Wrócę jeszcze do wcześniejszego wpisu, jak to pogodziłem się ze św. Błażejem.
![]() |
| Kościół św. Błażeja w Dubrowniku |
Z jednej strony można moje wspomnienia traktować z lekkim przymróżeniem oka. Z drugiej strony chciałem też dopowiedzieć coś bardzo na serio dotyczącego mojej wiary i chyba wiary, jako takiej.
Oczywiście od dzieciństwa moja wiara się rozwijała, dojrzewała, przechodziła przez różne lepsze i gorsze okresy. Sytuacja ze św. Błażejem, która dość mocno we mnie została, nauczyła mnie przede wszystkim tego, że wiara to nie magia, to nie automat. To tak nie działa, że jak się dobrze pomodlisz, to święci, z Matką Bożą na czele, a i sam Bóg spełnią twoją prośbę. Warto tu jeszcze dodać jeden aspekt. Czasem można gdzieś (również z ambony) usłyszeć, że jeśli Niebiosa nie wysłuchały twojej modlitwy to znaczy, że się źle modliłeś lub że miałeś zbyt małą wiarę. To pułapka, a czasem nawet rodzaj szantażu czy - powiedzmy to wprost - przemocy duchowej.
Wiara i modlitwa nie polega na tym, by Bóg spełniał moją prośbę. ON wie lepiej, co jest mi potrzebne do Życia. Piszę tu z premedytacją z dużej litery, bo chodzi o Życie, które już mam w Zmartwychwstałym, a które jak wierzę będzie rozciągnięte na wieczność.
Wiara i modlitwa (również modlitwa prośby - która jest jak najbardziej cenna) polega na tym, bym się uczył spełniać pragnienie Boga, bym chciał Żyć w Jego obecności.
Dobrej niedzieli życzę
