Strony

poniedziałek, 30 listopada 2015

Papież cudotwórca

My chyba tu w tej nasze wylęknionej Europie nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego co Papież zrobił w ostatnich dniach.

Portret Franciszka w Bazylice św. Pawła za Murami

Nie śledziłem szczegółowo jego wizyty w Afryce, ale nawet te nieliczne informacje które do mnie trafiły są po prostu niewiarygodne.

To, że Franciszek poleciał na Czarny Ląd (Czy tak się jeszcze mówi, czy to już, w myśl dzisiejszej poprawności politycznej, rasizm?) w tych niespokojnych czasach, samo w sobie jest niesamowite. Mało tego, wczoraj był w Republice Środkowoafrykańskiej, czyli w miejscu, gdzie ciągle trwają walki. To jest to państwo, skąd kilka miesięcy temu nasze władze chciały ewakuować wszystkich Polaków i tylko upór (pomimo śmiertelnego zagrożenia i strachu) kilku zakonników i ich silna wiara pozwoliły im tam zostać. Obserwuję na fb jednego z nich - kapucyna Benedykta Pączka, który czasem opisuje lub nawet pokazuje zdjęcia z kolejnych masakr, zabójstw i wszelkich okropności. I Papież tam właśnie się udał, by nieść przesłanie pokoju.

Jakby tego było mało, gdzieś tam na końcu świata, w miejscowości, której nikt nie zna, właśnie tam Franciszek otworzył Drzwi Święte Roku Miłosierdzia. Jak się ktoś interesuje historią Kościoła lub pamięta Rok Święty AD 2000 wie, jak ważny to gest.


A dziś Papież poszedł tam w tym skrajnie niebezpiecznym miejscu do ... meczetu, by razem z braćmi wierzącymi - jak my - w jedynego Boga modlić się o pokój. Stamtąd trzeba usłyszeć jego głos, gdy mówi:

"Razem powiedzmy NIE nienawiści, zemście, przemocy, 
zwłaszcza tej popełnianej w imię jakiejś religii czy Boga. 
Bóg jest pokojem, `salam`."

"Ten, kto twierdzi, że wierzy w Boga musi być także człowiekiem pokoju."


Wszystkie takie czy inne wysiłki europejskich i światowych polityków, finansistów, dyplomatów, ale też hierarchów, przywódców religijnych, a już na pewno strategów wojennych bladną przy tym co zrobił z Bożą pomocą w tych dniach Papież Franciszek. Warto to zauważyć!


Pozdrawiam

niedziela, 29 listopada 2015

Adwent Boga

Krótki cytat z pamięci z dzisiejszej homilii:

Czy my faktycznie czekamy na Boga, na Mesjasza? Nie wygłupiajmy się. Może i czekamy na święta, na prezenty ...

Jeśli ktoś naprawdę przeżywa Adwent to Bóg. On za nami tęskni. On do nas przychodzi.


Kaznodzieja


Pozdrawiam


sobota, 28 listopada 2015

Zacofany Kościół

Gdzieś kilka dni temu wyczytałem u któregoś z księży, że Kościół jest jednak zacofany. We wszystkich sklepach już święta, a w Kościele nawet się Adwent nie zaczął. :)

A propos: dziś w cukierni znalazłem super "ekumeniczne" pierniki mikołajowe:

Pierniki mikołajowe

Jak ktoś chce św. Mikołaja - biskupa może nabyć w tej wersji, a jak ktoś woli Santa Claus (d. Dziadek Mróz) też jest w asortymencie.


Pozdrawiam

P.S. Owocnego Adwentu życzę!



czwartek, 26 listopada 2015

Ja, mhmmm

We tyj ksionżce, kero tera czytom łod Marcina Jakimowicza je pełno przerzykanych myśli, fest ciekawych bajszpilow i mondrości.



Możno to i niy ma nojważniejszy w nij fragmynt, ale Wom zacytuja:

Wiecie, jak po śląsku brzmi zadnie: "Wysłuchałem pana uważnie, ale muszę stwierdzić, że zachowam na ten temat własny pogląd"? 

To krótkie: "Ja, mhmmm".


Już żech to kiejś znod w Gościu Niydzielnym, ale porzond mie to fest bawi. :)



Łostońcie z Bogiym


P.S. Kupcie sie ta ksionżka, bo sie werci!

środa, 25 listopada 2015

Prezydent w Chinach

Pamiętacie, jak Prezydent Komorowski był w Japonii?


Prezydent w Katowicach (w Japonii nie byłem)

Wszyscy pamiętają. Rzekomo stawał tam na krześle w parlamencie, by zrobić sobie zdjęcie. Wchodził, nie wchodził - mało ważne. Co tam załatwiał - ktoś dziś pamięta? Pewnie nikt.


Dla odmiany Prezydent Duda był wczoraj w Chinach. Po co?  Pewnie też nikt nie wie. Gdy wróciłem z pracy w wiadomościach serwisów onet, interia i wp nie było wzmianki o tej wizycie. Gdyby tak miał dziurę w spodniach, pobrudził się sosem słodko-kwaśnym, stłukł starożytną porcelanę, od razu były news. Nie mógł ktoś z doradców mu jakiegoś numeru podpowiedzieć? 



Wbrew pozorom powyższy tekst nie jest o tym, który Prezydent jest lepszy lub gorszy. Tekst jest o żenującym poziomie współczesnego dziennikarstwa.



Pozdrawiam

P.S. Zdjęcia Prezydenta Dudy póki co nie posiadam :)


wtorek, 24 listopada 2015

Po ślonsku na poważnie

Po ślonsku to je ciynżko cosik pedzieć niy do gupot, ino na poważnie.

Niy ma sie co dziwować. Nawet jak w doma godomy, to tak już nos nauczyli, że we szkole, w urzyndzie, w kościele abo w robocie godo sie po polsku (w robocie jeszcze nikerzy godajom, ale to zoleży łod roboty).

Dlo jakijś ferajny, tak publicznie to po slonsku idzie godać, abo jake bery i bojki, trocha, jak dziwowanie sie Indianerom kasik w rezerwacie - momy nawet co roku tako mecyjo, co sie nazywo "Ślązak Roku". Misiezdo, że boło w zeszło niydziela.

Ślązak Roku 2013

Po ślonsku jeszcze idzie godać wice i robić sie jajca, jak kabarety cumbajszpil: Kabaret Rak czy Młodych Panów.



Po naszymu jeszcze idzie śpiywać zicpolki, abo niby w wersji bardzij cywilizowanyj (czytej: spolszczonyj) cuzamyn ze Zespołym "Śląsk".

Jejich busym my razjzowali po Italije

A idzie po ślonsku pedzieć coś na serio, na poważnie? Przeca my Ślonzki som my tyż poważne ludzie. Pra?



Łostońcie z Bogiym




poniedziałek, 23 listopada 2015

Film Misja

Zachęcony pewnym wpisem na fb, przypomniałem sobie po latach film "Misja".



Nie mam bogatej biblioteki filmowej, ale ta pozycja gdzieś tam ciągle na szafce czekała. Dobrze wrócić do dzieła, które zachwyciło już prawie 30 lat temu (gdy u nas na Halembie było jeszcze kino "Ludowe").


Kilka refleksji:

  • Co my dziś wiemy o pokucie za zbrodnie, które są nie mniejsze niż ta Rodrigo Mendozy?
  • Niesamowite, jak w kolejnych wiekach i w bardzo różnych okolicznościach ludzie potrafią inspirować się wskazaniami św. Ignacego Loyoli.
  • Pomieszanie władzy kościelnej i świeckiej zawsze przynosi kłopoty.
  • Nie ma chyba większego draństwa niż powoływanie się na "wykonywanie woli Bożej", gdy w rzeczywistości dba się o własne ciemne interesy.
  • Świat, szczególnie gdy narzekamy, iż jest wredny, jest własnie taki, jakim go sami sobie tworzymy.
  • Nie ma piękniejszej rzeczywistości niż żywy Jezus w Eucharystii


Pozdrawiam



niedziela, 22 listopada 2015

Gorczycki Festiwal

Jeśli dają sztukę światowej klasy i to za darmo - trzeba brać!

Właśnie wróciłem z kościoła w Chorzowie, gdzie w ramach 10. Międzynarodowego Festiwalu im. G. G. Gorczyckiego wysłuchałem świetnego koncertu muzyki barokowej.

