Strony

czwartek, 14 maja 2026

Śnieżka - niebezpiecznie pociągająca

Plany na dziś były takie:

Wjechać wyciągiem krzesełkowym na Kopę. Wejść na Śnieżkę: 2,3 km i 450 m przewyższenia - nawet taki dziadek, jak ja w godzinę dałby radę. I potem z powrotem: szybciej, bo z górki.

Jednak już w nocy i rano nawet na dole w Karpaczu wiało niemiłosiernie.

Patrzę przez okno. Śnieżki nie ma:

Poranny widok z okna

Pogłówkowałem, skonsultowałem się z AI i zmieniłem plany.

Pomyślałem, że wybiorę się do Schroniska Samotnia. W osłonie lasu wiatr nie powinien nadto dokuczać.

Wystartowałem z parkingu, skąd w kilka minut doszedłem do Świątyni Wang i przy niej wkroczyłem do:

Karkonoski Park Narodowy

Pogoda była w kratkę. Czasem wyszło na chwilę słońce. Za chwilę padał deszcz. Wiało, ale w lesie wiatr był znośny. Było dość zimno. Im wyżej tym zimniej.

Po ok. 1,5 h dotarłem nad Mały Staw do Schroniska Samotnia. Pogoda zrobiła się paskudna: głowę urywało, znów pojawił się deszcz, jakby z drobnym gradem i śniegiem. Ale najgorszy był porwisty wiatr. Jednocześnie kapryśna aura wyczarowała spektakularne pejzaże.

Kocioł Małego Stawu

Najlepiej było je jednak podziwiać zza okna ciepłego schroniska, przy kawie i serniczku.

Z godzinę spędziłem we wnętrzu, by się ogrzać, wysuszyć i trochę odpocząć. Właściwie plan B (jeśli nie można na Śnieżkę) na dziś zrealizowałem. I byłem bardzo zadowolony, bo widoki były przecudne.

Ale czy już wracać? Pogoda jakby ciut lepsza. Co tu można jeszcze zrobić? To idę dalej w stronę Strzechy Akademickiej - napisano na szlaku, że to tylko 15 min. Drapię się pod górę. A widoki stają się coraz rozleglejsze: w stronę Karpacza, Jeleniej Góry i gdzie tam jeszcze.

Widoki spod Strzechy Akademickiej

W schronisku nawet nie usiadłem - jakoś za blisko było poprzedniego. Myślę sobie, pójdę jeszcze trochę dalej i wyżej. Może gdzieś dojrzę Śnieżkę? I tak jeszcze szedłem przez kolejne pół godziny pod górę. A Śnieżki, jak nie ma tak nie ma. Zapytałem nawet o to dwie miłe schodzące Panie, które potwierdziły, że nie, nie widać: szyt schowany w chmurach. 

Doszedłem na wysokość ok. 1400 m n.p.m. Warunki były trudne. Całe szczęście byłem dość dobrze przygotowany i miałem odpowiednie ubranie, więc krzywda mi się nie stała. Generalnie i tak byłem przeszczęśliwy - nawet bez kapryśnej Śnieżki.

Ponad 1400 m n.p.m. - warunki zimowe

Ok. Czas wracać. Jednak im niżej, tym cieplej. No i słońce pokazuje się na dłużej. Zacząłem ściągać z siebie poszczególne warstwy ubrań i chować do plecaka. Ponad 1,5 h później i 350 m niżej zrobiło się calkiem wiosennie.

Polana 1067 m n.p.m.

A na dodatek, gdy znalazłem się na dole, pojawiła się jej wysokość Śnieżka - trochę jednak ze mnie dziś zakpiła. 

Śnieżka widziana spod Świątyni Wang

Ale nie mam jej za złe. Bo to oznacza, że będę chciał jeszcze tu kiedyś wrócić. I to koniecznie dużo wsześniej niż za kolejne 50 lat.


Tak więc zamiast planów opisanych powyżej, zrobilem dziś ponad 15 km z przewyższeniem ok. 550 m i mam na liczniku prawie 24 tys. kroków.

Ale jestem szczęśliwy!


Pozdrowienia z Karpacza 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz