łamiącą prawo i polityków przejmujących władzę totalitarną, nie ma możliwości ubiegania się o azyl za granicą.
Życzę Polsce, czyli nam, by zawróciła z samobójczej drogi zatracenia zasad zapisanych w Konstytucji