Capella Cracoviensis


To, że Jan Sebastian Bach, którego Magnificat wysłuchaliśmy, jest doskonały, nie trzeba nikogo przekonywać. Genialne dźwięki, jakie komponował Jerzy Fryderyk Haendel w wersjach utworów kościelnych, jak i świeckich też są powszechnie znane. Dziś wysłuchaliśmy Odę na Urodziny Królowej Anny.

w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Chorzowie

Standing ovation




Mam jednak po dzisiejszym koncercie dwóch nowych idoli. 

Pierwszy to patron festiwalu Grzegorz Gerwazy Gorczycki. Nawet nie wiedziałem, że tu u nas na Śląsku w Rozbarku pod Bytomiem urodził się kompozytor, który - jak mogłem się dziś przekonać słuchając Litaniae de Providentia Divina - wcale powyższym nie ustępował.

Drugi nowy, zbiorowy idol to wykonawca dzisiejszego koncertu: Capella Cracoviensis. Pięknie grali i śpiewali. Co tu dużo mówić.


Dobrze, że tam byłem.


Pozdrawiam




Jezus Król

Piłat zatem powiedział do Niego: „A więc jesteś Królem?”.

Odpowiedział Jezus: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”.

Jezus Nazareńczyk Król Żydowski (z katedry we Włocławku)

Królestwo, w którym najważniejsza jest Miłość. Gdzie Król z Miłości do Swoich poddanych oddaje życie. By przez Zmartwychwstanie to życie nam przywrócić.

O co się modlisz w słowach: "Przyjdź królestwo Twoje"?


Pozdrawiam


sobota, 21 listopada 2015

Bóg mi w głowie poprzewracał

Jezioro Galilejskie



Byłem w tym roku w Izraelu - ale mi się udało.






Watykan



Zwiedziłem kawał Italii - miałem niesamowite szczęście.






Chorwacja


Wakacje w Chorwacji - zasłużone, przecież ciężko na nie zapracowałem.







Awansowałem w pracy - dobrze, że mnie doceniają. Kupiłem nowy aparat fotograficzny - należało mi się. 


Choroba w rodzinie - Boża wola, trzeba to przyjąć. Tragicznie zmarł kolega z podstawówki - widać Bóg tak chciał. Znajomy miał wypadek - pewnie Bóg chce mu coś pokazać.


Coś mi się w głowie poprzewracało!


To, że przebywałem w pięknych miejscach - właśnie to było Bożym błogosławieństwem. Układają się sprawy zawodowe - tu należy się podziękowanie Bogu. Już Psalmista wiedział: "Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą" (Ps. 127).

No ale z tym aparatem to już przesadzam. Pan Bóg z pewnością nie zajmuje się takimi głupstwami. Czyżby? Pierwszy cud Jezusa też nie dotyczył czyjejś śmierci lub życia, a właściwie drobnej sprawy, by się ludzie lepiej bawili na weselu.


I w drugą stronę. 

Kto dał mi prawo mówić, że Bóg mnie doświadcza? On mi daje siły, by trudne chwile przeżywać. Lecz nie On jest sprawcą zła.
Bóg nie jest sprawcą choroby lub śmierci. Bóg mnie tak ukochał, że posłał Swojego Syna, by przez śmierć i zmartwychwstanie mnie właśnie ze śmierci wyzwolić.

Bóg nie jest tyranem. 

Bóg jest dobry.


Moje nawrócenie polega między innymi na uporządkowaniu myśli o Bogu. 

Boże poprzewracaj mi proszę w głowie, zgodnie z Twoim porządkiem.


Pozdrawiam


czwartek, 19 listopada 2015

Internetowi złodzieje

Czasem gdy człowiek słyszy w telewizji, czyta w gazetach czy w komputerze o oszustwach, przestępstwach i kradzieżach w internecie, wydaje mu się, że to jakaś rzecz mało realna.

