Jako szafarz byłem przed chwilą z Komunią Świętą u naszej Parafianki, która właśnie dziś skończyła 99 lat.
Jubilatka cieszy się jeszcze dobrym zdrowiem. Na "Ojcze nasz" wstaje i stoi wyprostowana. A przede wszystkim umysł ciągle sprawny i bystry.
Po modlitwie i przyjęciu Pana Jezusa, zostałem chwilę na kawie.
Opowiadała mi, że pochodzi z Wielkopolski. Jako dziewczyna pracowała w gospodarstwie u Niemców. To byli bardzo dobrzy ludzie - tak mi mówiła. Potem po latach, już u nas na Halembie, była... suwnicową na elektrowni.
Dziś rano dziękowała Bogu, że znowu sie obudziła, że wstała, że dożyła 99 lat.
A ja dziękuję Ci Boże, że mogłem dziś od niej się uczyć wiary, pogody ducha i piękna ludzkiego życia

To jest bardzo ciekawa rzecz z tymi wspomnieniami wojennymi. Moja śp. babcia też opowiadała o tym, jak to jej gospodarze na robotach w Niemczech byli bardzo dobrzy dla niej. Jak wręcz wszyscy płakali, jak musiała wracać do Polski. Ona to wspominała jak przygodę życia. I to jest też dla mnie takie potwierdzenie, że w tych strasznych czasach można było jednak pozostać człowiekiem, będąc po tej "niewłaściwej" stronie.
OdpowiedzUsuńTo żadna kogoś zasługa czy wina, że się urodził w danym miejscu, po tej czy tamtej stronie granicy. Wszędzie można być i wszędzie są ludzie dobrzy i źli.
UsuńDziękuję za komentarz