A jednak. Wspominałem kiedyś, jak sam zostałem ofiarą, co kosztowało mnie kilkaset złotych: KLIK

Tym razem sprawa jest o wiele poważniejsza i równie rzeczywista, jak moja, bo dotyczy znajomej, która mi dziś o tym opowiedziała. A było tak:
  1. Najpierw przyszedł e-mail z Poczty Polskiej, że idzie paczka i aby sprawdzić, gdzie teraz się znajduje, trzeba kliknąć na link. Po kliknięciu właściwie nic się nie stało.
  2. Po wejściu na stronę banku pojawił się komunikat, że coś tam się dzieje i aby nie stać się ofiarą hakerów należy wprowadzić swój numer telefonu (ten który służy do zabezpieczenia w formie sms-ów wykonywanych przelewów).
  3. Po jakimś czasie wskazany telefon przestał działać.
  4. 2h później okazało się, że z konta zniknęła całkiem niebanalna suma.
  5. Póki co bank odmówił uznania reklamacji.
  6. Sprawa na policji.
  7. Pieniędzy nie ma.
Najprawdopodobniej schemat jest następujący:
W pkt 1 na komputerze instaluje się złośliwe oprogramowanie.
W pkt 2 się ono uruchamia udając stronę banku i wyłudzając numer telefonu.
W pkt 3 został zaatakowany telefon, który sms z hasłem do potwierdzenia transakcji przesyła do złodziei.


Proszę uważać!


To nie oznacza, że pieniądze trzymane w skarpecie są bardziej bezpieczne niż w banku z obsługą internetową. 

W Muzeum Śląskim


Zawsze jednak dobrze wiedzieć, na co należy uważać.



Pozdrawiam

P.S. KLIK



środa, 18 listopada 2015

Wybaczam i proszę o wybaczenie

Zdałem sobie niedawno sprawę z pewnego faktu. Wojna była dla mnie abstrakcją znaną z opowieści (w tym mojego dziadka), z filmów, z książek. Od zawsze wydawało mi się, że wojna była bardzo, bardzo dawno temu.

Muzeum Powstania Warszawskiego

I właśnie uświadomiłem sobie, że urodziłem się raptem 24 lata po jej zakończeniu. Toż już dłużej żyję w wolnej po '89. Polsce.

Pomimo całego okrucieństwa wojny, mam poczucie, że generalnie nie ma w nas nienawiści do Niemców. Pewnie w znacznej mierze jest to zasługa Listu polskich biskupów do niemieckich z roku 1965 ze słynnym: "wybaczamy i prosimy o wybaczenie", które to słowa, jak się okazuje, w tymże dokumencie w ogóle się nie pojawiły. Jak czytam dziś w dokładną 50. rocznicę, sens jest jednak podobny:

"W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu, na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millenium w sposób jak najbardziej chrześcijański".


Czy dziś po ponad 25 latach od upadku komunizmu, ale również po kilkunastu i kilku latach kolejnych rządów, a także po kilku w zasadzie dniach po kolejnej demokratycznej zmianie władzy, potrafimy sobie nawzajem przebaczać i prosić o wybaczenie? A przecież krzywdy - dzięki Bogu - były o wiele mniejsze, niż te wojenne. 


Powyższe dotyczy też naszego codziennego życia. Trzeba zacząć od siebie:

Tu na blogu i na facebook'u przebaczam tym, którzy mi dokuczyli i proszę o wybaczenie tych, którym ja zawiniłem.



Pozdrawiam


wtorek, 17 listopada 2015

Polityka historyczna

Istnieją w debacie publicznej określenia, których się obawiam. Jednym z nich jest Polityka historyczna.

Jeśli przyjmiemy, iż Polityka, w klasycznym rozumieniu, jest sztuką rządzenia państwem i można nawet dopowiedzieć, iż winna być służbą dla dobra obywateli, polityka jest czymś pozytywnym.

Równocześnie Historia, jako nauczycielka życia, też ma u mnie skojarzenia bardzo wartościowe.


Natomiast połączenie: polityka historyczna kojarzy mi się niestety bardzo negatywnie. To jest instrumentalizowanie historii, budowanie propagandy, zakłamywanie faktów z przeszłości tak, by pasowały tym, którzy ją kreują.

Dla mnie klasycznym przykładem stosowania polityki historycznej jest poniższy obrazek z czasów Plebiscytu na Górnym Śląsku:

Plakaty propagandowe z Muzeum Powstań Śląskich

Niestety miałem też tego pecha, że całą swoją szkolną edukację pobierałem w czasach PRL-u, gdy polityka historyczna stawała na wyżynach swoich możliwości, wtłaczając nam do głowy jedynie słuszne idee wskazujące, że cała historia ludzkości zawsze zmierzała do najwspanialszego z systemów, którym miał być komunizm. Potem, już w dorosłym życiu, sporo czasu (i przeczytanych książek) mnie kosztowało polubienie historii, w jej bardziej prawdziwym, a przynajmniej odideologizowanym kształcie.


Moja znajomość historii prowadzi do wniosku, iż gdy politycy zaczynają mieszać w historii, nic dobrego z tego nie wyniknie.


Pozdrawiam



poniedziałek, 16 listopada 2015

Paris 2007

Tak mi się przypomniało, nie wiedzieć czemu.

Wtedy jeszcze bloga nie prowadziłem.


Wieża Eiffela nocą
Plac Zgody


















Bazylika Sacré-Cœur


Niedzielna Msza Św. w Notre Dame



To był cudowny i niezapomniany rodzinny week-end.


Pozdrawiam



niedziela, 15 listopada 2015

Koniec Świata? Can't wait!

Dziś Jezus mówi bez pardonu:

W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. 
Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. 
Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, 
od krańca ziemi aż do szczytu nieba.


Bazylika św. Marka w Wenecji

Koniec Świata!

A ja choć kocham ten Świat, nie mogę się doczekać!

Mam nadzieję, że i ja i Wy wszyscy będziemy w gronie "Jego wybranych".

Nie dlatego, że jesteśmy pobożni, przyzwoici, prawi. Gdyby na tym opierała się moja nadzieja - marny nasz los.

Ufam, że będzie dla nas Nowa Ziemia i Nowe Niebo dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Syna Człowieczego.


Pozdrawiam

sobota, 14 listopada 2015

Kochać terrorystów

Dziś rano, gdy dowiedziałem się o zamachach w Paryżu, przywołałem słowa Jezusa o miłości nieprzyjaciół KLIK.

Notre Dame de Paris

Myślę jednak, że w dzisiejszym świecie pomieszania pojęć, trzeba te słowa wyjaśnić. A przynajmniej chciałbym doprecyzować, jak ja je rozumiem.

Ktoś się może oburzy, popuka w czoło albo po prostu wzruszy ramionami: Jak można kochać nieprzyjaciół? Chrześcijanie chyba sami nie wiedzą, co mówią. Ten Jezus to mógł być sobie idealistą 2000 lat temu. Dziś jest brutalny świat (bardziej barbarzyński niż wtedy?), który musi adekwatnie odpowiedzieć terrorystom.

Jednak Jezus nie był li tylko idealistą. Jako osoba wierząca wiem, że nikt nie zna rzeczywistości lepiej niż On. Dlaczego więc prosi, by kochać nieprzyjaciół?

Trzeba zastanowić się, co to w ogóle jest miłość. 

Miłość to nie są motyle w brzuchu - w stosunku do terrorystów problemy żołądkowe to może być ewentualnie oznaka strachu.
Miłość to nie uczucie i bujanie w obłokach - w stosunku do terrorystów brak realizmu może być tragiczny.
Miłość to nie niemoc i bezwolne poddawanie się - gdyby tak było, chrześcijaństwo wymarło by już dawno śmiercią naturalną.
Miłość to nie beztroska - wręcz przeciwnie.

Miłość to - najprościej - chcieć dobra dla drugiego człowieka.

Mały przykład z podwórka rodzinnego (hipotetyczny, bo moi synowie są już dość duzi):

Jeśli widzę, że starszy syn chce uderzyć młodszego, to właśnie w imię miłości do młodszego muszę zareagować i nawet używając "przymusu bezpośredniego" nie dopuścić do ciosu. Mało tego, taka reakcja wynika również z miłości do starszego. Kochając go, chcąc jego dobra, muszę zareagować i to nawet bardzo gwałtownie. Miłość do synów, to nie jest ich ciągłe głaskanie, chwalenie i usuwanie się samemu do kąta. Miłość winna być mądra. Głupia miłość nie jest miłością.

Kochać terrorystów to nie znaczy machać do nich z serduszkami w rękach i zapraszać do podkładania kolejnych bomb.

Kochając terrorystów trzeba najpierw zadbać o atakowanych - wszelkimi możliwymi sposobami trzeba zapewnić im bezpieczeństwo. Żołnierz czy policjant widząc zamachowca ma obowiązek go powstrzymać nawet jeśli to oznacza jego zabicie. Tu ważniejsze jest dobro tych słabszych - potencjalne ofiary.

Radykalizm Jezusa polega na tym, by po zadbaniu o przyjaciół, chcieć również dobra nieprzyjaciół. Tu jest szansa na przerwanie spirali nienawiści. Mamy obowiązek się bronić, ale nie można żyć żądzą zemsty. Głupotą jest bycie naiwnym, ale trzeba mieć chrześcijańską odwagę, by przebaczyć wrogowi. Trzeba mu zawsze zostawić szansę zmiany na lepsze. Myślę, że właśnie dlatego 

"On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, 
i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych."

To jest miłość nieprzyjaciół - zawsze dawać im szansę zwrócenia się ku dobru.


Pozdrawiam


Muzeum (prawie) Śląskie

Po zwiedzeniu galerii obrazów pokierowano mnie piętro niżej, gdzie znajduje się część śląska Muzeum Śląskiego.

Wejście przez bramę kopalnianą ma swoje uzasadnienie. Przecież całe muzeum zlokalizowane jest na terenie dawnej Kopalni Katowice.

Wejście do kopalni?

Czy faktycznie tak wyglądała w roku 1989? Nie wiem. Za kopalnianą bramą - szatnia łańcuszkowa.


Kopalniana szatnia łańcuszkowa

Myślę sobie: dość stereotypowo poznawanie Śląska zaczynamy od kopalni. Spodziewałem się więc wejścia do szoli i potem imitację podziemnego chodnika, przodka z kombajnem, itp. A tu zaraz za wiszącymi galotami górników człowiek wpada na ... cieszyńską rotundę.

Cieszyńska rotunda

Jeśli autorom wystawy chodziło o to, by widza zszokować, to w moim przypadku się to udało. Jaki jest jednak sens, by przechodzić z kopalnianej łaźni w śląskie średniowiecze? Nie wiem.

Kolejne niespodzianki już mnie nie szokowały, a raczej po prostu rozczarowały.

W sali, którą zresztą w efektowny sposób wystylizowano na fragment pałacu np. w Pszczynie, gdy rodzina arystokratów wyszła do ogrodu do zdjęcia, do salonu ktoś im podrzucił makietę pierwszej pracującej w Europie maszyny parowej z Tarnowskich Gór.

Czy to Pszczyna?

Mam świadomość, że o tysiącletniej historii Śląska trudno opowiedzieć w formie i kształcie ograniczonych powierzchnią wystawową. Miałem jednak wielki niedosyt, że fascynujący okres uprzemysłowienia, cywilizacyjnego i kulturalnego rozkwitu tej Ziemi zamknięto raptem w dwóch małych pomieszczeniach. Świetnie, że mogłem zerknąć na rękopis Karola Goduli.

Zapiski Karola Goduli

Jednak postawienie akcentu na tym, jakim dysponował majątkiem u kresu życia, on czy inni przemysłowcy, wcale nie jest najważniejszą kwestią.

Idąc dalej i przemilczając kilka innych kwestii, trzeba było pokazać mebel najbardziej śląski czyli byfyj.

Byfyj

Już bardziej lichego całe Muzeum Śląskie znaleźć nie potrafiło? Pochodzę z biednej rodziny, ale obie moje babcie miały w swoich kuchniach byfyje o trzy poziomy bardziej eleganckie. Naprawdę - wstyd.

Jak pokazać Powstania Śląskie, Plebiscyt i przyłączenie części Górnego Śląska do Polski katowicka placówka mogłaby się uczyć od Świętochłowic. KLIK

PRL za to pokazano, jakby to było muzeum PRL-u. Nie wiem o co chodzi. Może sentyment do czasów młodości twórców wystawy tu zadziałał?

Mieszkanka w blokowiskach - w całej Polsce były podobne


Wyszedłem z muzeum jednak dość rozczarowany. Mam świadomość, że łatwiej przedstawić jeden temat, jedno wydarzenie, jak we wzorcowym Muzeum Powstania Warszawskiego, z którego każdy wychodzi czując się powstańcem. KLIK


Muzeum Śląskie - zdjęcie z zeszłego roku


Czy ktoś z zewnątrz zwiedzając Muzeum Śląskie dowie się czegoś więcej o Śląsku? Pewnie tak. Czy zachwyci się tą Ziemią, czy pozna jej fenomen, czy zwróci uwagę na jej wyjątkowość? Nie sądzę.


Czy ja jako Ślązak poczułem tam ducha tej Ziemi? Czy znalazłem się tam u siebie? Czy wychodząc z Muzeum Śląskiego jestem bardziej Ślązakiem? Chyba niestety nie.



Pozdrawiam


Paryż 2015

Byłem z rodziną na chwilę w Paryżu w roku 2007.



Bardzo to smutne, co dzieje się tam w tych dniach. Współczuję ofiarom zamachów terrorystycznych.

Co o tym myśleć?

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Mt. 5, 43-45


Chcę być synem Ojca.


Pozdrawiam

czwartek, 12 listopada 2015

Muzeum Śląskie - część nieśląska

Z okazji Święta Niepodległości wybrałem się do Muzeum Śląskiego.

Już tam kiedyś byłem, ale w pustce, zanim powstały ekspozycje.

Dziś już muzeum działa pełną parą, więc można zwiedzać. Wysiadłem na podziemnym parkingu i tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie: sufit tuż nad głową (kto to projektował, zatwierdził i odebrał?).

Parking podziemny
Przepraszam, wiem, że w muzeum są ważniejsze rzeczy niż parking.

Do wnętrza wchodzi się przez bramki, jak na lotnisku, z opróżnieniem kieszeni. Paska ze spodni nie musiałem wyciągać, choć piszczał - i bardzo dobrze, bo, jakby mi galoty spadły, to takiego eksponatu tu jeszcze nikt nie podziwiał. :)

Po zapłaceniu za bilet 24 zł, wszedłem do środka.

Wszystko zaczyna się wystawą malarstwa.

Galerie malarstwa

Można tu podziwiać piękne obrazy, w tym np.:

Gierymski ze słynną Pomarańczarką

Chełmoński - Powrót z balu

Witkacy

Jest nawet Matejko:

Jan Matejko

Można podziwiać dzieła Malczewskiego, Wyspiańskiego, Fałata i kilku innych artystów.

Z pozytywnych ciekawostek: niektóre obrazy przedstawiono w wersji dla niewidomych:

Makowski - Dzieci pod drogowskazem
Wersja wypukła
















Negatywnie odebrałem sposób podświetlenia części obrazów. Zdjęcia robiłem (jak zawsze) bez lampy, więc proszę spojrzeć na cienie lub refleksy na szybach.

Po malarstwie przedwojennym, było jeszcze powojenne i chyba wypożyczone od nas z Halemby malarstwo nieprofesjonalne.

Niestety w tych częściach nie można robić zdjęć. Nie tylko ja się tym faktem załamałem, acz nie darłem szat.

Zrozpaczona - no foto

Generalnie galeria malarstwa polskiego była interesująca.

Z jednej strony to dobrze, że nie trzeba jechać do Warszawy, by podziwiać największych polskich artystów. Z drugiej strony mam wrażenie, że dość przypadkowo kolekcje są podzielone i porozsyłane po różnych miastach Polski. Takie mieszane uczucia.

Jak na razie o Śląsku w Muzeum Śląskim nic nie było. No, może z wyjątkiem obrazu Rafała Malczewskiego:

Kondensatory w Chorzowie

Jednak o śląskiej części Muzeum Śląskiego jeszcze opowiem w kolejnym odcinku.


Pozdrawiam


środa, 11 listopada 2015

Niepodległość Ślązaka

Polska dziś świętuje.

Ja też się cieszę, że po 123 latach, gdy takiego państwa nie było na mapach Europy, w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość.

Fragment wystawy z Muzeum Śląskiego


Proszę mi jednak pozwolić spojrzeć na problem z innej, niż warszawska, perspektywy.

Jestem Ślązakiem. Śląsk nigdy nie doświadczył rozbiorów państwa i nie stracił suwerenności, z wszystkimi upokorzeniami, które musiała przeżywać Polska. Śląsk nigdy nie miał swojej własnej państwowości. Nie jest też prawdą, jak wielu sądzi, że zawsze był Polski. Różnie bywało na przestrzeni wieków. Trzeba tu więc wyraźnie podkreślić, że Śląsk został sprzedany Janowi Luksemburskiemu przez zasłużonego skądinąd dla Polski króla Kazimierza Wielkiego. Tak więc Śląsk poza Polską funkcjonował już od pierwszej połowy XIV wieku przez prawie 600 lat. (Mniej więcej tyle ile trwa klasztor na Jasnej Górze.)

W 1918 roku, gdy Polska wybiła się na niepodległość, Ślązacy mieszkali w kraju, który właśnie przegrał okrutną wojnę. Przyszłość była zagadką. 

Jak brutalne będą kolejne lata dla Śląska nikt wtedy się jeszcze nie spodziewał. Ale już za chwilę pobite Niemcy z nową Polską zaczną rozdzierać tę Ziemię. Będą podsycać z obu stron bratobójczą wojnę domową, zwaną dziś trzema powstaniami śląskimi. Chwilę później rozpęta się piekło propagandy nienawiści podczas Plebiscytu. W kolejnych miesiącach w poprzek pól, lasów, kopalń, hut, a nawet domów powstanie granica państw zrywająca przebieg dróg, kolei oraz wszelkiej infrastruktury. (Z mojej branży mogę dodać, że główny wodociąg zasilający rejon Katowic kilka razy przekraczał granicę niezbyt przyjaźnie nastawionych do siebie państw.) Dalszą konsekwencją takiego stanu rzeczy była tragedia roku 1939, gdy jedni uważali, że wrócili na swoje ziemie, a drudzy do dziś uważają za zdrajców osoby podpisujące volkslisty. W 1945 role się odwróciły. Teraz zwycięzcy z Armii Czerwonej czuli się już na ziemiach znienawidzonych faszystów, więc można było zabijać, gwałcić, kraść, palić i niszczyć wszystko, co wpadnie w ręce. Zaraz po 45. nowa ludowa ojczyzna wolała nie widzieć, iż jej obywatele ze Śląska są dalej wywożeni do Sowieckiej Rosji. Niewielu z nich wróciło do domów.


Mimo wszystko cieszę się, że żyję w Polsce, w niepodległej Polsce.


Proszę mi tylko nie wmawiać, że "Polska dla Polaków". Że musi być jednorodna i jednomyślna. Że Piłsudski to mój bohater. I że zawsze była nieskazitelna.



Pozdrawiam



wtorek, 10 listopada 2015

Jadę na Maltę

Jeśli nikt nie chce pojechać, to ja mogę się wybrać na Maltę.

Mam nawet odpowiedni strój.



Bluzka jest oryginalna przywieziona z Malty przez dzieci kuzynów, które trochę czasu na tej pięknej wyspie spędziły.


Wstydu nie zrobię. Zachować się potrafię. Będę Rzeczpospolitą godnie reprezentował.


Stosowne pełnomocnictwa proszę mi przesłać e-mailem.




Pozdrawiam

P.S. Nie wezmę gaży. Państwo niech mi tylko opłaci przelot i zakwaterowanie.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Marcin Jakimowicz na Halembie

Dziś po wieczornej Mszy Św. gościliśmy w naszej kaplicy Marcina Jakimowicza.

Kiedyś już o nim wspominałem.

Dobrze posłuchać człowieka, który nie tylko, jak my wszyscy, zmaga się ze swoją wiarą, ale na dodatek potrafi o tym głośno mówić.

O poważnych sprawach żartem 

... i na poważnie

Dobrze usłyszeć, jak bardzo Bóg nas kocha miłością, na którą nie musimy zasłużyć. Dobrze zdać sobie sprawę, że modlitwa to nie handel z Bogiem. (Właśnie dziś była na mszy Ewangelia o wyrzuceniu handlarzy ze świątyni.)

Dobrze było potem klęknąć wspólnie przed Bogiem i wielbić Go podczas adoracji.

Adoracja

Bogu, ks. Leszkowi i Marcinowi należą się podziękowania za dzisiejszy wieczór.

Bóg zapłać!

Podobno więcej można znaleźć w najnowszej książce.

Pan Bóg? Uwielbiam!


Pozdrawiam


P.S. Za to spotkanie podziękowania należą się jeszcze Ani, która była jego inicjatorką.